wtorek, 22 grudnia 2015

Święta tuż tuż..

Kartki? Zrobione i wysłane :). Niektóre już dotarły do adresatów z naszymi życzeniami świątecznymi. Do domu zawitała choinka... tak za chwilę już Wigilia i Święta Bożego Narodzenia. Szkoda tylko, że pogoda raczej kojarzy się z Wielkanocą. 

Życzymy Wszystkim zdrowych, radosnych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia.
Ładnej choinki, pysznej wigilijki i uśmiechniętej minki!!
Hej kolęda!!

 Żeby życzenia były szczere tak jak życzenia dzieci przy łamaniu się opłatkiem: "Smacznego!!"

Grupa Lenki "Żabki" zaprosiła rodziców na jasełka. Nie były to takie tradycyjne świąteczne występy. Dzieci były przebrane, ale ich role ograniczyły się do stania. Niektórych trema nie zjadła i nawet gestykulowali do lecącej w tle narracji. Wszyscy razem śpiewaliśmy kolędy, a później zasiedliśmy do stolików pełnych ciastek.




O tym jak Lenusia została Maryją, a Haniula Jezusem:
- Mamo na przedstawienie musisz mi zawiązać tu takie niebieskie.
- Przecież miałaś mieć białą sukienkę, różowe skrzydełka. Po co wróżce takie niebieskie?
- Bo ja nie będę wróżką tylko taką w niebieskim.
- Kim?
- No mam mieć tu na głowie takie niebieskie i tu masz mi zawiązać.
- Yyyy będziesz Matką Boską?
- Nie, będę Maryją.
- aha 
- To będzie taka bajeczka o Jezusku.
- aha, pani Cię wybrała?
- Nie, pani wybrała Julę, ale ja chciałam być Maryją, a Jula aniołem. Jest najważniejszym aniołem, a ja Maryją.
- aha

Poranki w naszym domu bywają często burzliwe, ale przed Jasełkami było wyjątkowo spokojnie.
Lena: Mamo czy Haniula (jej lalka) może być Jezuskiem?
Mama: A nie macie lalki co jest Jezuskiem??
Lena: Mamy, ale tamta lalka jest za gluba. Poplosisz panią?
Mama: Poproszę....

Maja: Lena wiesz, że jak Haniula będzie Jezuskiem to będzie chłopakiem?
Lena: No i co z tego... po bajeczce znowu będzie dziewczynką.

Mama: Pani Elu mam prośbę.
Pani Ela: Tak??
Mama: Czy Haniula może zagrać Jezuska?? - na koniec pytania mama wyciągnęła ukochaną lalkę z reklamówki. Pani Ela później się przyznała, że przez ułamek sekundy analizowała sytuacje: w grupie przecież nie ma Hani, to kto może zagrać Jezuska?
Pani Ela: Oczywiście....

środa, 9 grudnia 2015

Przyszedł Święty, przyniósł nam prezenty.





Tradycją staje się, że Mikołajki trwają kilka dni. Ja zaczęłam już 4 grudnia. Wszystkie klasy od 1 do 3 poszły do sąsiadującego z naszą szkołą gimnazjum. Tam uczniowie pierwszej klasy zagrali dla nas "Kopciuszka", a później przebrany Mikołaj rozdawał prezenty. Nasza klasa dostała dużo klocków lego i każdy po słodyczu. W sobotę poszłyśmy z mamą i babcią, Malwinką i Mikołajem do Politechnika na bajkę "Królewna na ziarnku Grochu". Była to nieco nowoczesna wersja tej tradycyjnej bajki. Były momenty, że trochę nam się dłużyła, ale była cała masa zabawnych sytuacji gdzie dzieciaki wybuchały śmiechem. Tu też przyszedł Święty Mikołaj, który wręczał nam paczki ze słodyczami. Poszłam na scenę z Lenką i wcale się nie bałyśmy i nawet pozwoliłyśmy zrobić sobie zdjęcie. Wieczorem zostawiłyśmy na talerzyku całą górę ciasteczek i kubek herbaty dla Świętego Mikołaja. Przyszedł w nocy i prawie wszystko zjadł. Ja dostałam wymarzony zestaw klocków lego, Lenuśka jeżdżącego chomika. Nawet mama dostała prezent. Zrobiłam dla niej album rysunkowy. Trochę późno się za to zabrałam i są tam tylko dwa obrazki, ale mama i tak się ucieszyła.Popołudniu poszłyśmy oglądać piękną choinkę na placu Biegańskiego, tam też widziałyśmy Mikołaja. W poniedziałek, po tygodniu chorowania, Lenka poszła do przedszkola. Tam też ich odwiedził ich Święty Mikołaj. Tym sposobem Sezon Mikołajkowy zamykam. 


