środa, 27 lutego 2013

FERIE


ZDJĘCIA
W przedszkolu panowały choroby  i tylko garstka dzieci chodziła, potem przyszły ferie i znowu nas ubyło. W drugim tygodniu zimowej przerwy tatuś wrócił z pracy i postanowili z mamą, że trzeba się gdzieś wybrać. Zrobić nam ferie zimowe. Zabrali nas do Stalowej Woli do prababć, cioć, wujków i psów. Ja zawsze mam tremę przed takimi spotkaniami. Najpierw się zapieram, że nie chcę, że nie lubię, a na koniec trudno mnie wyciągnąć i jeszcze wymuszam obietnice o szybkim powrocie w to miejsce. Lena też ma taką tremę, a objawia się ona tym, że szuka towarzystwa mamy i jeszcze do tego marudzi. Więc mama nie bardzo odpoczęła podczas tych zimowych ferii u rodziny. Za to wszyscy byliśmy zadowoleni, że udało nam się z wszystkimi spotkać i spędzić miło czas. Do tego zima zaatakowała ostro opadami śniegu, ale zapomniała o niskiej temperaturze. Na skutek tych warunków pogodowych w końcu udało nam się ulepić bałwana, ba nawet dwa. Pomagała nam ciocia Daga, a wujek Tomek musiał rzucać śnieżki Wice bo ona miała straszną ochotę rzucić się na nasze dzieło. Na koniec pozwoliliśmy jej wykopać dziurę w brzuchu wielkiego bałwana. Mały pozostał na straży domu wujka i cioci. Trzy dni szybko zleciały i zapakowaliśmy się znowu do autka. Po drodze odwiedziliśmy naszych przyjaciół w Rudniku nad Sanem. Zanim na dobre zaczęłam bawić się z Tośką znowu kazali nam jechać. Gdy wsiedliśmy do auta było już ciemno, a my byłyśmy zmęczone więc nawet szybko usnęłyśmy. O 21 byliśmy w Krakowie, u babci Krysi. Poszłyśmy spać grubo po 23, a ja miałam najwięcej do powiedzenia. W domu panowały już ciemności i zapadła cisza przerywana moimi gadułkami. W niedzielę rodzice zostawili mnie i Lenę u babci i pojechali na narty. To była pierwsza noc Lenki bez mamy. Wszyscy mieli wątpliwości jak Lena zniesie taką rozłąkę. Okazało się, że znakomicie. Przestała marudzić, czym zaskoczyła ciocię Karinkę. Bo ona to już myślała, że nasz Leon to świata za mamą nie widzi. Oczywiście gdy tylko rodzice wrócili, powróciła również marudząca Lena. Tak minęły nam pięciodniowe ferie zimowe. Rodzice mięli nieco więcej frajdy bo byli na nartach. 

Pojechali do Szczyrku, który przywitał ich temperaturą 7 stopni na plusie. Wszystko kapało, a gdy wyszli na narty zaczęło lać. Stwierdzili, że mimo złej pogody zjadą chociaż trzy razy. Gdy wpinali swój historyczny sprzęt (mama swoje narty dostała w 5 klasie i miały nadal dziecięce wiązania do 35 kg, a taty są jeszcze starsze), niektórzy nawet przystawali by popatrzeć, z mamy narty wypadła sprężynka. Mamie zakręciła się łezka w oku. Dobrze, że teraz są wypożyczalnie i szybko miała deski zastępcze. Po tym wydarzeniu wszystko się już poukładało. Pogoda się uspokoiła, a pusty stok i brak kolejek do wyciągu wynagrodził rodzicom kiepski początek. Po tych kilku dniach ferii wróciliśmy do domu, a ja się rozchorowałam więc dalej mam przerwę od przedszkola.

O bezinteresownej miłości:
Maja:Babciu, ja Cię kocham najbardziej ze wszystkich babć jakie kiedykolwiek miałam.
Prababcia Stasia D.: Ja Ciebie też bardzo kocham Majeczko.
M: A wiesz czemu ja Cię tak kocham?
PSD: Nie, czemu Majeczko?
M: Bo masz taki fajny bujany fotel.

Moja mama, ciocia Daga i ciocia Karinka jak były małe miały jeszcze gorsze pomysły. Pytały babcię kiedy umrze bo one by chciały podzielić się jej pierścionkami i oczywiście rezerwowały sobie biżuterię, co która weźmie.

O tęsknocie:
Mama w górach, my u babci Krysi (rozmowa telefoniczna):
Mama: Majeczko, mamusia bardzo tęskni za Tobą. A ty tęsknisz trochę za nami?
Maja: Tak mamusiu, tęsknie.
Mama: My już kończymy jeździć i będziemy wracać do domku.
Maja: Nie mamusiu. Jeździj i jeździj jeszcze z tatusiem. Tak bardzo długo...

Na koniec dodam, że już nie jestem Jają dla Lenki, tylko Mają.

piątek, 22 lutego 2013

1,5 roku Lenki

ZDJĘCIA
Lenka ma już 1,5 roku i chyba czas najwyższy na podsumowania. Obecny jej wzrost to ponad 82 cm, dokładna miara jest ciężka do uzyskania ponieważ Lena nie chce stać spokojnie. Waga nie przekracza 11 kg. Na głowie ma nieco bujniejszą czuprynę niż w swoje pierwsze urodziny, ale o kucykach, gumeczkach, spineczkach może nadal marzyć. Zachwyca nas swoją bystrością i poczuciem humoru. Nie ma takiej łatwości powtarzania nowych słówek jaką ja miałam, ale za to jest  bardzo spostrzegawcza. Mam taki atlas zwierząt z magnesami. Na każdej stronie jest mapa jakiegoś kontynentu i przykładowe zwierzątka, które tam mieszkają. Część zwierząt jest narysowana delikatnie, aby dziecko mogło znaleźć odpowiedni magnesik z podobizną zwierzaka. Lence przypadła do gustu ta książeczka, a właściwie magnesiki. Pewnego dnia mama rozłożyła ładnie magnesy i razem z Lenką szukały i przyklejały magnesy w odpowiednie miejsca. Zabawa bardzo się spodobała i powtórzyła może jeszcze ze dwa razy. Po paru dniach jakie było mamy zdziwienie gdy Lenka sama odnalazła Pumę i przyczepiła w odpowiednim miejscu. Teraz mama mówi:
- Lenka daj URSONA.
- Oooo akuku jest. - co mniej więcej znaczy "Ooooo widzę go, jest tu."
Ostatnio postanowiła spróbować zamknąć drzwi na klucz. Wzięła stopień i pęk kluczy. Wspięła się do drzwi wejściowych. Oczywiście nie dała rady trafić kluczem do dziurki, ale zaskoczyła nas że wybrała dobry klucz. Może był to przypadek, ale powtórzył się jeszcze trzykrotnie. Kiedyś mama zostawiła Lenkę i tatę samych w domu i pojechała coś załatwić. Później oni mieli przyjechać po nią w umówione miejsce. Tata później opowiadał jak to ubierał Lenkę:
-Lenko, gdzie ty masz spodnie?
-Choć
Wzięła tatę za rękę i zaprowadziła do szafki i wyciągnęła zimowe spodnie.
Innym przykładem jak dobrym obserwatorem jest Lenka jest fakt, że gdy bierze telefon mamy, albo taty to dotyka ekranu z taką swobodą jakby wiedziała co robi. Nabiera też wprawy w rozmowach telefonicznych z tatą:
 -Tata? ooo tata!!
-Tak to tata, a z kim rozmawiam?
-Tyi - tu Lenka wskazuje na siebie rączką. Przecież wszyscy mówią "Ty Lenka".
- Co się tam u was dzieje?
-Jaja brrmbrrm baba - w tłumaczeniu: Maja pojechała z babcią autem do przedszkola.
- A ty co robisz??
- Pupa.- co oznacza "Robię kupę" lub "Robię siku"
No właśnie z tym sikaniem to też jest osobna historia. Lena już kilkukrotnie udowodniła, że umie zawołać zanim się załatwi, ale nie chce robić TYCH spraw na nocniku. Bardzo się spina gdy każą jej siadać na nocnik. Ostatnio była u nas babcia Krysia i zrobiły z mamą straszną gafę. Szły na zakupy, a ja byłam w przedszkolu. Moja mama zdjęła Lenie pieluchę i naciągnęła getry na gołą pupę i poszła gdzieś na chwilkę. Babcia Krysia w tym czasie ubrała Lenie grube spodnie i poszły. Dwie godziny później, w domu Lena się coś kręciła po łazience:
- siku
- Tak Lenko tu się robi siku.
Później Lenek przyszła do kuchni i nagle z przerażeniem ozjamiła
- Puppa, pupa.
Mama patrzy, a na ziemi kałuża. Okazało się, że Lena poszła na spacer bez pieluchy...
 To, że stara się mnie we wszystkim naśladować to już chleb powszedni. Ciągle mama się denerwuje:
- Maja nie wchodź tam; Maja nie rób tak, bo zaraz Lena będzie powtarzać.
No i tak się właśnie dzieje. Podejrzała mnie jak wchodzę na wiklinowy kosz pod oknem i teraz namiętnie wspina się i ogląda auta, tramwaje i spacerujących ludzi z psami. Lena jest zachwycona, ale mama się boi że Lenek spadnie i się potłucze.
No i wspominałam o tym jak to Lenka umie nas rozbawić:
Mama - Lenko powiedz PANI
Lena   - Pam
M - Lenko, nie PAN tylko PANI, tam jest Iiiiiii.
L - Pam
M- Lenko umiesz powiedzieć PANI??
L- Ta mamo
M- To powiedz PANIiiiiiii
L- Nie mamo
M- To chyba nie umiesz.
cisza
L- Mamoooo
M- Tak Lenko??
L- Iiiiiii

Tata ogląda książkę z Lenką:
L- To to??
T- To pajacyk, powiedz PA-JA-CYK.
L- TATA,