sobota, 28 lutego 2015

Wypad do Szczyrku

Kolejny bałwan pod blokiem

Była dość długa przerwa, a teraz wszystko trzeba ładnie nadrobić, a działo się sporo. Po pierwsze tata nam się rozchorował i kilka dni był odcięty od rzeczywistości. Bardzo chciał szybko wyzdrowieć bo przecież przerwa w pracy jest ograniczona. Mimo wszystko atrakcje nas nie omijały, zwłaszcza mnie (czasami lepiej jest być starszym). Po pierwsze dostałam swoje własne narty, a Lena nakładki- łyżwy na buty. Nie Lena, a Lenusia (tak trzeba się zwracać do mojej siostrzyczki bo w innym przypadku mówi : "phi, jestem Lenusia"). Nakładki Lenusi wypróbowałyśmy tego samego dnia, narty musiały czekać. Mimo dodatniej temperatury, kapiącego deszczu i jeszcze kilku przeszkód po drodze, Lenusia podbiła lodowisko. Kolejnego dnia mnie wysłano na półkolonię do Rędzin (koło Częstochowy, do klubu z kulkami) z koleżanką. Dostałam kieszonkowe, całe 6 zł i poczułam się bardzo dorosła. Wykazałam się sprytem bo rozmieniłam kasę i kupiłam sobie kilka rzeczy. Mama się trochę denerwowała tym moim wyjazdem, a ja wcale. Gdy tatuś doszedł do siebie postanowił nam zrobić mini ferie w górach. Ponieważ czasu do jego wyjazdu zostało naprawdę niewiele to pojechaliśmy na niecałe dwa dni. Przed naszym przyjazdem do Szczyrku napadało dużo śniegu.
Dodaj napis
Mama zarezerwowała mi lekcje z panią instruktor. Chociaż zaznaczyłam "mamo jeśli nie będzie pani to pan też może być". Powiedziałam tak, chociaż bardzo się bałam. Ja się uczyłam z panią, a Lenusia również wykazała chęć nauki jazdy. Wypożyczono jej sprzęt lecz kategorycznie odmówiła jazdy z panem instruktorem (ciekawe dlaczego). Mama z nią raz zjechała, ale tak ją rozbolały plecy że więcej nie dała rady... Lenusia dumna z siebie, że spróbowała zażądała żeby zdjąć jej z nóg niewygodne buty narciarskie.
Zdecydowanie bardziej przypadły jej do gustu saneczki i jabłuszko z tatą.
ZDJĘCIA
Ja po mojej lekcji próbowałam jeździć z mamą. Po pierwsze byłam już zmęczona, a po drugie mama nie chciała jeździć ze mną za rękę także również zażyczyłam sobie odpięcie mnie od desek. Popołudniu rodzice nie odpuścili i kazali nam znowu iść na stok, my tam chętnie pobiegałybyśmy po korytarzu naszej kwatery. No, ale czasami z rodzicami nie ma co dyskutować. Tym razem tata podjął się nauczania mnie jazdy na nartach. Podeszłam do tego z dużą rezerwą, po doświadczeniu z zeszłego roku. Dałam mu szanse i okazało się, że poszło mu lepiej niż mamie. Mama za to usłyszała od Lenusi "mamo muszę na Ciebie poskarżyć tacie", okazało się że mama za wolno jeździ na sankach (co szybko poprawiła). Kolejnego dnia odbyłam kolejną lekcję z panią instruktor, która sama zauważyła że idzie mi znacznie lepiej niż pierwszego dnia. Nauczyłam się jeździć orczykiem (takim pojedynczym i podwójnym też)- nazywałam go "wciąg" bo wciąga na górę. Wiem, że zrobiłam postępy, ale nie czuję się jeszcze pewnie na nartach. Zadziwiła mnie jedna sprawa. Jak przyjechaliśmy w góry to była mgła, gdy rano wstaliśmy było pochmurno. Pan z pensjonatu mówił, że i tak mieliśmy szczęście bo przed naszym przyjazdem tak sypało, że nie dało się jeździć. Drugiego dnia gdy wyszliśmy po przerwie na herbatę przed karczmę przywitało nas słońce i błękit nieba. Taka cudna pogoda trwała godzinę, a później znowu przyszły chmury. Tak to już jest w tych górach. 

czwartek, 5 lutego 2015

Ferie



W Częstochowie mamy już ferie. Szkoda tylko, że Lena chora, mama przeziębiona, a i tatę coś bierze. Mimo przeciwności udało nam się być na lodowisku, ulepić panią bałwanową. Tatuś zabrał mnie nawet na narty. Zadbał o to żebym miała panią instruktor i dzięki temu lekcja była udana, a ja zadowolona.

LENA:
Mama oglądała końcówkę meczu piłki ręcznej Polska- Katar:
- Lena, chodź zobacz jak wyglądają arabowie!
- Oooo przebrali się za księżniczki.

- Tato wiem czemu masz białą bluzkę. - oświadczyła Lena
- Czemu? - spytał zainteresowany tata
- Bo ją ubrałeś.

Codziennie wieczorem dochodzi do małych spięć. Zaczyna się od niewinnych próśb mamy, żebyśmy posprzątały pokój. Później się zaczyna:
- Mamo bo Lena nie sprząta!!
30 sekund później:
- Mamo bo Maja nie sprząta!!
Generalnie mama jest długo cierpliwa, ale jak my zaczynamy na siebie krzyczeć i skarżyć czyli robi się harmider ona ma już dość. Próbuje motywacją: "zabraknie wam czasu na dobranockę", później karą: "jak nie posprzątacie to nie będzie bajki". Wprowadza też grozę: " to co zostanie na podłodze zostanie wyrzucone". Metod jest wiele...
- Lena powiedz Majce, że zaraz z nią inaczej porozmawiam.- powiedziała bezsilna mama
- Mamo po angielsku z nią będziesz gadać? - spytała przejęta Lenka
- Yyy... tak po angielsku...- "śmiać się czy płakać?" pomyślała zrezygnowana mama.
- A ze mną po polsku?
- Tak z tobą po polsku.- "Wow, w końcu Lena zrozumiała że mówi po polsku" pomyślała dumna mama
- Maja!!! Mama będzie z tobą gadać po polsku, a ze mną normalnie.    
Zdjęcia