środa, 24 grudnia 2014

Wesołych Świąt

W naszym domku zawitała choineczka, ale w tym roku nie jest duża. Tata uczy się na błędach i postanowił zadbać o kręgosłup. Ponieważ my kupujemy choinkę żywą, ale w doniczce to jest ona ciężka. Kupujemy taką z nadzieją, że po Świętach drzewko zacznie nowe życie. Do tej pory udało nam się jedną (z 5) przywrócić ziemi. Tak więc tata wniósł już 6 choinek i 5 już wyniósł. Nadźwigał się staruszek, a przecież i tak większość świątecznego czasu nie ma nas w domu. Dlatego tym razem symbolicznie ubraliśmy małe drzewko.
Wigilię spędziliśmy u babci Ani i dziadka Marka. Było dużo jedzenia, które zdecydowanie nie przypadło mi do gustu. Starałam się spróbować wszystkiego, ale bardzo przy tym marudziłam. Lena za to upodobała sobie uszka. Potrawy na talerzach się zmieniały, a Lena ciągle jadła uszka. Za to część słodka wypada w mojej ocenie znakomicie. Ciasta, pierniki, zagryzane kabanosem mniami... Po powrocie do domu, ok 23, spytałam mamy czy będzie kolacja. Trudno w to uwierzyć, ale nie było.

Życzymy Wesołych Świąt w rodzinnej atmosferze!!!

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Ale o co chodzi?

Mama mówi "kto pyta nie błądzi" i każe się pytać jak czegoś nie wiem. Skoro tak, to pytam o wszystko. Najbardziej lubię z mamą oglądać wiadomości, albo kabarety. Wtedy mogę się pytać bez końca, bo generalnie nie rozumiem o co tym ludziom w TV chodzi. Jak nie mam o co pytać to zawsze mogę spytać: "kogo bardziej kochasz, mnie czy Lenę?", " Jaka byłaś duża jak miałaś 9 lat?", "Jak czytałaś jak miałaś tyle lat co ja?", "czy oglądałaś ten odcinek bajki ( i tu wymieniam)" itd... Lena przebiła chyba wszystkie moje pytania "mamo, ile razy jestem cięższa od wielbłąda?". Mama długo nie mogła zrozumieć o co Lena pyta, bo to dość nie typowe pytanie. Lena koniec końców się obraziła i oświadczyła "nie kofam Cię". To ostatnio jej ulubione sformułowanie, gdy ktoś nie działa po jej myśli. Jest ona dość interesowna podczas wyznawania swoich uczuć. Z resztą ona jest z innej bajki. Odkąd poszła do przedszkola nauczyła się liczyć do 10, chce poznawać literki, ale nie lubi się bawić sama. Wcześniej siadała i nie potrzebowała towarzystwa, a teraz tylko słychać "mamo pobaw się ze mną", "mamo bo Maja nie chce się ze mną bawić". Najzabawniejsza sprawa dotyczy jednak języka jakim się posługujemy:
L: Mamo, włącz mi "Mam tę moc" (piosenka z bajki) po polsku.
M: Włączam...- mama od razu spełnia zachciankę
L: Aaaaa to nie jest po polsku!!
M(mocno zdziwiona): A po jakiemu?
L: Po normalnemu, a ja chcę po polsku!!
M: Kochanie to jest po polsku. Po jakiemu Ty mówisz?
L: Po normalnemu.
M: Lenko, my mówimy po polsku. To jaką piosnkę mam Ci włączyć?
L: No po polsku "meli go".  (chyba chodziło o hiszpańską wersję "libre soy")
M: To nie jest po polsku.  (Mama włącza po angielsku, później po hiszpańsku)
Ostatecznie Lenka została zadowolona wersją w 25 językach. Kwestia języka ne została jeszcze rozstrzygnięta. 
PS. Tata wrócił po 39 dniach nieobecności. Po całym dniu pracy i podróży musiał oglądać nasze rysunki, prace plastyczne, prezenty od Mikołaja. Popisywałyśmy się czego się nauczyłyśmy podczas nieobecności, a na koniec zażyczyłyśmy sobie czytanie książki. Bardzo się za nim stęskniłyśmy.. 


piątek, 19 grudnia 2014

Najpiękniejsze w całym roczku, idą Święta...

Zdjęcia ozdób
Porządki przedświąteczne to podobno tradycja, prawie jak choinka. Mama nieszczególnie się do nich przykłada bo najczęściej Święta spędzamy w Krakowie. Jednak zawsze stan podgorączkowy się pojawia, żeby było czuć że idą Święta. Postanowiła więc troszkę bardziej przyłożyć się do porządków, niż na co dzień. Poodsuwała część mebli, okna przetarła itd...Chodzi i tylko burczy "Lena uważaj na firankę, bo dziś powiesiłam", "nie dotykać okien, bo przetarłam". Nam jak na złość ciągle coś się przytrafia, a to wylejemy herbatkę na łóżko, albo przypadkiem wytrzemy rączki z pasty rybnej o kanapę. Mama zawsze jest pod wrażeniem ile okruchów jest po naszych posiłkach na kanapie, na stole, pod stołem. Stolik do tego jest zalany i klejący. Okruchy zalegają też pod kanapą. Mama się dziwi jak to się dzieje. Taka sytuacja: Lena chodzi z chlebkiem po mieszkaniu. Część trafia do jej buzi, a część w postaci okruchów za nią się sypie na podłogę. Mama wiele razy mówiła, że mamy siedzieć na pupach i jeść, ale... Gdy "Tadek niejadek" (słodycze się nie liczą jako posiłek) w domu reguły się nagina...
Nasze ozdoby na drzewie
MAMA: Lena upadł Ci kawałek chlebka, podnieś.
Lena kręci się dookoła i wytęża swój sokoli wzrok i nie widzi u swych stóp wielkiego okrucha (tzn widzi, ale przecież tak jest śmieszniej... dla niej). W końcu po dokładniejszych namiarach podanych przez mamę:
LENA: O znalazłam okruszek wsadzę go pod kanapę :)
Ponieważ Lena znowu się pochorowała, jakiś wirus krąży po przedszkolu (przez jakiś czas w naszych grupach było po 6 dzieci), to znowu siedzi w domu i oczywiście pomaga w porządkach. Może zdążą do Świąt? 
Kartki gotowe do wysłania
Do naszych małych domowych tradycji należy również robienie, pisanie i wysyłanie kartek Świątecznych. Tym razem wykonałam je na zajęciach plastycznych z panią Asią. Wytłoczyłyśmy wzory specjalną maszyną, a później je
Moje świeczniki
ozdobiłam. Mamy nadzieję, że do wszystkich wybrańców dotrą na czas. Wykonałam też część ozdób choinkowych (bombki metodą decoupage) i świeczniki (też tą sama metodą). W domu brakuje tylko choinki, mama jakoś nie chce przyciągnąć jej na plecach...Za nami przedstawienia świąteczne w przedszkolu. W tym roku było  śpiewanie  kolęd, piosenek świątecznych i wierszyki. Lenka nie wykazywała chęci do nauki wierszyków. Ciocie rozdały rodzicom teksty, które dzieci miały mówić razem. Grupa Leny chętnie śpiewa, za to nie chciała się uczyć wierszyków. W domu Lena oświadczyła: Wiesz mamo, ja będę śpiewać. Wierszyków nie będę mówić. Podstępnie mama
Podłaźniczka i Światy
czytała teksty kilka razy dziennie i Lena się nauczyła... U mnie nauka tekstów to bułka z masłem, a moja grupa lubi śpiewanie. Daliśmy niezły popis. Na koniec mojego występu rodzice też musieli z nami śpiewać i nawet nieźle im to wyszło.
PS. W listopadzie wykonałam z rodzicami podłaźniczkę i światy. To są takie ludowe ozdoby.













niedziela, 14 grudnia 2014

Detektywi na tropie

Przesłuchanie
M: Kiedy zginął pani telefon?
Mama: O 17 zauważyłam, że zniknął.
M: Z kim pani najczęściej rozmawia?
Mama: Z siostrą, z mamą, babką...
M: A siostra jaki ma głos?
Mama: Podobny do mojego.
M: Wyższy czy niższy?
Mama: hihi... wyższy...
L: A dłuższy czy krótszy??

M: Mamo gdzie detektyw trzyma swoje rzeczy?? -(chodzi o notes, pistolet  itd...)
Mama: Majku wsadź za gumkę od getrów...
5 minut później
M: Mamo, ale to mnie gniecie...gdzie mam to trzymać?
Mama: W sumie Ty jesteś kobietą detektywem to możesz nosić w torebce.
L: Ja nie jestem kobietą!
Mama: A kim ty jesteś??
L: Detektywem.

Mama rozmawiała z mamą kolegi Lenki:
- Czy Lenka dalej rano pije mleko...
- Yyyy w sumie to nie wiem co i czy ona pije w przedszkolu.
- Nasz to jeszcze woła o butle z mlekiem.
Wtedy mama uświadomiła sobie, że nawet nie pamięta kiedy Lenek odstawił mleczko. Nie miały trochę wyboru bo Lenka miała jakąś alergię i trzeba było z niego zrezygnować. Za to możemy się w końcu pochwalić, że nie używamy już pieluch. Długo to trwało, ale udało się. Od 2 miesięcy mama nie zakłada jej pieluch. Lenek czasami wstaje się załatwić, czasem prześpi całą noc. Niestety zdarzają się wpadki. Najczęściej są one oznaką przeziębienia. Kolejnym krokiem w samodzielność miało być zaniechanie przeze mnie wędrówek nocnych do sypialni rodziców. Ponieważ prośby i tłumaczenia do mnie nie docierały, mama zaproponowała system motywacyjny (przekupstwo). Pierwsza noc przespana u siebie= czekolada, a kolejne to chrupki i mała paczka klocków lego. Udało się, zaczęłam spać u siebie (przez jakieś 2 tyg). Niestety jak tylko tata wyjechał do pracy wróciłam do starych przyzwyczajeń. Za to podszkoliłam się w czytaniu i troszkę w pisaniu. Zostawiam mamie różne informacje:
"MAMO  SPRAWĆ  CZ  PAN  OTPISAŁ CZ  IEST  FERBI  W  TRÓJKONTY"
"ZNALEŚĆ  ZESZYT  Z  ZEBROŁ"

Od dwóch lat mam założoną kartę w bibliotece, a 2 tygodnie temu zostałam pasowana na czytelnika. Przygotowaliśmy małe przedstawienie dla rodziców, po którym pani kierowniczka biblioteki pasowała nas na czytelników. Mama oczywiście przyszła i wszystko nagrywała, żeby tata mógł zobaczyć, jak wróci z pracy. Wyjechał ponad 4 tygodnie temu i jeszcze został tydzień do jego powrotu. Czasami rozmawiamy z nim przez telefon, ale to nie to samo...bardzo za nim tęsknimy. Dobrze, że mamy trochę zajęć i czas nam miło mija. To znaczy ja mam tańce, Bystrzaka i jeszcze mama zaprowadza mnie (jak mam ochotę) do klubu spółdzielni. Tam jest pani Asia, która prowadzi zajęcia plastyczne. Bardzo lubię tam chodzić, nauczyłam się dużo ciekawych rzeczy... Lenusi musi wystarczyć, że mnie tam zaprowadza.


PS. Dziś dołączyła do nas, tzn urodziła się Iga. Córeczka cioci Dagmary i wujka Tomka. Zrobiła cioci niezły prezent urodzinowy, od teraz będą mogły robić wspólną imprezę. Dla równowagi dodam, że mojej koleżance Klaudii, siostrze kolegi Lenki Dawidowi urodził (10 grudnia) się braciszek Kubuś. Kornelcia, Aleksander, Kubuś i Igusia... nasze babyboom.

środa, 10 grudnia 2014

Mikołaju Święty przynieś nam prezenty

ZDJĘCIA
Dziś w skrócie o wydarzeniach mikołajowych,  które w tym roku trwały aż trzy dni. Cały poprzedni tydzień miałyśmy labe. Trochę kaszlu, żółte szpikole i zaropiałe oczy to szybka recepta na zwolnienie z przedszkola. Mama dodatkowo wolała nas przetrzymać, żeby przypadkiem wszystkie atrakcje nie przeszły nam koło nosa. Podczas L4 byłyśmy bardzo grzeczne wręcz rozkosznie miłe i 6 dni pod rząd z mamą w domu minęło niczym pobyt w SPA. W piątek mama wysłała nas do przedszkola gdzie wszystkie grupy odwiedził Święty Mikołaj i wręczył dzieciakom paczuszki. Wieczorem udałyśmy się do teatru na "Kopciuszka". Sztuka bardzo nam się podobała i nawet Lenka nie zdążyła się znudzić. Najzabawniejszy był Szczur, który za kawał sera zrobiłby wszystko. Cała sala wybuchała śmiechem gdy wróżka rzucała na niego czar i sterowała jego ruchy różczką. Teatralna wersja kopciuszka nie pokrywała się z bajką braci Grimm, którą czytano nam w przedszkolu. Wpadł mi w ucho taki fragment, który długo cytowałam "Zawracaj koniczka!... Krew płynie z trzewiczka!". Kto nie pamięta złe siostry kopciuszka miały za duże stopy i za namową mamy ucięły sobie jedna palec, a druga kawałek pięty. W teatrze nie było takich atrakcji. W sobotę rano w pokoju znalazłyśmy paczki od Świętego Mikołaja. Prezenty były doskonale trafione, bawiłyśmy się nimi cały dzień na zmianę. Mama nie mogła nas zagonić do spania, bo nam było ciągle mało. W niedzielę udałyśmy się do babci, gdzie czekały na nas prezenty. Dostałyśmy getry z Elsą i Anną z "Krainy Lodu" (taka bajka), w których chodzimy od poniedziałku. Mama dziś z nas je zdarła i zarządziła obowiązkowe pranie. Po niedzielnym obiedzie pojechaliśmy na halę sportową gdzie czekały na nas zabawy mikołajkowe: tańce i konkursy z Elfami, malowanie buziek, ozdabianie pierników, kolorowanie kolorowanek i tekturowego domku domku. Każdy znalazł coś dla siebie, a największą atrakcją był Święty Mikołaj. Każdemu dziecku wręczył osobiście wielkie pudło słodyczy, a pan fotograf pstrykał zdjęcia. Lena poszła z mamą, a ja zupełnie sama bo czasami jestem duża i radzę sobie sama.

środa, 3 grudnia 2014

Ndciągają mrozy


Temperatura spada, ale u nas to jedyna oznaka zbliżającej się zimy. Mama zaopatrzyła nas już w cieplejsze czapki, kurtki, buty. Jesteśmy gotowe na lepienie bałwana i jazdę na łyżwach. Szkoda, że tata nie kupił sobie w tamtym sezonie łyżew bo teraz w pracy przydałyby mu się w sam raz. W Czechach (tam jest tatuś)  mrozy sparaliżowały miasta. Stały tramwaje, pociągi, a nawet u taty w pracy przez chwilkę nie mogli pracować.
Wszystko przez padający deszczyk, który  od razu zamarzał. Może utrudniał życie, ale jak pięknie :).

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Magiczny GRUDZIEŃ czyli co dostać od Mikołaja

Jakieś dwa tygodnie temu mama zapunktowała u nas, ponieważ kupiła dla nas kalendarze adwentowe. Parę punktów straciła na starcie, bo z otwarciem kazała czekać do grudnia. Dziś nastał ten piękny, jakże długo oczekiwany dzień. Zaczyna on pasmo miłych wydarzeń. Najpierw odwiedziny Świętego Mikołaja, ubieranie choinek, śpiewanie kolęd i prezenty pod choinką. Pierwszy list do Świętego Mikołaja napisałam już w lipcu. Wracając z wakacji, znad morza zaczęłam rozważania co bym chciała od niego dostać. Po powrocie zapisałam wszystko, ale mama ugasiła mój zapał. Powiedziała, że do grudnia dużo czasu. Jeszcze kilka razy zmienię zdanie, a poza tym nie sądzi żeby Mikołaj przyniósł mi tablet i telefon komórkowy. W tej sytuacji postanowiłam namówić rodziców, żeby to oni mi kupili te wymarzone prezenty. Głupio, że wszyscy (prawie) moi znajomi mają już takie sprzęty, a ja jedna nie. Rodzice są zdania, że jestem jeszcze za mała. Czemu inni rodzice myślą inaczej o swoich dzieciach? Takie i inne pytania zadawałam mamie. Dowiedziałam się, że jak chcę to mogę korzystać z ich komputera. Szkoda, że nie chcą zrozumieć, że to nie to samo. Mama 10000000 razy mi tłumaczyła dlaczego mi nie kupią ani tableta, ani telefonu. Argumenty, że oni uważają, że dzieciom w moim wieku takie rzeczy  nie są potrzebne totalnie do mnie nie docierały. Ja się nie poddawałam i dalej wierciłam dziurę w brzuchu. Usłyszałam jeszcze, że rodzice kupują takie "zabawki" swoim dzieciom gdy nie mają dla nich czasu (bo np dużo pracują, a potem są zmęczeni). Zagłuszają swoje poczucie winy, a jednocześnie dzieci im nie przeszkadzają gdy ci odpoczywają (bo się bawią tabletem). Po takiej poważnej rozmowie wszystko dobrze przemyślałam. Ja myślę, że moje koleżanki mają fajniejszych rodziców bo oni spełniają wszystkie zachcianki swoich dzieci. Kiedyś mama zasiadła do komputera, gdy my się grzecznie bawiłyśmy. Po kilku minutach podeszłam do niej i oświadczyłam:
- Widzisz mamo, Ty dla nas też nie masz czasu. Powinnaś kupić mi tableta.
Niestety nie kupiła, ale nie odebrała nadziei. Oświadczyła, że jak nauczę się czytać i pisać z miła chęcią podarują mi razem z tatą pięknego, wymarzonego tableta. Nie nazywałabym się Maja Wojtal gdybym się poddała (przynajmniej w tej kwestii). Dalej wierciłam mamie dziurę w głowie, a ona załamywała ręce i wyrwała sobie sporo włosów z głowy. Poszła nawet do psychologa, żeby poradzić się jak ze mną rozmawiać. W sumie w tej sprawie pani nie wiele mamę wspomogła, ale podziałało. Teraz sporadycznie zapytuje czy wystarczy, że nauczę sie tylko czytać (bo to mi lepiej idzie). Wracając do listów do Mikołaja, w listopadzie powstały 3 wersje. Nawet Lenka napisała o swoich wymarzonych kucykach (treść listu Lenki: "O O O O(...)OOO"). Ja nie mogłam się zdecydować i ostatecznie padło na lego friends i poduszkę FURBY. Mama mówi, że Mikołaj nie zawsze spełnia marzenia. Ona kiedyś zamiast wymarzonych zabawek dostała kurtkę zimową. Dziwne, przecież Mikołaj ma fabrykę zabawek i każdemu może dać co tylko zechce. Mama uważa, że czasami daje to co dziecko potrzebuje... Ona nie rozumie tych magicznych spraw.  Za to Lenka jest naiwna jak mały dzidziuś. Ostatnio jej nagadałam, że była u mnie wróżka, która mi powiedziała, że Mikołaj nie przyniesie dla niej prezentu. Lenka wpadła w rozpacz, haha ale się uśmiałam. Z resztą Lenek to jest jeszcze mała i robi i mówi zabawne rzeczy:
1. Ubierałyśmy się śmiesznie w piżamki tzn. z bluzki zrobiłyśmy sobie spódnice i weszłyśmy do kuchni:
Maja: Patrz mamo jaką mam kreację.
Lena: Patrz mamo jaką mam operację.

2. Przyjechał dziadek Janusz w odwiedziny.
Dziadek: Lenka pokaż tą książkę co Ci zamówiłem.
Lenka: Dziadku ona jest brzydka. Mam ładniejszą, pokarzę Ci.
Dziadek ogląda kolorową książeczkę przyniesioną przez Lenkę:
Dz: No śliczna, a teraz pokaż tę co dostałaś ode mnie.
Lenka posłusznie przyniosła i dodaje:
L: Możesz sobie wziąć, a mi zamów coś innego.