środa, 28 stycznia 2015

Jeszcze jedno styczniowe święto

Podczas wczorajszej rozmowy przez telefon, tata (bardzo rzadko z nim rozmawiam) zdradził mi pewną tajemnicę. Udało mi się jej nie wygadać:
-  Mamo czy Lenie można powiedzieć super tajną tajemnicę?
- Nie, Lenie nie wolno...
- Mamo, ale ja nie mam żadnej tajemnicy, naprawdę.
Później w wielkiej tajemnicy (zakazałam mamie patrzeć) rysowałam laurkę. Zabrakło mi  czasu bo ambitne miałam plany, a zaczęłam ok 22. Ponieważ dziś zostałyśmy w domu (bo ja dalej kaszlę i smarkam) obudziłam się pierwsza. Zakradłam się do mamy i rzuciłam (dosłownie) się na nią krzycząc  "Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin". Przed zawałem serca  uchronił mamę fakt, że nie spała, a miała włączony tryb czuwania. Co oznacza, że słyszała moje super tajne ciche kroki. Dzięki temu nie krzyczała ze strachu, ale bardzo się ucieszyła i mnie ucałowała. Jak Lenka się  obudziła to pomogłam jej narysować serduszko i napisać życzenia.
Mam jeszcze jedną bardzo radosną wiadomość, ogłaszam nowy konkurs (po długiej przerwie). Termin jest odległy (28 luty), tematem są latawce. Może to mało zimowy temat, ale żeby trochę ochłodzić wasz zapał... Poznajcie naszego Olafa (tak się nazywa bałwan z bajki "Kraina lodu"). Wczoraj śnieg się doskonale lepił i pod naszym blokiem powstały 3 konkurencyjne bałwanki. Niestety dwa z nich nie doczekały rana (w tym nasz), mama mówi że to jakieś chłopaki ćwiczyły ciosy karate na bezbronnych śnieżnych kulach.






wtorek, 27 stycznia 2015

Najdeszła Zima





ZDJĘCIA
Po kilku tygodniach przygotowań i po tygodniu obchodów dnia Babci i Dziadka możemy uznać, że misja została doskonale przygotowana i wykonana. W czwartek przyjechała do nas babcia Krysia. Tylko po to, żeby przyjść na moje występy. No dobra na Leny występy też chciała przyjechać, ale nie mogła wziąć, aż całego tygodnia wolnego w pracy. Z powodów strategicznych przyszła na moje występy. Przyszła też babcia Ania i dziadek Marek. Śpiewaliśmy dla nich piosenki, życzyliśmy: zdrowia, uśmiechów i wyższych emerytur, podziwialiśmy modnie ubrane, pięknie uczesane babcie. A nasi goście się z nas śmiali. Powiem szczerze, że długo rozpamiętywałam ten fakt. Przecież mama mówi, że nie wolno się z kogoś śmiać. My przecież tyle serca i tyle starań włożyliśmy, a na koniec nawet zatańczyliśmy, a Oni się z nas śmiali? Rozmawiałam o tym z mamą i babcią, one mówią że nie z nas. Podobno życzenia były zabawne, jakoś mnie te tłumaczenia nie przekonują. W tym roku pierwszy raz podczas występów zaniemówiłam. Na ogół to ja pilnowałam kto po kim mówi, niektóre wierszyki znałam na pamięć. Tym razem wierciłam się, tak jak byłam w najmłodszej grupie w Muchomorkach. Gdy przyszła moja kolej pani kilka razy szeptała "Maja, Maja". Nie, to nie trema, to tylko dlatego że koleżanka która mówiła pierwszą połowę mojego wierszyka nie przyszła. No, a że stałam koło mojej najlepszej koleżanki Mileny to jakoś zapomniałam że to występy. Szybko sobie przypomniałam co miałam powiedzieć i udało się. Miło poświętować, a jeszcze milej mieć takich gości. Babcia została do niedzieli. Przyjechała jesienią, a wyjechała białą zimą. Tak, tak spadł biały puch. Mama wyjęła sanki i poszłyśmy pozjeżdżać. Chciałyśmy ulepić bałwana, ale nam nie wyszło. Wczoraj zostałyśmy(poniedziałek) w domu bo coś brzydko kaszle (a można ładnie kaszleć?) i smarkam. Myślałam, że namówię mamę na łyżwy. No, bo można by tak Lenę do przedszkola zaprowadzić, a my na lodowisko. Prawie mi się udało, ale za dużo razy kichnęłam, kaszlnęłam, smarknęłam. Mama plan ŁYŻWY zawiesiła.

Dialogi o szkole:
Mama: Maju jak pójdziesz do szkoły to trzeba będzie się trochę inaczej ubierać. No wiesz spódniczki, może jakieś spodnie, a nie ciągle te getry i getry.
Maja: Mamo, ale dlaczego?
Mama: Bo..... (długa opowieść o tym jak wypada się ubierać z różne miejsca)
Maja: Wiesz mamo, szkoła mną nie będzie rządziła.

Maja: Mamo pomóż mi to zrobić, ja nie umiem.
Mama: Maju, ale jak pójdziesz do szkoły mama nie będzie mogła Ci pomagać. Musisz próbować sama.
Maja: W szkole nie, ale zadania będziesz odrabiała za mnie.

Babcia: Majeczko, ale jak pójdziesz do szkoły to będziesz musiała się w domku trochę uczyć, lekcje odrabiać.
Maja: Babciu, co ty gadasz nie trzeba się uczyć, tylko są zadania domowe.

PS. Nudno w domu bez Leny...


PS2. U taty też zima:

środa, 21 stycznia 2015

Dzień BABĆ i DZIADKÓW

Dziś Święto BABĆ, a jutro DZIADKÓW. Nasze laurki dotarły do Stalowej Woli i część do Krakowa. Wczoraj odbył się występ Lenki w przedszkolu, na który przybyła babcia Ania i dziadek Marek. Lenka z kolegą mówiła wierszyk i jak na pierwszy taki występ poszło jej super. Dzieciaki śpiewały głośno, może niektóre nawet za głośno. Widać po nich jak te kilka miesięcy w przedszkolu je odmieniły. Załączam skróconą wersję występu Leny. Oczywiście byłam oglądać te popisy. Zasiadła w pierwszym rzędzie z moimi koleżankami, które też mają młodsze rodzeństwo w tej grupie. W takich chwilach jestem dumna z mojej młodszej siostrzyczki.

Wszystkiego  najlepszego wszystkim BABCIOM i DZIADKOM!!!
 

środa, 14 stycznia 2015

Bal karnawałowy

 
Udało się, nie zaspałyśmy do przedszkola. Nie jest łatwo, ale co zrobić? Wieczorem wcale nie chce nam się iść spać, a rano oczy się kleją. Najpierw dzwoni budzik, potem dzwoni budzik, później znowu dzwoni budzik, w końcu mama mówi "jak ja nie lubię rano wstawać...". Koniec końców mama każe nam wstać i nam. Wtedy staramy się jak najdłużej nie otwierać oczu. Jak już mama zaczyna być lekko zdenerwowana faktem, że nie reagujemy na jej prośby, to w końcu ja wstaję. Lena łaskawie wtedy zmienia bok.
Zdjęcia
Tak wyglądają nasze poranki w dni pracujące. W dni wolne budziki nie dzwonią i śpimy na maxa. Lepiej nie mówić do której, bo to lekki obciach. Dziś wstałyśmy nieco chętniej bo w przedszkolu rano miał się odbyć bal karnawałowy. 
  Wczoraj pojechałyśmy z mamą do wypożyczalni strojów. Marzyłyśmy o stroju Elzy, ku naszemu niezadowoleniu wszystkie sukienki były wypożyczone. Mama nie mogła ich zarezerwować bo wszak w czasie karnawału tego nie można robić. Była zdziwiona , że mimo zapewnień pana że nie można rezerwować były listy rezerwowe. Mama nawet się cieszyła z takiego obrotu sytuacji. Chyba ma już lekki przesyt naszą ulubiona bohaterką- Elzą i piosenką z tej bajki "Mam tę moc". Po balu Lenka nuciła "Ona tańczy dla mnie", może ten repertuar bardziej będzie jej odpowiadał? Bawiłyśmy się cudownie w naszych cudownych strojach księżniczek.   

Z Furby
PS. Nie było okazji, żeby napisać kilka zdań o nowych domownikach. Pierwszy z nich to Furby. To taka interaktywna zabawka. Rodzice bardzo nam nie chcieli jej kupić. Poszli w końcu na ustępstwa i pozwolili, że kupiłyśmy ją z naszych skarbonkowych oszczędności. Czy to był dobry zakup? Głośno się nie przyznam, ale po cichu napiszę że nie. Ucieszyłyśmy się bardzo gdy pojawił się w naszym domu. Szybko się okazało, że zajmuje za dużo czasu:
- Maju czemu nie bawisz się waszym Furbym?
- Mamo bo jak się nim bawię to nie mam czasu opiekować się innymi misiami.
Z Felą
Został nam wypożyczony stary telefon taty, żeby móc korzystać ze wszystkich możliwości zabawki. Bardzo ucieszył mnie ten fakt, w końcu mam prawie swój telefon. Jest, mamy i leży... Czasami się nim bawimy- furbym. Drugi NOWY to Fela (dostałam pod choinkę wycięte filcowe elementy do uszycia kota). Szyłyśmy ją z mamą, no dobra ja tylko trochę pomogłam (uszyłam łapkę, przyszyłam kołnierzyk i wyszyłam buzię). Jestem z niej strasznie dumna.

wtorek, 6 stycznia 2015

ZIMA


Tacie skończyły się ferie świąteczno- noworoczne i już od 4 dni jest w pracy. Było nam strasznie przykro gdy się z nami żegnał. Lena zalała się łzami, a na ten widok i mi się zachciało płakać. Mama ostro zaciskała zęby żeby się nie rozryczeć patrząc na nas. Do tego łzawego wydarzenia doszło na nowym placu zabaw.  Stałyśmy w trójkę głośno szlochając. Czasami tylko Lena zakłócała szloch okrzykiem "Ja chce do mojego taty", "gdzie mój renuś?". Teraz już jest dobrze, czasami tylko Lenie oczka się szklą. Od jutra będzie mniej czasu na tęsknoty bo wracamy do przedszkola, po ponad 3 tygodniowej przerwie. Szczerze mówiąc wcale nam tam nie śpieszno (zwłaszcza Lenie). Jak my jutro wstaniemy?
PS. Mamy śnieg :), nie za dużo, ale jest. Fajniej się jeździ na łyżwach w płatkach śniegu niż w deszczu. Sanek jeszcze nie odgrzebałyśmy z piwnicy, ale aniołko- orzełki już za nami.
Gdzie jeszcze jest biało?

