środa, 10 grudnia 2014

Mikołaju Święty przynieś nam prezenty

ZDJĘCIA
Dziś w skrócie o wydarzeniach mikołajowych,  które w tym roku trwały aż trzy dni. Cały poprzedni tydzień miałyśmy labe. Trochę kaszlu, żółte szpikole i zaropiałe oczy to szybka recepta na zwolnienie z przedszkola. Mama dodatkowo wolała nas przetrzymać, żeby przypadkiem wszystkie atrakcje nie przeszły nam koło nosa. Podczas L4 byłyśmy bardzo grzeczne wręcz rozkosznie miłe i 6 dni pod rząd z mamą w domu minęło niczym pobyt w SPA. W piątek mama wysłała nas do przedszkola gdzie wszystkie grupy odwiedził Święty Mikołaj i wręczył dzieciakom paczuszki. Wieczorem udałyśmy się do teatru na "Kopciuszka". Sztuka bardzo nam się podobała i nawet Lenka nie zdążyła się znudzić. Najzabawniejszy był Szczur, który za kawał sera zrobiłby wszystko. Cała sala wybuchała śmiechem gdy wróżka rzucała na niego czar i sterowała jego ruchy różczką. Teatralna wersja kopciuszka nie pokrywała się z bajką braci Grimm, którą czytano nam w przedszkolu. Wpadł mi w ucho taki fragment, który długo cytowałam "Zawracaj koniczka!... Krew płynie z trzewiczka!". Kto nie pamięta złe siostry kopciuszka miały za duże stopy i za namową mamy ucięły sobie jedna palec, a druga kawałek pięty. W teatrze nie było takich atrakcji. W sobotę rano w pokoju znalazłyśmy paczki od Świętego Mikołaja. Prezenty były doskonale trafione, bawiłyśmy się nimi cały dzień na zmianę. Mama nie mogła nas zagonić do spania, bo nam było ciągle mało. W niedzielę udałyśmy się do babci, gdzie czekały na nas prezenty. Dostałyśmy getry z Elsą i Anną z "Krainy Lodu" (taka bajka), w których chodzimy od poniedziałku. Mama dziś z nas je zdarła i zarządziła obowiązkowe pranie. Po niedzielnym obiedzie pojechaliśmy na halę sportową gdzie czekały na nas zabawy mikołajkowe: tańce i konkursy z Elfami, malowanie buziek, ozdabianie pierników, kolorowanie kolorowanek i tekturowego domku domku. Każdy znalazł coś dla siebie, a największą atrakcją był Święty Mikołaj. Każdemu dziecku wręczył osobiście wielkie pudło słodyczy, a pan fotograf pstrykał zdjęcia. Lena poszła z mamą, a ja zupełnie sama bo czasami jestem duża i radzę sobie sama.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz