poniedziałek, 20 lutego 2012

"Baba" z dwoma zębami


Zima u taty w pracy

Zrobiło się cieplej, śnieg który tak intensywnie ostatnio padał zamienia się w błotne kałuże. Jednym słowem za oknem zrobiło się ohydnie. Na szczęście w domu nie jest tak strasznie. Ostatnie dni umilała nam babcia Krysia, która spędziła u nas cały tydzień. Babcie jednak bardziej rozumieją dzieci niż ich własne mamy. Już zaraz po tym jak babcia wyjechała, a ja się pokłóciłam z rodzicami cała zabeczana wykrzyczałam "JA CHCĘ DO BABCI KRYSI !!".
ZDJĘCIA



Mistrzostwo nałożenia pieluchy:
Asystowałam w nakładaniu pieluchy Lence. W sumie to tato asystował mi. Skończyło się to tak, że jak Lena strzeliła kupsztala to kupa wyszła na zewnątrz, a w pieluszce nie było po niej śladu, jak to skwitowałam:
"Chciałam, żeby było czysto".
Tylko mama jakoś nie była zadowolona z tej czystości...

Lenisko nasze siedzi i mówi "BABAba" co bardzo ucieszyło babcię Krysię.

wtorek, 7 lutego 2012

Sistarsy

zdjęcia
Ostatnie dni przebiegały pod rządami, a nawet pod terrorem najmłodszej (ale jakże wpływowej) istotki w naszym domu, Leny. Marudziła, krzyczała, płakała, jakby kto nam podmienił uroczą uśmiechnięta i jakże pocieszną istotkę. Mama dzielnie znosiła te jej humory, zrzucając to na ząbki (które oficjalnie się przebiły i nawet ja już je widziałam). Nie powiem do tego harmideru i ja dorzucałam parę swoich zagrywek. Mama załamywała ręce i znowu chciała mnie paczką do taty wysłać. "Mamo, ale przecież nie ma takich małych, specjalnych butów. Nie chcę chodzić z chłopakami, bo tam są robaki. Będę siedzieć z tatą, albo z dziewczynami." Na szczęście od dwóch dni Lena jakby czuła się lepiej i już mniej nam tu dokucza. Tylko jak się w nocy budzi to ciągle szuka cyca mamy. Także mama czuję się ubezwłasnowolniona. Straszy Lenkę, że skończy się cyc i będzie butelka. Tylko, że mama straszy, a nic nie robi. Jakoś mnie jeszcze w tą paczkę nie wsadziła to pewnie i Lenie się upiecze.
Z Leneczkiem lubimy się najbardziej przed pójściem spać. Oj, jak my się wtedy wygłupiamy. Ja powiem coś głupiego, co bawi tylko mnie i Lenę. Tarzamy się wręcz ze śmiechu. Lena najpierw przytula się do mamy po czym odwraca się do mnie i moment nie minie i leży na brzuchu. Później jak dżdżownica próbuje się doczołgać do mnie. Oj, nagimnastykuje się biedaczka, a przesunie się może o parę centymetrów. Jak tak szalejmy mama przestaje czytać książkę, bo przecież to nie ma sensu. Po paru minutach Lenek znowu wtula się w mamę i w końcu zasypia. Ja walczę dalej, wiercę się i gadam. Mama się trochę denerwuje, bo przecież ciężko się czyta książkę gdy ktoś tak przeszkadza jak ja. Lubię te nasze wieczorne czytanie bajek, teraz czytamy "Dzieci  z Bullerbyn". Bardzo mi się podobają przygody tych dzieciaków i zanudzam mamę pytaniami, na które mama nie zna odpowiedzi bo dopiero to się wyjaśnia czytając. Ostatnio spełniłyśmy marzenie naszej mamy. Ona czyta, a my w końcu zasypiamy ( musi się naczytać). Ja w ciągu dnia nie śpię od ok 2 roku życia. Teraz wstaję rano, po 7 i chodzę spać ok 20 - 21:30. Lena też ma problem ze spaniem. Babcia Krysia się śmieje i twierdzi, że to jej zasługa. Jak moja mama była mała to spała po 30 minut ( z zegarkiem w ręku) w ciągu dnia (po kilka razy). Babcia zmęczona i zła takimi krótkimi drzemkami rzuciła klątwę "niech twoje dzieci też tak krótko śpią". Stało się, ja spałam długo tylko przy cycku mamy, a Lenka śpi długo i ładnie tylko w wózku na spacerze, albo w aucie. W domu śpi 30-32 minuty i później szybko się męczy i jest marudna. Ostatnio były straszne mrozy i mama zaprzestała spacerów. U nas najzimniej było ok -22 stopnie, ale u taty nad morzem spadło nawet do -32 stopni i auta nie chciały im odpalić. Wszystko się sprzysięgło: zęby, brak spacerów. W końcu mama zapakowała Lenę w wyjściowe ubranie i stwierdziła "Wystawię ją na balkon, mam już dość.". Ja się strasznie rozpłakałam "Mamo ja nie chcę, żeby Lena odeszła. To nie ładnie tak wystawiać." . Wystawianie na balkon zadziałało. Lena śpi i 2 godziny, w domu nieco zimno bo balkon uchylony. Teraz gdy nasz marudek zaczyna skrzeczeć i płakać mówię "Mamo wystaw ją na balkon". Chcę także donieść, że Lenie gęstnieje meszek na głowie. Fakt istotny, gdyż ja długo pozostawałam bez owłosienia. Poza tym Lena siedzi, tzn ciągle się uczy. Gdy mama posadzi ją na podłodze (asekurując, oczywiście) to buja się z boku na bok, ale duma bije na prawo i lewo. Na łóżku to wychodzi jeszcze lepiej. No i ciekawe to nasze Lenisko jest jak nie wiem. Lubi przyglądać się  chomikowi i jeżdżącemu pieskowi, czasami aż piszczy z uciechy. Bierze do rączek nowe rzeczy, oczywiście ciekawsze jest wszystko inne tylko nie jej zabawki.       

środa, 1 lutego 2012

Lena je i wielkie cięcie...




Padł kolejny rekord. Cały styczeń byłam zdrowa, poza małym katarkiem. Mimo to, opuściłam nad programowo 3 dni w przedszkolu. Wszystko przez wizytę u babci Krysi. Spędziliśmy parę dni w Krakowie, były one ciekawsze dla moich rodziców niż dla mnie. Ciągle coś załatwiali, albo z kimś się spotykali. Ja się nie nudziłam, bo czas spędzony z babcią jest bezcenny. Podobno nawet jestem lepsza w naciąganiu babci, na słodycze, od cioci Karinki (jak była mała). Babcia na takie uwagi tylko się uśmiecha. Miałam też okazję zobaczyć żłobek, w którym pracuje ciocia Karinka. Jak to zwykle bywało w moim przypadku, a teraz powtarza się w przypadku mojej siostrzyczki wszystkie pierwsze zmiany wprowadza nam ciocia Karina. Mama dawała Lence malutkie ilości marcheweczki, a ciocia odważnie kupiła zupkę i kleik dla takich malców jak ona (Lena oczywiście). Efekt jest taki, że Lena zajada się tymi nowościami, aż miło patrzeć. Od 3 dni coś jej jednak dokucza. Może to wyrzynające się ząbale, albo brzuchol musi się przyzwyczaić do trawienia nowych rzeczy (bo nie tak łatwo zrobić zlepioną kupkę). Tak czy siak Lena nam marudzi w dzień, a i w nocy czasami nie daje pospać. O zębach piszę w liczbie mnogiej bo wygląda na to, że będą dwa dolne. Jednego już widać, a drugiego znacznie lepiej czuć. Rodzice podejrzewali, że i góra zaczyna wyłazić, ale to raczej tylko im się tak zdawało. Chciałam jeszcze jedno słówko o Lence, o tym jak ona lubi muzykę. Na łezki smutku ma swoją ulubioną piosenkę ("Idziemy na jagódki"), gdy ta zawiedzie to trzeba przytulać i nosić. Ja też miałam taki swój hicior, który rodzicom bokiem wychodził ("Wędrowali szewcy"). Do usypiania Lenka też ma dwa swoje ulubione utwory, które słychać od rana do nocy. Lubi też utwory klasyczne gdzie słychać fortepian, to też ją uspokaja. Już koniec o mojej siostrzyczce.
ZDJĘCIA
Teraz o ważnym wydarzeniu, na którego efekt (na zdjęciach) czeka babcia Krysia i ciocia Karinka. Ja nigdy nie przepadałam za czesaniem włosków. Mamie raczej brak talentu do robienia fryzur (najlepiej wychodzi to Karince). Ostatnimi dniami moja ulubiona fryzura to włosy rozpuszczone z opaską lub spineczkami. Gdy mama mnie czesała, a ja marudziłam to zawsze proponowała wizytę u fryzjera. Ja raz się zgadzałam, raz nie. No i stało się raz wieczorem się zgodziłam, rano potwierdziłam i mama umówiła mnie do fryzjera. Strach obleciał wszystkich, którzy znali mój plan ścięcia włosów "jak Marysia" (a Marysia ma "na BOBA"). Kto nie wie to Maryś ma krótką fryzurkę, choć teraz marzy o długich włosach jak księżniczka. Kiedy Mama przyszła po mnie do przedszkola, ja oznajmiłam że nie chcę ścinać włosów. Nie wiem jak, ale mama mnie przekonała do wizyty u fryzjera i do nieco dłuższej niż planowana fryzurka. Fajnie było dopóki  nie usiadłam na specjalnym fotelu. Pani zaczesała mi włosy i ciach, a ja na to "Już nie chcę, chce zejść". Oj mama musiała się nagadać bym wysiedziała te 8 minut. Dałam radę, a fryzurę skwitowałam "nie podoba mi się, brzydko". Pani zapłaciłam i podziękowałam. W domu już się chwaliłam przed tatuniem i Lenką, a po godzinie oznajmiłam "wiesz mamo, już mi się podoba. Już mam lepszy humor".
Jak mama i ciocia Karinka były małe to babcia Krysia tez je zabierała co jakiś czas do fryzjera. Zakład ten znajdował się na Jagielońskiej. Było tam zawsze dużo fryzjerek i dużo klientek. Panował gwar, panie plotkowały, suszarki i inne sprzęty huczały. Gdy ciocia Karinka zasiadała na fotelu to wszystkie pracujące tam panie zlatywały się by pooglądać bujne i piękne włosy małej dziewczynki. Ciocia tego nie znosiła, a mamie było chyba smutno że jej włosy są takie nieciekawe. Ulubiona i znienawidzona fryzura mamusi z czasów dzieciństwa to "na bułeczkę" (na cześć ulubionej książkowej bohaterki). Mama ją przestała lubić, gdy marzyła o długich włosach, a babcia Krysia nadal kochała króciutkie włosy swojej córeczki. Mama koniecznie musi mi pokazać swoje zdjęcie w tej fryzurze i w okularach z grubymi czerwonymi oprawkami. Budzi powszechny uśmiech na twarzach oglądających. Wiedziałam, że zapomniałam o czymś napisać. Moja mama miała urodziny, ma już TRZY i O. Choć na torcie nie wiedzieć czemu zapaliła sobie jeden i dwa. Ja niedługo będę mieć już 4 "będę starą babą".