poniedziałek, 23 czerwca 2014

Opowieść Lenki o ŁÓŻÓKOSIKACZACH


Jeszcze tylko kilka dni dzieli nas od wakacji. W sumie to Maja i ja się bardzo cieszymy, bo w końcu nie będzie się trzeba zrywać rano z łóżek. No i oczywiście mama też będzie z tego powodu baaardzo zadowolona. Ona nareszcie zaczęła snuć plany wakacyjne, późno jak na nią. Od kilku dni chodziła rozdrażniona bo sama nie wiedziała czy chce jechać za granice, nad morze, a może nad jeziora. Jak już coś znajdowała ciekawego to nie było już miejsc, albo coś jednak jej przestawało pasować. Coś wybredna ta nasza mamusia. Z tym wyjazdem musimy też poczekać na tatusia. Z tą jego pracą to nigdy nic się nie wie. Najpierw termin wyjazdu się zmieniał z dnia na dzień, a teraz to samo z jego powrotem. Mama już tylko wzdycha, może się już przyzwyczaiła? Nam dziś było smutno. Dziś jest Dzień Taty i nie mogłyśmy go wytulić i wycałować, a do tego nie odebrał od nas telefonu. Za tydzień wszystko nadrobimy. Tata będzie ze mnie dumny bo nauczyłam się bekać na zawołanie, Maja woła:
- Lena bekaj!!
Ja posłusznie wykonuje jej polecenie, nie ważne czy w sklepie, czy w przedszkolu, na ulicy, przy jedzeniu. Ona jest starsza, a nie potrafi. Mama tylko się cieszy, że robię to dość cichutko (ale ja poćwiczę). Muszę też się wziąć w garść i poćwiczyć niesikanie w nocy. Podobno to już najwyższa pora, żeby tego nie robić. Rodzice podjęli niedawno wielką próbę spania bez pieluchy. Trochę przez to, że się skończyły bo zapomnieli kupić nowej paczki. Stwierdzili, że to znak i się zaczęło. Mama na śpiocha mnie wysadzała i pierwsza noc zakończyła się sukcesem. Kolejne były totalnymi porażkami. Potrafiłam zasikać swoje, a potem łóżko rodziców. Zdarzało się tak, że spałam w mokrych spodenkach i tego nie czułam. Raz zrobiłam siku, wstałam
zdjęłam mokre spodnie i poszłam spać dalej. Oczywiście, żeby było zabawniej wszystko to się działo podczas remontu balkonu - czyli pranie schło w domu. A pralka nastawiana była codziennie. Nadeszła jedna piękna noc gdzie mama pomyślała, że to przełom. Wstałam w nocy, zdjęłam nałożoną pieluchę, załatwiłam się w łazience, a później nakrzyczałam na rodziców że nie zostawili mi w pokoju nocnika i poszłam spać. Ciężko mi się jest oduczyć tego sikania. Jakiś czas temu trafiłyśmy z Mają na odcinek Sam Sama (taka bajka)o podobnej tematyce. Jest tam fantastyczna piosenka, która bardzo nam wpadła w ucho:

ŁÓŻKOSIKACZE
Łóżkosikacze TY się bój, bój się bój, bój się bój
Chroń materac swój
W nocy Cię wilgoć dopaść chce.
Czuwaj, my i tak zmoczymy Cię
Łóżkosikacze psi psi psi
Tak to my,  żółte krople trzy
Gdy już trzymanie znudzi Cię
Czekaj, zaraz możesz zmoczyć się.
W łóżku twym mieszkamy by, prześcieradło zmoczyć Ci.
Lenko gdzie jesteś?
Nie uciekniesz od swych siiii
Zmoczysz łóżko, uwierz mi. 

Teraz często słyszę:
Leno czy dopadły Cię ŁÓŻOSIKACZE??
 Do tego nasza Marta myślała, że jest psem i jakiś czas temu upodobała sobie nasze łóżko (śpimy na podłodze, na materacach). My wchodzimy do pokoju, a ona zakopana w pościel. Wszystko byłoby fajnie, ale na nasz widok (pewnie ze strachu) robiła nam siku, albo kupkę i mama musiała znowu prać. Marta po wizycie Małina nieco oszalała. Nagle zaczęła urządzać sobie długie wędrówki po domu, wieczorem biegała za nami. Jak stawałyśmy to ona wspinała się na tylne łapki, a przednimi opierała się o nasze nogi. Towarzyszyła mamie przy robieniu posiłków. Siadała u jej stóp  i kładła swoje łapki na jej stopie, żeby przypadkiem nie zapomniała jej coś dać. Momentami to było jej wszędzie za dużo i mama się bała, że zrobimy jej krzywdę. Raz wlazła pod moją kołdrę. Dobrze, że mama weszła pierwsza do pokoju, bo ja to pewnie bym się na niej położyła. Piszę w czasie przeszłym, bo nasza Marta doznała szoku, albo ma depresję. Przyjechała do nas ciocia Karinka, a później babcia Krysia. Ciocia lubi zwierzątka małe i duże, ale babcia boi się "szczurów". No i stało się. Babcia wstała pierwsza i poszła do kuchni, a Marta zaczęła piszczeć na dzień dobry i wyskoczyła z przymkniętej klatki (bo się nauczyła):
Babcia K.- Idź sobie, aaaa idź sobie. Ty zwierzaku
Marta- Kłi kłi kłi- i biegnie do stóp.
W końcu babcia ze strachu strasznie nakrzyczała i świnka zamknęła się w sobie i wcale już nie kłiczy i nie wychodzi z klatki. Mamy nadzieję, że obejdzie się bez świnkowego psychologa.

1 komentarz: