niedziela, 29 czerwca 2014

Kto chce się z latem spotkać?



W piątek ulicami Częstochowy paradowały dzieci w galowych ubraniach, a to oznacza tylko jedno. Zaczynają się WAKACJE!!! Ja jeszcze w poniedziałek powędruję do przedszkolka, a później tylko spakujemy nasze walizki, plecaki i w drogę. No tak, jeszcze czekamy na tatusia, jego też weźmiemy. Pobił chyba rekord swojej nieobecności, ponad 30 dni. Przygotowałyśmy dla niego laurki i nie możemy się doczekać, aż wróci. Czekamy: ja, Lenka, Marta (która jest chłopakiem i nadal ma depresje) i mama też.
 
Dobrze jest mieć siostrę, ale tylko czasami. Fajnie, że pojedzie ze mną na wakacje i będę się miała z kim bawić, gadać (bo przecież tylko z nią mogę psocić), że możemy się razem wygłupiać, dzielić i mieć po prostu siebie. Czasami jednak wolałabym, żeby się gdzieś wyniosła. Dziś wymyśliłam świetny plan, że każdy w domu będzie miał swój pokój i łazienkę. Mama jest bardzo szczęśliwa i ma nadzieję, że szybko uda MI się zrealizować mój projekt. 
 
PS. Straciłam drugiego zęba, którego oczywiście zjadłam.


PS2. Załączam dwie tematyczne piosenki, które śpiewaliśmy na koniec roku.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Opowieść Lenki o ŁÓŻÓKOSIKACZACH


Jeszcze tylko kilka dni dzieli nas od wakacji. W sumie to Maja i ja się bardzo cieszymy, bo w końcu nie będzie się trzeba zrywać rano z łóżek. No i oczywiście mama też będzie z tego powodu baaardzo zadowolona. Ona nareszcie zaczęła snuć plany wakacyjne, późno jak na nią. Od kilku dni chodziła rozdrażniona bo sama nie wiedziała czy chce jechać za granice, nad morze, a może nad jeziora. Jak już coś znajdowała ciekawego to nie było już miejsc, albo coś jednak jej przestawało pasować. Coś wybredna ta nasza mamusia. Z tym wyjazdem musimy też poczekać na tatusia. Z tą jego pracą to nigdy nic się nie wie. Najpierw termin wyjazdu się zmieniał z dnia na dzień, a teraz to samo z jego powrotem. Mama już tylko wzdycha, może się już przyzwyczaiła? Nam dziś było smutno. Dziś jest Dzień Taty i nie mogłyśmy go wytulić i wycałować, a do tego nie odebrał od nas telefonu. Za tydzień wszystko nadrobimy. Tata będzie ze mnie dumny bo nauczyłam się bekać na zawołanie, Maja woła:
- Lena bekaj!!
Ja posłusznie wykonuje jej polecenie, nie ważne czy w sklepie, czy w przedszkolu, na ulicy, przy jedzeniu. Ona jest starsza, a nie potrafi. Mama tylko się cieszy, że robię to dość cichutko (ale ja poćwiczę). Muszę też się wziąć w garść i poćwiczyć niesikanie w nocy. Podobno to już najwyższa pora, żeby tego nie robić. Rodzice podjęli niedawno wielką próbę spania bez pieluchy. Trochę przez to, że się skończyły bo zapomnieli kupić nowej paczki. Stwierdzili, że to znak i się zaczęło. Mama na śpiocha mnie wysadzała i pierwsza noc zakończyła się sukcesem. Kolejne były totalnymi porażkami. Potrafiłam zasikać swoje, a potem łóżko rodziców. Zdarzało się tak, że spałam w mokrych spodenkach i tego nie czułam. Raz zrobiłam siku, wstałam
zdjęłam mokre spodnie i poszłam spać dalej. Oczywiście, żeby było zabawniej wszystko to się działo podczas remontu balkonu - czyli pranie schło w domu. A pralka nastawiana była codziennie. Nadeszła jedna piękna noc gdzie mama pomyślała, że to przełom. Wstałam w nocy, zdjęłam nałożoną pieluchę, załatwiłam się w łazience, a później nakrzyczałam na rodziców że nie zostawili mi w pokoju nocnika i poszłam spać. Ciężko mi się jest oduczyć tego sikania. Jakiś czas temu trafiłyśmy z Mają na odcinek Sam Sama (taka bajka)o podobnej tematyce. Jest tam fantastyczna piosenka, która bardzo nam wpadła w ucho:

ŁÓŻKOSIKACZE
Łóżkosikacze TY się bój, bój się bój, bój się bój
Chroń materac swój
W nocy Cię wilgoć dopaść chce.
Czuwaj, my i tak zmoczymy Cię
Łóżkosikacze psi psi psi
Tak to my,  żółte krople trzy
Gdy już trzymanie znudzi Cię
Czekaj, zaraz możesz zmoczyć się.
W łóżku twym mieszkamy by, prześcieradło zmoczyć Ci.
Lenko gdzie jesteś?
Nie uciekniesz od swych siiii
Zmoczysz łóżko, uwierz mi. 

Teraz często słyszę:
Leno czy dopadły Cię ŁÓŻOSIKACZE??
 Do tego nasza Marta myślała, że jest psem i jakiś czas temu upodobała sobie nasze łóżko (śpimy na podłodze, na materacach). My wchodzimy do pokoju, a ona zakopana w pościel. Wszystko byłoby fajnie, ale na nasz widok (pewnie ze strachu) robiła nam siku, albo kupkę i mama musiała znowu prać. Marta po wizycie Małina nieco oszalała. Nagle zaczęła urządzać sobie długie wędrówki po domu, wieczorem biegała za nami. Jak stawałyśmy to ona wspinała się na tylne łapki, a przednimi opierała się o nasze nogi. Towarzyszyła mamie przy robieniu posiłków. Siadała u jej stóp  i kładła swoje łapki na jej stopie, żeby przypadkiem nie zapomniała jej coś dać. Momentami to było jej wszędzie za dużo i mama się bała, że zrobimy jej krzywdę. Raz wlazła pod moją kołdrę. Dobrze, że mama weszła pierwsza do pokoju, bo ja to pewnie bym się na niej położyła. Piszę w czasie przeszłym, bo nasza Marta doznała szoku, albo ma depresję. Przyjechała do nas ciocia Karinka, a później babcia Krysia. Ciocia lubi zwierzątka małe i duże, ale babcia boi się "szczurów". No i stało się. Babcia wstała pierwsza i poszła do kuchni, a Marta zaczęła piszczeć na dzień dobry i wyskoczyła z przymkniętej klatki (bo się nauczyła):
Babcia K.- Idź sobie, aaaa idź sobie. Ty zwierzaku
Marta- Kłi kłi kłi- i biegnie do stóp.
W końcu babcia ze strachu strasznie nakrzyczała i świnka zamknęła się w sobie i wcale już nie kłiczy i nie wychodzi z klatki. Mamy nadzieję, że obejdzie się bez świnkowego psychologa.

piątek, 13 czerwca 2014

Koniec

Nie, to jeszcze nie koniec bloga, a koniec roku przedszkolnego nadciąga. W przedszkolu odbyło się już wielkie pożegnalne przedstawienie. Zaprezentowaliśmy rodzicom "Calineczkę" (ja byłam córką wróżki), odśpiewaliśmy  miliony piosenek, wyrecytowaliśmy jeszcze więcej wierszyków, zatańczyliśmy, a na koniec ze łzami (niektóre mamusie) wręczaliśmy kwiaty paniom. Dla niektórych dzieci z mojej grupy to już koniec przedszkola, po wakacjach z wielkimi, ciężkimi plecakami powędrują do szkoły. Ja jeszcze się rok pobawię, a potem dołączę do nich w szkolnych murach. Kończą się też zajęcia dodatkowe. Koniec wtorkowych wygibasów na parkiecie. Na zakończenie zatańczyliśmy dla naszych rodziców całą masę poleczek, walców, samb, czacz itd..., a nasi nauczyciele wręczyli nam dyplomy. 


Załączam filmik z ostatnich pokazowych zajęć(niestety lepsza jakość się nie ładuje- lepiej oglądać w małym okienku).

niedziela, 8 czerwca 2014

Wyprawa do Aleksandrii

Notatka z podróży
W sobotę 7 czerwca 2014 r. pojechaliśmy do Aleksandrii. Dziadek to ma wymagania. Kazał mi zapakować do mojej podróżnej torby aparat fotograficzny, notatnik i długopis… A tam przecież imprezy z okazji nieco spóźnionego dnia dziecka. Niektórzy nie mieszkający w okolicach Częstochowy pewnie myślą, że to była wyprawa do Egiptu. Tam jest starożytna Aleksandria, która dawno już została zniszczona. Tak mówi dziadek… Oprócz tego w tej Aleksandrii powstała pierwsza na świecie biblioteka! Ale wszystko zostało zniszczone. Dziadek mówił, że wtedy jak ktoś przyjeżdżał do Aleksandrii z książką, to musiał ją zostawić w Bibliotece Aleksandryjskiej. Kopiści przepisywali książkę i dopiero wtedy mogli ją oddać właścicielowi… Musiało to trwać dość długo, ale wtedy nie było komputerów, skanerów, kserokopiarek… Nie było też maszyn drukarskich. Wszystko musieli robić ludzie!
Do tej częstochowskiej Aleksandrii pojechaliśmy naszym autobusem. Mama usiadła za kierownicą. Tatuś byłby z niej dumny, bo przy nim to nigdy nie chce prowadzić samochodu. Była też babcia Ania, dziadek Janusz i Lenka. Kiedy jechaliśmy w Częstochowie obok kościółka i cmentarza św. Rocha, dziadek się ożywił bardzo. I stwierdził, że to musi być stary kościółek. Babcia potwierdziła, i powiedziała, że to jest kościółek św. Rocha i św. Sebastiana. Ile tych świętych jest, muszę to kiedyś przeanalizować. Dziadek powiedział, że ci dwaj święci mieli chronić ludzi przed zarazami, czyli takimi brzydkimi chorobami. Mnie się Roch rymuje z groch, a dziadek opowiadał, że ten Roch to był takim odważnym chłopcem, który 700 lat temu pomagał zarażonym na dżumę ludziom we Włoszech. Miał cudowną moc uleczania. W końcu sam zachorował na dżumę, wtedy uciekł do lasu, by nie zarazić ludzi. Znalazł go tam pies, który się nim zaopiekował i przynosił mu jedzenie. Roch wyzdrowiał, ale kiedy wyszedł z lasu zatrzymali go żołnierze i posądzając go o szpiegostwo zamknęli w więzieniu. Tam umarł w osamotnieniu i zapomnieniu. Pamiętali o nim ludzie, którym uratował życie. I dlatego w końcu został świętym. I do dzisiaj pamiętamy o nim w Częstochowie!
W końcu dojechaliśmy do częstochowskiej Aleksandrii. Dziadek zastanawiał się skąd taka starożytna nazwa pod Częstochową? Okazuje się, że to chyba nic starożytnego… Jak zakładali tę wieś, to nadali jej nazwę na cześć cesarza rosyjskiego Aleksandra II. Nie bardzo wiem o co chodzi, ale dziadek mówi, że kiedyś, gdy zlikwidowali Polskę, to Częstochowa i okolice należały do Rosji.
Dojechaliśmy w końcu do kręgielni… A tam Dziki Zachód! Kowboje, indiańskie tipi, konie, pizza, malowanie twarzy, skoki na trampolinie! Suuuuper! Tylko na Malwinkę nie mogłam się doczekać. Kiedy ona przyjechała, to byłam już tak zmęczona, że nie bardzo wiedziałam czego chcę. Już nic mi się nie podobało, popłakałam się jak mała dzidzia. Ale wszyscy dzielnie znieśli moje fochy… Tylko dziadek, jak popadałam w kolejne spazmy, to mówił, że on ma doskonałe lekarstwo na moje zachowanie i pokazując na szeroki pasek, pytał mnie czy może chciałabym je zażyć… Ach ten dziadek, taki nienowoczesny, niczego nie rozumie! Przecież dzieci muszą kaprysić i grymasić, muszą się wypłakać. To nasze prawo!
Ale wszystko się dobre skończyło wizytą w księgarni w Empiku. Dostałyśmy z Lenką w sumie cztery książki… Ja trzy, a Lenka jedną. Ona nie umie jeszcze czytać, a poza tym starsza jestem… Teraz będziemy mieli co czytać. Starałam się wybrać książki ciekawe i z dużymi literkami, żeby mama nie narzekała, że takie małe literki mu si mi czytać…
A na noc poszłam do babci Ani. Tam był dopiero prawdziwy luzik!
Majka Wojtalówna















czwartek, 5 czerwca 2014

Przyjaźń

Jaka pogoda?
Tata przesyła nam z Węgier bardzo (ponad 30 stopniowe) pozdrowienia, a u nas mieszanka. Po chłodnych, mokrych dniach w końcu wyjrzało słonko. Tyle, że w ciągu dnia trzy razy padało.
Zdjęcia
Tylko próby w przedszkolu przypominają mi, że już niedługo będą wakacje. Powiem szczerze, że wcale się w tym roku z tego nie cieszę. Wszystko przez te głupie reformy. Dużo moich koleżanek po wakacjach już nie wróci do przedszkola. Trochę smutno mi z tego powodu, bo to już nie będzie to samo. Fajnie mieć koleżanki, a nawet kolegów. Lena zaprzyjaźniła się z bratem mojej koleżanki Dawidkiem. To pierwszy jej prawdziwy kumpel. Do tej pory bawiła się tylko z moimi znajomymi. Mamie troszkę ulżyło bo dzięki tej nowej znajomości Lenka stała się odrobinkę bardziej otwarta na obce dzieci. Łatwiej nawiązuje znajomości podwórkowe np. huśtała się z dziewczynką na huśtawce (kiedyś by się rozpłakała) i zaczyna rozmowę (na jeden ze swoich ulubionych tematów):
Lena: Robię kupę, robię kupę.
Dziewczynka: Będziesz miała srakę hahaha...
W ten o to prosty sposób lody zostały przełamane. Z Dawidem Lena może pogadać o wszystkim, nawet o miłości:
L: Dawid ty mnie kofasz?
D: Tak, kocham Cię.
L: Nie, ty mnie nie kochasz.
D: Koocham.
L: Nie. Mnie kofa mama, tata i Maja, ty nie.
Gdy usłyszałam o tej rozmowie chciałam dokuczyć Lenie:
Ja: Dawid zakochał się w Lenie, zakochana para
L: Nieee!
Ja: Tak!
L: My jesteśmy przyjaciele.



Tak, tak to są przyjaciele do dobrej zabawy, rozmowy, do kłótni:
L: Ty masz mało puzzli.
D: Nie ja mam dużo.
L: Nie ty masz mało, ja mam dużo.
D: Nie prawda, mam dużo. Idę poskarżyć mojej mamie.
L: A ja idę poskarżyć mojej.
D: Mamo!!!
L: Mamo!!!
Ostatnio najlepiej im wychodzi łobuzowanie. Co można można robić gdy wszystkie zabawki się znudzą, kłócić się nie ma o co, bajki nudzą ? Można coś wspólnie zepsuć, albo wspiąć się na jakieś meble. Dawid bardzo by chciał chodzić już do przedszkola. Czasami jak odprowadza Klaudię (swoją siostrę) do przedszkola to wcale nie chce stamtąd wychodzić. Strasznie wtedy płacze i się złości. Raz stali z Leną przy ogrodzeniu naszego ogródka gdy my się tam bawiliśmy. Wołał "mamo przerzuć mnie!!" i wcale nie chciał odejść. Lenka też wspomina o wyprawie do przedszkola, ale jej nieśmiałość jeszcze ją paraliżuje. Gdy ciocie ją zagadują to strzela to swoje spojrzenie spod byka, ale z zazdrością patrzy jak czule żegnam się z moimi kumpelkami.