A jak tata spędził 6 grudnia? Przysłał nam kilka zdjęć. Kto zgadnie gdzie był?
 

piątek, 4 grudnia 2015

Lenusia, nie Lena

 Już nie raz pisałam, że z Leny to niezły przekręt. Wiecznie robi wszędzie bałagan, a później nie ma siły go sprzątać. Nawet jak już posprząta przed wieczorną bajką to na seans zawsze bierze wózek a w nim cała świtę: Haniule, kilka misiów, a do tego torebka z figurkami. Z taką wyprawką zawitała ostatnio w przychodni. Raz gdy nie było kolejki do gabinetu to rozłożyła się z kolorowanką w gabinecie. Po skończonym badaniu nie chciała wyjść od pani doktor:
- Mamo ja jeszcze nie zdążyłam pokolorować.
Mama nie zawsze umie przywrócić ją do porządku, bo ona tak świetnie ściemnia. Do tego jest uparta i obrażalska. Dlatego często mama idzie na ustępstwa:
- Lena nie posprzątałaś jeszcze na łóżku.
- Mamo, ale ja z tymi miśkami będę spała.
- Kochanie, ale tu już nie ma miejsca dla Ciebie. Możesz wybrać sobie dwa misie.
- Nie, ja chcę wszystkie...Bo ja je kocham. Będę spała z foczką, Tedim, Żyrafcią, z Haniulą, Michaliną, tygryskiem.....
- Nie ma takiej opcji...Tylko dwa, reszta na miejsce.
Koniec końców w łóżku jest Lena i 5 zabawek... 
No i jeszcze jej sposób ubierania się.
- Mamo ja chcę tą białą suknię!!
- Kotek, ale ta jest na występ w przedszkolu. Ubrudzisz ją...
- No i co z tego?? Ja chcę suknię.
- To może tą? Też jest biała i długa.
- No dobla.
- Tylko załóż podkoszulek pod nią, żebyś nie zmarzła.
Efekt:
Dwie różne skarpety(jedna w granatowo zielone pasy, druga różowa), bała suknia, a pod nią krótkie spodenki w kratę.

 Jej marzenie:
- Mamo ja bym chciała buty na obcasie, suknię do ziemi i koronę. Tak będę chodziła do przedszkola.

Lena: Mamo, ja to bym jeszcze chciała pralkę, suszarkę do ubrań, a i krzesełko do karmienia dla Haniuli.
Mama: YYY Lenko, ale u was w pokoju to już nie ma miejsca. Jak chcesz wyprać coś Hani to wrzuć do pralki w łazience,a potem na kaloryfer. Zresztą do takiej zabawkowej pralki to nawet sweterek Hani nie wejdzie.
Lena: Mamo, ale ja nie chce zabawkowej pralki tylko taką prawdziwą.
Mama: Prawdziwą?? No to dopiero....Prawdziwą to ty sobie kupisz jak będziesz duża, wyprowadzisz się od mamy i taty.
Lena: No dobly pomysł. A czy jak się jest dużym to można mieć lalki?? Można sobie zostawić?
Mama: Oczywiście, że można...
Lena: Uff to dobrze...

Kroczę po domu okryta kołdrą:
- Patrz mamo!! Wyglądam jak zakonnica.
Za mną idzie Lena okryta narzutą:
- Patrz mamo wyglądam jak szachownica.

Wracając ze szkoły:
Ja (Maja)- Mamo jak wygląda 4??
               - Co masz na myśli?? - pyta zdziwiona mama , przecież znam cyferki.
               - No jak wygląda żydowskie 4.
               - Yyy no nie mam pojęcia.
Chwilę myślę:
                 - Rzymskie chciałam powiedzieć.

niedziela, 29 listopada 2015

Sprawy genów i wróżby

 Już koniec listopada, kiedy zleciały te trzy miesiące?? Mama już dawno po pierwszej wywiadówce. Pani do mnie zastrzeżeń raczej nie ma. Muszę jedynie popracować nad swoim charakterem pisma. Chociaż,  wydaje mi się, że to genetyczne. Mama pisze niezbyt ładnie, a ona ma to po dziadku, więc ja mam to po nich. Przez te geny muszę trochę więcej ćwiczyć, ale czy naturę da się oszukać?? Czytanie idzie mi bardzo dobrze, ale do płynności jeszcze odrobinę mi brakuje. Moją najlepszą koleżanką jest Hania, z tą którą siedzę w ławce. Pani powiedziała mamie, że jesteśmy jak papużki nierozłączki.Wymyślamy wspólne zagadki i prowadzimy śledztwa. Szczegółów zdradzać nie mogę, a to dla dobra spraw. Naczytała mi mama kryminałów... Obecnie kończymy czytać "Wakacje z duchami". Idzie nam to bardzo powoli, bo mama wieczorami ma mniej energii. No dobra, mi też się zdarzyło parę razy usnąć podczas czytania. Lena ze zmęczenia czasami zasypia zanim dotrze do łóżka. Ostatnio po wyjściu z wanny nakryła się ręcznikiem i usnęła. Innym razem położyła się na krzesłach, oglądała bajkę i usnęła. Cały tydzień marzymy o weekendzie, żeby móc odespać i żeby nie budził nas budzik. W soboty śpimy najdłużej- rekord 12:28. W niedziele zmęczenie zdecydowanie spada i wstajemy ok 9. Na koniec, Andrzejkowy akcent...


Nie znalazłyśmy w domu klucza z dziurką, musiały nam wystarczyć nożyczki (Lena i tak nie trafiała ;) ). Miałyśmy nieco problemów interpretacją naszych woskowych wróżb, ale śmiechu było sporo. Łatwiej poszła wróżba z butami- która z nas wyjdzie pierwsza za mąż. Ulżyło mi, że padło na Lenę. Ja jeszcze nie spotkałam takiego chłopka, którego bym polubiła. Lenisława ma już konkretne plany życiowe. A przed nami najmilszy miesiąc dla dzieci. Kalendarze adwentowe już czekają by je zacząć. Nie mogę się doczekać 6 grudnia, tyle atrakcji się szykuje z tej okazji.

niedziela, 22 listopada 2015

Pozdrowienia z pracy taty.

Pozdrowienia z pracy od taty!! Obecnie tata pracuje w Niemczech. To dziwny kraj, tam w niedziele nie można pracować i wtedy tata ma czas na krótkie wycieczki. Szkoda, że pogoda nie zawsze Mu dopisuje. Tym razem się udało, bo nie pada deszcz, a i śnieg przestał sypać.Widoki Friedrichshagen...






sobota, 21 listopada 2015

O Mikołaju i Kornelce

Wielkimi krokami zbliża się bardzo ważne wydarzenie, Święty Mikołaj. Przez przypadek wygadałam się mamie, że ja już wiem. To znaczy ja już sama nie wiem...
- Maju, może lepiej by było jakbyście te klocki dostały wspólnie? Wiesz wtedy może Mikołaj by przyniósł Ci jeszcze tą książkę.
- Nie mamo, one mają być tylko moje.
Mama intensywnie myślała, a ja dobrze wiem o co chodzi...o kasę
- Mamo kupcie Lenie tego pieska.- mój głos się załamał, bo się wypaplałam
- Dlaczego my mamy jej coś kupować?- spytała mama
- Mamo przecież ja wiem, że to wy kupujecie. Podsłuchałam...
- Co podsłuchałaś?
- No, kiedyś słyszałam jak szeleściłaś. Otworzyliście szafę i balkon. Przecież Mikołaj nie musi wyciągać prezentów z szafy.
Mam jednak małe wątpliwości bo mama ciągle brnie w tą historię o Mikołaju (przecież on już umarł). Teraz już wiem po kim Lena tak umie ściemniać.
Ja: Fajnie było w Bułgarii, prawda tato? 
Tata: Oj fajnie...
Lena: Mi też się podobało.
Ja: Ciebie tam nie było, bo się jeszcze nie urodziłaś.
Lena: Byłam.
Tata: A pamiętasz jak lecieliśmy do Ameryki samolotem?
Lena: Pamiętam, fajnie było.
Tata: A pamiętasz te duże wieżowce?
Lena: Ja widziałam same owce.
Lena to ogólnie ostatnio podpada mamie. Rano nie chce wstawać, ociąga się z ubieraniem, zawsze ma swoje zdanie, a gdy trzeba wychodzić to sobie przypomina, że zapomniała o...Robi ogromny bałagan, a gdy pora sprzątać to oczywiście nie ma siły. Ja oczywiście wstaje chętnie, sprzątam i słucham rodziców. Nie jestem jednak taka idealna, bo mama też się na mnie złości. O co?? Bo ja uwielbiam dokuczać Lenie. Ja lubię jak ona się drze, płacze i wiem że to moja zasługa. Lena też mi lubi dokuczać, chyba też lubi jak ja się złoszczę. Za to doskonale dogaduję się z Kornelcią. Jest taka urocza, do niej mam dużo cierpliwości (nie to co do Leny). Lena za to nie może się pogodzić, że Kori niszczy jej budowle, albo rysunki. Kornelci  pasowało nasze towarzystwo. Gdy my rysowałyśmy to też łapała za kredki i próbowała rysować. Biegałyśmy razem za piłkami i wygłupiałyśmy się z Maui. Nasze spotkanie miało ważne znaczenie. Kornelka skończyła już roczek.







środa, 11 listopada 2015

Zmiany w naszym życiu, wiara, przygotowanie do życia w rodzinie i dla relaxu spacer po lesie

Gra "Stadnina" wykonana przez naszą trójkę na konkurs
Dziwnie się składa, ale odkąd mama poszła do pracy mamy mało wolnego czasu. Niby rzadko rodzice pozwalali nam się nudzić (bo zabierali nas spacery, czy wymyślali nam zajęcia...). Od ponad miesiąca wszystko robimy biegiem, a jak już jest wolna chwila to okazuje się, że nie mamy siły. Lena potrafiła położyć się przed 19 i spać tak do rana. Wszystko dlatego, że w przedszkolu jest teraz ok 7:40 (zwykle była po 8), a odbiera nas mama o 15:40 ( a odbierała 14-15). Później biegniemy na zajęcia przegryzjąc po drodze drożdżówkę. Do domu wracamy po 17, 18 albo ok 20. Mamy dwa dni luźne - poniedziałek i piątek. Wtedy mama umawia się z naszymi koleżankami i nadrabiamy zaległości towarzyskie. Po takim maratonie Lena i mama mają serdecznie dosyć. W sumie to dziwne bo przecież na balecie i basenie to ja się ruszam, a one tylko na mnie czekają. Ja sobie radzę z tym zmęczeniem, czasami jeszcze muszę znaleźć siłę na odrabianie lekcji. Nasze życie nabrało tempa... W całym tym opowiadaniu zabrakło taty. Wszystko dlatego, że przez pierwszy miesiąc pracy mamy, on też był w pracy. Teraz przyjechał do nas na dwa tygodnie i mama jest bardzo szczęśliwa, bo w końcu zamiast drożdżówek na obiad zjadamy pyszności przygotowane przez niego. Tatuś zabiera nas wcześniej ze szkoły i przedszkola i mamy więcej czasu na nudzenie się. Co ważne wracając do domu możemy się zatrzymać z naszymi koleżankami na placu zabaw. Jak wracamy z mamą to już nikogo nie ma i robi się chłodnawo. O 15 :40 w  świetlicy jest ok 6 dzieci, a w przedszkolu Lenki też nie jest lepiej. 
Za nami 1 listopada, pierwszy raz wędrowałyśmy po cmentarzu bez taty (który był w pracy). Pogoda była słoneczna, wymarzona na to święto. Jeden pan powiedział, że przez tą pogodę panie nie mogły ubrać swych futer na pokaz mody. Nie wiem gdzie był ten pokaz, ale następnym razem muszę mamę namówić żeby mnie tam zabrała. Mi wizyta na cmentarzu trochę się dłużyła więc postanowiłam zostać "Perfekcyjną panią GROBU" i robiłam test niebieskiej rękawiczki. Ostatnio mam nieco na pieńku z naszą katechetką. Odpytuje nas z modlitw, a co tu ukrywać do kościoła rodzice nas nie zabierają. Babcia Krysia czasami chce nas zabrać na mszę, ale my z Lenką nie chcemy bo tam wieje nudą. Na cmentarzu dorośli się modlą nad grobami, a mi się zaraz pani Lidzia przypomina (moja katechetka). Dostałam już jednego minusa...Zastanawiam się nad rezygnacją z tych zajęć. Chociaż pani Lidzia poza tym jest bardzo fajna. Podsłuchałam nieco rodziców i też uważam, że klepanie na pamięć jest głupie. Jedno dziecko myślało, że w modlitwie jest:
"...Módl się za nami grzecznymi..."
A co to jest niewiasta? owoc żywota? łaskiś pełna? jaki pan z Maryją?....
Pytań jest wiele, a odpowiedź jedna - trzeba się nauczyć na pamięć!!
Lena za to przygotowuje się do życia w rodzinie. To znaczy mama jej kiedyś powiedziała:
- Lena pamiętaj, że musisz sobie znaleźć dobrego męża. Takiego co będzie cię kochał, pomagał w domu: sprzątał, gotował, a i takiego co będzie się chciał opiekować dziećmi.
- Wiesz mamo ja jednego męża będę miała od sprzątania, drugiego od gotowania, trzeci będzie się bawił z dziećmi, a czwarty będzie oglądał telewizję.
Ostatnio poszliśmy do naszych przyjaciół, do mojej Klaudii i jej brata Dawida (który jest kumplem Leny i chodzą do jednej grupy). Lena i Dawid nigdy nie sprzątają, chociaż w przedszkolu im to nieźle idzie. Mama mówi do Leny:
- Lena weź Dawida i posprzątajcie, trzeba go nauczyć. Bo jaki z niego będzie mąż?
- No dobla - powiedziała Lena i wyszła do pokoju dzieci
- Dawid sprzątamy... Dawid sprzątaj!!- wykrzykiwała - Ja tu siądę (zasiadła na krześle i założyła nogę na nogę) i będę jak królowa, a ty sprzątaj.





Od tego pośpiechu zabrakło nam czasu na spacery, a jesień w tym roku jest taka piękna. Mama spragniona ruchu na świeżym powietrzu zapowiedziała, że sobotę (7.11.2015) spędzamy na spacerowaniu. Za oknem szaro, mokro, ale nie ma to tamto, idziemy... W końcu po wielu dyskusjach na temat ubrania (bo nie każdemu pasowała propozycja mamy) wyszliśmy z domu. Wyszliśmy i...zaczęło padać. Mama zdesperowana, spragniona spaceru zrządziła spacer w deszczu. Całe szczęście niedziela była przepiękna. Odwiedził nas dziadek Janusz i wszyscy razem pojechaliśmy na spacer do Złotego Potoku. spacerowaliśmy po dywanie z liści, a słonko przebijało się przez gałęzie. Odwiedziliśmy Niedźwiedzią  Grotę, liczyłyśmy słoje na ściętych drzewach i z piskiem uciekałyśmy przed wyskakującymi spod nóg żabami. Dotarliśmy do naszej ulubionej pstrągarni, gdzie mama zaprosiła nas na obiad ( no wiecie jej pierwsza wypłata już była). Po takim miłym spacerze Lenka szybko usnęła w aucie, w drodze do domu. 

czwartek, 22 października 2015

Pasowanie i życie w pędzie


W wielkim pędzie siadam i piszę o ostatnich tygodniach. Po pierwsze, wyzdrowiała nasza pani i wróciła do nas. Wróciła z gwizdkiem, ale szczerze mówiąc na rozbrykane dzieci to gwizdek nie działa najlepiej. Ostatnio na stołówce jedna dziewczynka z drugiej klasy zdenerwowała się na koleżankę z mojej klasy i wbiła jej widelec w nogę. Nie wiem czy była krew, ale getry były podziurawione. Nie jest, aż tak źle ale bywa niebezpiecznie (np.pewien kolega popchnął koleżankę na schodach, a ta wpadła na kolejną dziewczynkę...). Oprócz tego trafiają się złośliwe dzieci, które potrafią uprzykrzyć innym życie. Czasami tęsknie za przedszkolem, tam było spokojniej, wszyscy mnie znali i nie było takich nieprzyjemnych sytuacji. Oczywiście są też miłe chwile. Ostatnio odbyły się uroczystości z okazji dnia nauczyciela i było pasowanie. Wszystkie dzieci były odświętnie ubrane, najpierw odśpiewaliśmy hymn. Powiem szczerze, że śpiewanie wychodzi nam nieźle. Po małych występach pani dyrektor pasowała nas wielką kredką na uczniów szkoły podstawowej. Dostaliśmy dyplomy, legitymacje i tarcze szkoły. Nasza klasa jak zwykle okazała się najbardziej hałasującą. Co chwilę było "klasa Ic, proszę o ciszę!!". Bawiłam się świetnie, aż na koniec imprezy przypomniałam sobie, że nie było taty i się nieco popłakałam.
   
Do tego wszystkiego mama poszła do pracy i mamy teraz jakoś mało czasu. Rano wychodzimy trochę wcześniej i pędzimy do przedszkola i szkoły, mama odbiera nas ok 15:40 czyli wracamy później. Ledwo wejdziemy do domu, a już trzeba pędzić na basen, balet i do Bystrzaka. Poniedziałki i piątki są nieco luźniejsze, więc wtedy można się z kimś spotkać. Dobrze, że póki co pani nam mało zadawała (poza wczorajszym dniem, bo wczoraj miałam 4 strony literek- ale bolała mnie ręka) i nie musiałam odrabiać lekcji. Lena tylko chodzi nie wyspana, a mama głodna bo obiad zjada na kolacje... Za to z Krakowa doszły nas słuchy, że mała Kornelcia zaczyna sama chodzić. Ciocia Karina przysyła nam czasami zdjęcia lub filmiki i szczerze mówiąc nie poznajemy naszej kuzyneczki. Ona niedługo skończy roczek...

niedziela, 11 października 2015

Cudak

Z Lenuśki jest niezły przekręt. Gdy za długo bawi się w ciszy lepiej sprawdzić czy nie łamie zasad panujących w domu. Dziś np. przyklejała na błyszczyk, naklejki do szuflady w biurku. Wysmarowała całą powierzchnię szuflady, aby następnie ozdobić ją naklejkami. Wie, że do pokoju nie nosimy wody, ale przecież nic nie zaszkodzi zrobić basen dla wieloryba. Spokojnie, nie takiego dużego, tylko takiego co pływa w kubku czyli jest bardzo malutki. Lena łamie wiele zasad panujących w domu. Kiedyś nałożyła dwie różne skarpety:
Mama: Lenko nałożyłaś dwie różne skarpety.
Lena: Tak, wiem. - dumnie odpowiedziała.
M: Kochanie, ale masz w szufladzie pozwijane skarpetki takie co mają pary. Załóż dwie takie same.
L: Nie, bo ja takie nałożyłam. Leżały w szufladzie.
M: Lenuś, ale zobacz mama ma dwie takie same, tata też...itd...
L: No, ale te leżały i nie miały pary. Nie zmienię.
 Jaki wniosek? Skoro dwie nie mają pary to już mają cechę wspólną i już mogą być parą.
Dawno nie było u nas prac plastycznych w domu, trzeba było czekać na jesień żeby się zmobilizować do działania. Na polu/dworze zrobiło się chłodno, a katary i inne schorzenia przeziębieniowe sprzyjają takim zadaniom. Dziś stworzyłyśmy Cudaka z warzyw, do przedszkola Lenki.




