niedziela, 22 maja 2011

Ciepło, coraz cieplej...

Po miesiącu nieobecności wróciliśmy do domku. Spotkanie z moją Marychną przebiegło normalnie, jakbyśmy się widziały dzień wcześniej. Dokazujemy po naszych podwórkach, a pogoda nam ostatnio sprzyjała. Dużo dzieciaków wychodzi jak jest tak słonecznie i ciepło. Oficjalnie zaczęliśmy już sezon krótkich rękawków, spodenek i sukienek. Ma to swoje dobre i złe strony. teraz już nic nie chroni naszych kończyn. Do siniaków dołączyły liczne zadrapania, obdarte łokcie i kolana. Każda krwista rana została przywitana łzami i lamentami. Poza tym panuje moda na gołe stopy, której prekursorem jest Marychna. Dziewczyny biegają w skarpetkach lub bez po piachu (na co mamy się godzą) i po podwórku (na co się raczej nie godzą). Mamy się obawiają, że któraś z nas wbije sobie szkiełko...

Dziś 22.V udaliśmy się do Ogrodzieńca na zamek. Spotkaliśmy się tam z ciocią Karinką i wujkiem Bartkiem. Było dużo chodzenia, wspinania się i pełno, pełno atrakcji. Po ruinach krążyli wojowie i ich kobiety (dla mnie księżniczki). Rodzice kupili mi welon, w którym wyglądałam jak księżniczka. Były pokazy walk i codziennych umiejętności. Oglądaliśmy puchacza, sokoły i pustułkę. Później udaliśmy się na górę Birów gdzie jest trochę takiej osady. Tradycyjnie wyszalałam się z ciocią i jak wracaliśmy szybciutko usnęłam w aucie.

Zagadki:
- Co to jest, jest takie i takie??
- Biała huśtawka

-Co to jest okrągłe jak śrubokręt??
- piłka

O dzidziusiu
Rodzice zabrali mnie ze sobą do pana doktora. Widziałam mojego dzidziusia na takim specjalnym telewizorku. Widziałam rączki, a pan pokazywał jeszcze oczka i nosek, ale ja tam nic już nie widziałam.

niedziela, 15 maja 2011

Czas się pakować i wracać

Ostatnie dni minęły nam tradycyjnie na spacerowaniu. Najwyższy czas pomyśleć o powrocie do naszego domku, do Częstochowy. Doczekaliśmy się mojego tatuśka to teraz tylko wystarczy zapakować walizki i jechać. Mama ma nadzieję, że część moich humorków i wykrzykiwanych kaprysów zniknie jak wszystko wróci do normalności. Ja się bardzo staram, ale to jest silniejsze ode mnie. To chyba taki mój trzylatkowy charakterek. Nigdy nie należałam do cierpliwych, szybko się złościłam gdy nie mogłam np. założyć butów, czy ich zdjąć. Dziś poszliśmy wyjątkowo do sklepu i stwierdziłam, że chcę różową firankę z konikami pony. Myślałam, że krzykiem i płaczem przekonam rodziców do zakupu. Później zobaczyłam ogrodowe huśtawki. Ja też chcę taką i koniec. Jedną dla siebie, a drugą dla Marychny. Rodzice twierdzą, że nie mamy ogródka, ale czy to powód żeby nie mieć ogrodowej huśtawki? Skończyło się na łzach, krzyku i karze. Najbardziej obawiam się groźby, że więcej mnie już nie wezmą ze sobą na zakupy. To był pierwszy i ostatni raz, obiecuję...
Muszę zaznaczyć, że maj pokazał na co go stać i zrobiło się w końcu ciepło (dzisiejszy deszcz nie jest najlepszym przykładem). W poprzedni weekend dziadek Janusz zabrał mnie i mamę do Wygiełzowa gdzie spacerowaliśmy po skansenie i zdobywaliśmy Zamek Lipowiec. Weszliśmy na bardzo wysoką wieżę. Były tam drabinki i wąskie schody. Wejście nie było takie trudne, ale na szczęście i z zejściem też daliśmy radę. Mama trochę się bała o mnie, a ja wbrew jej przypuszczeniom nie pisnęłam ani słówkiem. W niedzielę odwiedziła nas babcia Ania i dziadek Marek. Zabraliśmy ich na spacer na kopiec Kościuszki i Kazimierz. Cieszyłam się, że przyjechali bo bardzo się za nimi stęskniłam. 

Przy śniadaniu:
- Majeczko proszę jedz te kanapeczki. - mama tradycyjnie pogania i przypomina
- Mamo daj mi spokój!! Ja się odchudzam. - odpowiedziałam zdejmując i zjadając szynkę, ogórka itd...
- Jak chcesz się odchudzać to możesz nie jeść słodyczy.
- yyy... To chcę być gluba. - odpowiedziałam

O dzidziusiu:
Mama w końcu policzyła i wychodzi, że nasz dzidziuś w brzuchalu ma już 6 miesięcy. Wszyscy zastanawiają się czy to będzie chłopczyk czy dziewczynka. Rodzice, a zwłaszcza mama chcą mieć niespodziankę więc zostaje zgadywanie. Ja już teraz wiem, że wolę dziewczynkę "bo będzie do mnie pasować". Jak będzie chłopak?? "To wtedy pomyślę nad imieniem". Z tymi imionami też nie jest łatwo. Jak podoba się mamie, to tata kręci nosem i odwrotnie. Ostatni mój pomysł "Bulek" nie przypadł im do gustu. Podobno tak pieski się nazywa, a mi się bardzo podoba.

czwartek, 5 maja 2011

O zimnym maju i o dzidziusiu naszym

Pogoda w majowy weekend nie dopisała, a mama tak się martwiła że będziemy siedzieć w mieście. W rezultacie z chęcią zostawała w domu gdy padało i było zimno. Ja nie narzekałam bo mama nauczyła mnie trochę gry w domino, memory i nawet w wojnę kartami grałyśmy. Jak się dało to spacerowałyśmy, a raz to nawet wujek Bartek poszedł ze mną i Kariną na plac zabaw. Ja bardzo lubię się z nim bawić w chowanego i on chyba też. Tylko muszę pamiętać, że jak się ma kucyki to ciężko się chować - wtedy szybko można być znalezionym pod kołdrą. Wczoraj upiekłyśmy z ciocią K. i mamą ciasteczka, zabierałyśmy się do tego już przed Świętami. W końcu się udało, a rezultat był smaczny. Momentami miałam wrażenie, że przeszkadzam ale ja tak bardzo się cieszyłam na ozdabianie tych ciasteczek.
Chciałam również napisać, dla tych co tu czasem zaglądają, a jeszcze nie wiedzą (choć z ostatnich zdjęć jasno wynika), że mama ma dzidziusia w brzuszku. Ja się bardzo cieszę i deklaruję wszelką pomoc przy zmianach pieluszek, kąpielach, a nawet asystę przy karmieniu. Obiecałam mamie, że będę z naszym dzidziusiem skakać na trampolinie i nie wiem czemu ona się nie chce na to zgodzić. Jakiś czas temu zrozumiałam, że mój tatuń będzie tatuniem dzidziusia. Nie byłam tym faktem zadowolona, zaproponowałam mamie żeby dzidziusiowi kupiła innego tatę. Później się okazało, że i mamą mam się dzielić. Dziś podchodzę do tego nieco spokojniej, bo to przecież nasz dzidziuś. Czasami przykładam ucho do brzucha i nasłuchuję, żeby powiedzieć mamie co on (dzidziuś) mówi bo przecież mama nie może przyłożyć ucha do brzucha. Bywa, że do niego pogadam, a najczęściej to pogłaszczę, albo poklepię wielkiego brzuchala. Mama mówi, że strasznie się wierci, ale jak ktoś przykłada rękę to trzeba być cierpliwym żeby poczuć, a ja to tak długo to nie mam czasu.

Poważne sprawy:
- Mamo co to podlywać?? - już nieraz słyszałam to słowo i nawet mi mama kiedyś tłumaczyła, ale zapomniałam. Mama mi wytłumaczyła raz jeszcze, nawet przykłady dała więc mogłam zadawać kolejne pytania:
- Mamo, cemu panowie nie mogą podlywać pań?? - mama tak kiedyś mówiła, że tatuń nie może, ale nie pamiętałam czemu. Mama chyba zrozumiała moją rozterkę, ale nie zagłębiając się odpowiedziała na zadane pytanie (czekając na dalsze).
- Majeczko panowie mogą podrywać panie...
- To jak tata będzie chciał drugą żonę to będzie podlywał panie?? - to pytanie mamę chyba zaskoczyło. Wszystko mi wytłumaczyła, ale nie wiem czemu się śmiała. Przecież to takie poważne sprawy.