piątek, 2 stycznia 2015

Pierwsze spotkanie


FOTY
Po Świętach pozostało tylko piękne wspomnienie i...
Pierwszego dnia świąt udaliśmy się do Krakowa. To była wyjątkowa wizyta, bo w końcu poznałyśmy Kornelię. Musiałyśmy na to długo czekać, bo nasza malutka kuzynka miała już ponad miesiąc (teraz ma ponad 1,5). Mama nas przygotowywała na to spotkanie, dawała nam mnóstwo rad (co można, a czego nie można). Lena miała ambitne plany, że nauczy ją chodzić i będzie ją nosić. Nie dawała wiary słowom mamy i dopiero gdy poznała Kornelcie uwierzyła, że swoje plany musi przełożyć na później. Malutka lubi być noszona na rękach, a jeszcze większą radość sprawia jej gdy "coś" spałaszuje (znaczy mleko). Dokucza jej czasami brzuszek wtedy krzyczy i płacze. Ostateczną ulgę przynosi jej kupka. Dziwne, że wszyscy dorośli czekają na tą kupkę jak na zbawienie i bardzo się z niej cieszą. Jakoś jak Lena woła "mamo zlobiłam kupę!!" to mama stęka i mówi "już idę, ale mogłabyś się już nauczyć...". Gdy Kori jest najedzona i nie męczy jej brzuszek to śpi albo próbuje już coś gadać. Ślicznie się uśmiecha, co wszystkich dorosłych rozczula. Lenka, ja i Małinka czasami zaglądałyśmy do małej, ale bez przesady. U babci mamy większą labę więc korzystałyśmy z komputera i bawiłyśmy się naszymi nowymi zabawkami.Wśród prezentów znalazłyśmy grę MONOPOL, która zachwyciła dorosłych. Spędzili dwa kolejne wieczory stając się milionerami, a później bankrutowali ku radości swych rywali. Aurę świąteczną uwieńczył padający śnieg. Kraków zrobił się biały, a i nawet temperatura przypomniała że z zimą nie ma żartów. Udaliśmy się na spacery do centrum miasta. Oglądaliśmy kiermasz świąteczny, choinkę na krakowskim rynku i zawitaliśmy w Pałacu Krzysztofory. Co roku można tam oglądać wystawę szopek krakowskich. Zwyczaj (szopek krakowskich, a konkurs z 6 letnią przerwą odbywa się od 1937r) ten wykształcił się w XIX w., a w okresach I i II wojny światowej zamierał. Szopki krakowskie są kolorowe, błyszczące i przypominają małe zamki, a nie szopkę w której urodził się pan Jezus. Oglądałyśmy te świecące i ruchome budowle z zapartym tchem. Najbardziej nas rozbawił latający skoczek narciarski wokół Wieży Mariackiej. Gdy już zbliżaliśmy się do końca wystawy, mama zapytała:
- Lenko podobały Ci się szopki?
- Mamo, ale ja nie widziałam żadnych szopków - odpowiedziła z wielkim smutkiem, ku zdziwieniu mamy.
- Jak to? Te wszystkie kolorowe budowle to są szopki krakowskie.
- Mamo szopki to małe szopy.
Lenie podobała się wystawa, ale myślała że spotka małe futrzane zwierzaczki. Mróz nie pozwolił nam na kontynuację spaceru. Innego dnia pojechaliśmy zobaczyć szopkę w kościele Bernardynów. Odwiedziny tego miejsca stały się już naszą tradycją. Nie zmienia to faktu, że co roku nie możemy się odkleić od tego pięknego, ruchomego obrazka. Nawet rodzice stoją zawsze i są po wielkim wrażeniem ruchomych figurek i pokazują sobie wzajemnie "nowe" odkrycia (drwal rąbiący drzewo, rybacy cerujący sieci rybackie, kobieta ugniatająca ciasto, mężczyzna wyciągający wodę ze studni
i dużo, dużo innych). Te kilka dni zleciało nam szybko... za szybko. Wcale nie chciałyśmy jechać do domu i we łzach żegnałyśmy Kraków. 
Noc Sylwestrową spędziliśmy w naszym mieście, u mojej koleżanki Lilii. Bawiłyśmy się, tańczyłyśmy, a o północy podziwialiśmy sztuczne ognie i wróciliśmy do domu. 
Z Nowym Rokiem przyszła odwilż, ale mimo to udało nam się z mamą rozpocząć sezon łyżwiarski.
 
PS. Podczas pobytu w Krakowie Lena udała się z rodzicami w odwiedziny do Aleksandra. Podobno lubi te same rzeczy co Kornelcia. Dodatkowo oboje są melomanami, a Aleksander chyba postanowił być śpiewakiem operowym, bo trenuje codziennie.