środa, 7 października 2015

Edukacja

Lenusia w przedszkolu ma różne dodatkowe zajęcia tj. gimnastyka, rytmika i angielski. Oczywiście awansowała do starszej grupy i już nie jest Krasnoludkiem tylko Żabką. Ponieważ Lenusia ciągle mówi "nakalm mnie, ubies,..."- zrób za mnie, chociaż te wszystkie czynności umie, to tata ją straszył, że zaprowadzi ją do Krasnoludków. Dlatego Lena rano szeptała mamie do ucha "Mamo Ty mnie zaplować do pseckola bo tata się może pomylić i zaprowadzi mnie do Krasnoludków". Za to Lenusia robi spore postępy w nauce angielskiego:
-  Mamo, mamo wiem jak jest po angielsku: chcę iść do kibelka.
- Ooo, no proszę... To jak to jest?
- Czy mogę iść do toalety?
Dalej ma problemy z rannym wstawaniem, budzik jej wcale nie rusza. Trzeba ją wyciągać z łóżka na siłę. Weszła w trudny wiek lat czterech i trenuje mamy cierpliwość. Boi się też widoku krwi. Kiedyś podrapała sobie łokieć dość mocno. Mama pocałowała i nie dała po sobie poznać, że zadrapanie było dość mocne. Lenusia bawiła się błogo, a wieczorem gdy w lustrze zobaczyła swoją ranę wpadła w czarną rozpacz "Tu jest krwi!!" krzyczała. Jest mistrzynią przekręcania usłyszanych zdań, wyrazów i czasami się głowimy o czym nasza żabka opowiada. Kiedyś mnie okrzyczała, machając palcem wskazującym " Oj panienko, panience to się nie chce...".

niedziela, 4 października 2015

Rozmowy o szkole

Ostatni tydzień był pełen emocji. W środę nasza pani wychowawczyni straciła głos. Wszystko dlatego, że musi krzyczeć na chłopców, zwłaszcza na Mikołaja. Najpierw nie chciała tego robić, ale zmusili ją do tego rodzice. Pod wpływem historii jakie wyczyniał Mikołaj pani stwierdziła, że zastosuje się do próśb rodziców. Mikołaj skacze po ławkach, wyrzuca nasze rzeczy z plecaków, krzyczy, chodzi po klasie, bije (Julkowi podbił oko), wlewa sok do zupy, a później tym pluje...Już w drugim tygodniu wylądował z Wiktorem u wicedyrektora, a gdy po rozmowie ich rodzice pytali:
- Wiktor, a co pan dyrektor mówił?
on odpowiadał:
- Nie wiem.
- Jak to?
- Bo on mówił do Mikołaja, ja oglądałem meble.
Podobną odpowiedź usłyszeli rodzice Mikołaja. 
Tak więc, pani postanowiła podnieść głos na chłopaków. Skończyło się to zapaleniem krtani i zastępstwami dla naszej klasy. My dziewczynki bardzo się przejęłyśmy tą sytuacją. Ja przepłakałam pół popołudnia (do tego dołożyło się, że katechetka zamknęła mój plecak z jedzeniem w sali i mnie nie chciała słuchać, jedna dziewczynka zniszczyła mój różaniec z makaronu). Niektóre dziewczynki też płakały, jedna stwierdziła że skoro pani chora to ona do szkoły też nie pójdzie. Na szczęście zastępstwa okazały się fajne, tylko wszyscy rodzice zaczynają marudzić że przez te wszystkie historie zostajemy w tyle z materiałem.

środa, 30 września 2015

Dzień chłopaka, czyli wrzesień dobiegł końca

Mój bezzębny uśmiech podczas wycieczki rowerowej po Jurze.
Lena i Julia
Pierwszy miesiąc szkoły i przedszkola zleciał bardzo szybko. Początek był chaotyczny i męczący. Mama biegała po zebraniach i zaprowadzała nas na zajęcia dodatkowe. Teraz sytuacja zdaje się być już opanowana, a nad moim biurkiem wisi PLAN TYGODNIA. W szkole ciągłe jest zamieszanie z planem lekcji i z zajęciami dodatkowymi. Ja chodzę na: gry planszowe, zajęcia plastyczno- teatralne, gimnastykę korekcyjną, tańce, zajęcia plastyczno- techniczne (są jeszcze zajęcia z czytania, angielskiego, origami, gimnastyki artystycznej). Ciężko było się zdecydować, a i miejsca na listach były ograniczone. Po szkole też nie mam czasu na nudę. Póki co nie mamy zbyt wiele zadawane, ale to dobrze bo mogę odsapnąć po dniu pełnym wrażeń i nabrać sił na kolejne zajęcia: basen, balet i Bystrzak. Na te ostatnie dołączyła do mnie Lenka (ale do młodszej grupy). Mama się zastanawiała jak to z nią będzie. Ja na początku musiałam siedzieć tam z mamusią. Lenka na razie siedziała sama i była zachwycona zajęciami. Ona teraz też weszła w TRUDNY WIEK i stała się nieco marudna (trudny wiek objawia się wzmożonymi pretensjami, krzykliwością, płaczliwością i całą masą zachowań których rodzice nie lubią). Stała się bardzo wrażliwa na ból- kazała pani w przedszkolu dzwonić po mamusię bo ją bolał paluszek. Kiedyś panie zadzwoniły do domu z informacją, że Lenka ma wysoką temperaturę (39). Mama szybko po nią pobiegła, ale na szczęście okazało się że to był fałszywy alarm. Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą. Tego dnia odbyło się przyjęcie urodzinowe Lenki i jej koleżanki Julki ( prawdziwe urodziny były w sierpniu, a przyjęcie miesiąc później). Dziewczyny miały tort z Elzą i całą masę gości, którzy przynieśli piękne prezenty. Zabawa była długa i męcząca, zabrakło nawet czasu i siły żeby wszystkie pakunki otworzyć. Tym sposobem Lena hucznie przypieczętowała swoje 4 urodziny. Ja natomiast od ostatniego wpisu straciłam 3 zęby i wyglądam zabawnie bez dwóch jedynek u góry. Jedną z nich zjadłam razem z jabłuszkiem. Jednego z ząbków straciłam w dniu ewakuacji szkoły. Tak, byłam ewakuowana. Nie było to miłe doświadczenie. Byłam wtedy na świetlicy, najpierw kazano nam przejść do sali zerówki. Widziałam za oknem policjantów, ale wtedy to jeszcze nie było straszne. Później usłyszałam (bo mam gumowe ucho) coś o bombie, a panie chciały chyba wynosić meble, wtedy wzrosła moja ciekawość i niepokój. Najgorsze zaczęło się gdy panie kazały się ubrać i zabrać swoje rzeczy. Jak na złość nie mogłam znaleźć polara, pudełka na śniadanie, a nawet butów. Pytałam się pani, czemu musimy wyjść, ale pani tylko w kółko powtarzała że musimy opuścić budynek. Rzeczy w końcu znalazłam, ale brak odpowiedzi doprowadzał mnie do szału. Pytałam i pytałam, aż w końcu krzyczałam już na panią, ale nic nie mogłam się dowiedzieć. Gdy mama mnie znalazła szłam już z dziećmi na teren sąsiedniego przedszkola (tam gdzie chodzi Lenka). Szłam roztrzęsiona, zalana łzami i bez zębów. Inne dzieci jakoś się tym wszystkim tak nie przejęły. Mama mi tłumaczyła, że na przyszłość mam zachować spokój i słuchać pań. Z gazety dowiedzieliśmy si, że podczas prac koło bramy szkoły znaleziono pociski. Dla bezpieczeństwa musieliśmy opuścić budynek szkoły.

niedziela, 6 września 2015

1 wrzesnia


Nie mogłam doczekać się tego dnia, rozpoczęcia roku szkolnego. Wcześniej musiałam się do niego odpowiednio przygotować. Udałyśmy się z mamą na zakupy, chyba polubię to zajęcie. Dostałam nową sukienkę i buciki. W głowie kłębiło się dużo pytań, jaka będzie pani:młoda, stara, czy pierwszego dnia będzie nudno, czy pani będzie mówiła do nas czy tylko do rodziców, jaką będziemy mieć salę? Niecierpliwiłam się bardzo i zasypywałam mamę i tatę milionem ważnych pytań. 1 września 2015 był piękny i upalany. Rano zjadłam śniadanko i wystroiłam się w mój strój galowy. Lenusia przygotowywała się do wyjścia do przedszkola. W sumie bardzo się cieszyła na spotkanie z dziećmi i paniami. Już w szatni spotkała swojego kumpla Dawida i  koleżankę Julkę i w sumie wszyscy razem wpadli do sali i tyle ich widzieliśmy. Julkę odprowadzała siostra Hania, z którą poszłam na rozpoczęcie do szkoły. Pierwsza część odbyła się na sali gimnastycznej. Pani dyrektor witała serdecznie klasy 0-3, a starsze klasy popisywały się tańcem, śpiewem i wierszem. Najbardziej uroczysty moment był gdy poczet sztandarowy wprowadził sztandar, a później stojąc na baczność śpiewaliśmy hymn Polski. W sali gimnastycznej zrobiło się duszno i marzyłam, żeby się to już skończyło. Klasy starsze wyszły ze swoimi paniami i rodzicami do swoich sal. Klasa 0 i cztery klasy pierwsze musiały czekać. Na środek sali wchodziły wychowawczynie i czytano listę dzieci klas:a, b, c i d. Ja jestem w klasie 1c. Nasza pani na imię ma Monika, jest młoda i uśmiechnięta. Miała dla nas niespodziankę. Przyniosła do klasy rybkę, dla której mieliśmy przygotować propozycję imienia. Drugiego dnia pani spisała wszystkie imiona na karteczkach i wylosowała jedną z nich. Rybka jest Bojownikiem, koloru niebieskiego i na imię ma Krabik. Pierwsze dni w nowym otoczeniu minęły mi miło. Zajęcia zaczynam o 8 rano, a o 8:30 idziemy z panią na stołówkę, na śniadanie (więc nie muszę rano jeść w domu). Lekcji mam  4 (poniedziałek, wtorek, piątek) i 6 (środa, czwartek). Przedmioty nazywają się: edukacja wczesnoszkolna (14 godz lekcyjnych), wychowanie fizyczne (3 godz lekcyjne), zajęcia komputerowe (1), język angielski (2), religia (2), etyka (1)- te dwa są do wyboru, a że można na dwa to na razie chodzę na dwa. Oprócz tego wychowawca ma ze swoją klasą jedną godzinę zajęć dodatkowych. Nasza pani podobno była tancerką dlatego będziemy tańczyć i umuzykalniać się. Ok godziny 11 chodzimy na obiad, a po zajęciach na razie chodzę na świetlicę (bo chcę się bawić z dziećmi). W ławce siedzę z koleżanką Hanią, ale sama jeszcze nie wiem czy to tak na zawsze. Po pierwsze pani może nas rozsadzić bo jesteśmy gaduły, a po drugie możemy się pokłócić (albo mieć ochotę siedzieć z kimś innym- już raz tak było i było mi przykro). Na razie pani nie zadawała nam zadań domowych (oprócz pokolorowania zwierzątek). Ten tydzień był bardzo długi i wypełniony super wydarzeniami. Po pierwszym dniu w szkole rodzice zabrali nas do kina na bajkę "W głowie się nie mieści" - świetna bajka dla małych i ich rodziców, tylko długa i Lence było trudno wysiedzieć. Oczywiście spotykaliśmy się na podwórku z naszą paczką, a w sobotę pojechaliśmy do ZOO do Opola.
Z Klaudią i Dawidem w ZOO
To już nasza trzecia wizyta w tym miejscu, ale bardzo nam się tam podoba. Tym razem trafiliśmy na karmienie uchatek i zrobiło to na nas ogromne wrażenie. Popisywały się skakaniem, biły brawo płetwami, pokazywały zęby, śpiewały, chlapały wodą itd... Bardzo nas rozbawiły. Karmienie goryla było mniej imponujące. Pani rzucała mu owoce, a on je leniwie łapał i zjadał. Trochę brakło nam czasu, żeby ze wszystkiego skorzystać, ale może następnym razem. 
 
Wypadałby jeszcze zakończyć rozdział wakacji:
Po powrocie z Grecji spędziliśmy w Krakowie 3 dni, a później podwórkowaliśmy się w Częstochowie. Panowały takie upały, że trzeba było szukać cienia, bo w słońcu nie dało się wytrzymać. Jeździliśmy na rowerach, rolkach, hulajnogach, graliśmy w "diabła", bawiliśmy się w "rodzinę" i "extra agentów".  Bywały dni, że któreś z dzieci miało zły dzień, np. JA:
- Maju, czemu ty się tak zachowujesz? Przecież już rozmawiałyśmy na ten temat.
- No wiesz mamo, to taki wiek...
- Jaki wiek kochanie?
- No trudny...
- Yyy- mama zaniemówiła
- No mam siedem lat, a to trudny wiek.
Bywało oczywiście wesoło i radośnie. Uczestniczyliśmy też w zajęciach w naszej kochanej bibliotece np. w dniu Indian i kowboi. Z okazji urodzin Lenki pojechaliśmy do skansenu w Tokarni (to już nasza druga wizyta). Po wyjeździe taty do pracy odwiedziła nas babcia Krysia, Karinka, Kornelka i Maui. Spędziły u nas kilka dni. Kornelcia szybko się zmienia i za każdym razem zachwyca nas innymi umiejętnościami. Teraz popisywała się raczkowaniem, wstawaniem. Rozśmieszała nas do łez gdy naśladowała ciocię Karinkę, która łaskotała Lenkę. Lenusia leżała na plecach i zalewała się łzami radości gdy Karina ją gilała po brzuchu. Kori przyglądała się temu, a później krzycząc jak mamusia uderzała Lenkę po brzuchu.