Tata wrócił z pracy i dostałyśmy bukiecik z okazji Walentynek:
Dobre maniery:
Lenka ma różnie z tymi manierami. Raz zje śniadanie, zaniesie talerzyk do kuchni i powie "dziękuje mamumsiu, było pyszne". Czasami zapytana, szczerze odpowie:
- Jak Lenko smakowała Ci zupka?
- Była ohydna.
Czasami ładnie prosi, a bywa tak że bierze nie swoje rzeczy bez pytania. W sumie to ma przechlapane, bo przecież większość rzeczy i zabawek jest po prostu moja. Często u nas słychać okrzyki "to moje!", albo grzeczne zapytania "czyje to Maju??". Oczywiście gdy jej odpowiem zaczynają się łzy i zaklinanie, że to nie moje, a jej. Trudna sprawa z tymi dzieciakami. Cóż musimy się dzielić i na ogół nam to wychodzi. W ostateczności interweniują rodzice. Tłumaczą, a gdy to nie pomaga to zabierają konfliktową rzecz. Tak, tak Lenie trzeba wiele tłumaczyć i trzeba jej ustępować. Mądrość przychodzi z wiekiem, więc muszę być mądrzejsza. Chociaż moja siostrzyczka też miewa jej przebłyski: "no dobze, plose Maju", "okej podziele się" itd....Z tą mądrością i manierami to jest tak, że raz są, a innym razem rodzice muszą nam o nich przypominać:
Tata: Lenko, jak ty pięknie zjadłaś śniadanko. Daj wezmę twój talerzyk.
Lena: Aha
T: Co się mówi Lenko?
Lena patrzy na tatę zdziwiona.
T: Dzię
L: Dzię?
T: Dzię-ku
L: Dzię-kuchnia??
Foszek:
Foszek to jedna z opcji u każdego człowieka. My jako małe kobietki mamy ich całą masę. Foszki często nie mają logicznego uzasadnienia. Po prostu pojawiają się nagle. Wtedy dziecko bywa marudne, zanika cała jego mądrość i zacina się na zwrotach "nie", "nie zrobię", "głupia/i jesteś" (co grozi karą, w zależności czy foszek jest wybuchowy, trwa za długo i jest mocno przesadzony). U Leny poza mądrością rozwija się rozśmieszjący spryciarz i wymyśliła zwrot, który aż tak bardzo nie złości rodziców "głupotką jesteś" (do tego poważna mina, spojrzenie spode łba i jeszcze uniesiony palec wskazujący). Używa też, w różnych sytuacjach, swoich ulubionych zwrotów: "ha ha ha, ale zabawne", "ha ha ha, ale śmieszne". Foszek pojawia się z znikąd, i też nagle znika, ciach prach i mamy dobry nastrój.
Książki:
Od jakiegoś czasu mama bije się z myślami czy nie zrobić listy książek, które mi przeczytała. Jest ona coraz dłuższa i na pewno, nie wszystkie już pamiętamy (bo nie wszystkie warto). Część książek przywozimy od babci Krysi, rzadko kupujemy, czasem dostajemy, a najczęściej chodzimy do naszej ulubionej biblioteki. Ja, a nawet Lena lubimy te wyprawy. Wcale nie trzeba być tam bardzo cicho. Jest tam stolik, kartki, kredki, gry, puzzle, a także wielka waliza z zabaweczkami (wszystko to przynoszą tam dzieci), dla starszych dzieciaków w niewielkiej czytelni są komputery. Mogę buszować między półeczkami i wybierać sama książki. Niektóre podzielone są pod kątem wieku dzieciaków. Inne książki są poukładane według autorów - tych mama nie pozwala wyciągać. Bardzo lubię kryminały, bo ja to mam taki zmysł detektywistyczny. Chociaż mama uważa, że te zmysły to mam dzięki Hani Humorek. Jest to moja jedna z ulubionych bohaterek. W jednej z części twierdziła, że ma moc przewidywania, więc i ja odkryłam w sobie magiczne moce (np. jedziemy autem i zatrzymujemy się na przejeździe kolejowym i wiem że pojedzie pociąg). Mimo, że poznałam już wielu bohaterów książek to moją ulubioną książką są "Dzieci z Bullerbyn". To była jedna z pierwszych z poważnych książek, które przeczytała mi mama. Później wielokrotnie słuchałam audiobooka. Ten tydzień w przedszkolu poświęcony jest ulubionej lekturze. Wybrałam więc moją ukochaną książką, a wczoraj powstały moje własne (no troszkę mama mi pomagała) ilustracje do niej.

Moją "książkę" zaniosłam do przedszkola, a jeśli się spodoba to pójdzie na wystawę do naszej biblioteki. Ostatnio była wystawa kotów, bo przecież był dzień kota. Innym razem rysowaliśmy ilustracje do wierszy Tuwima i nawet uczyliśmy się ich na pamięć. Każdy miał swoje role, ale ponieważ było tyle prób to chyba wszystkie znałam na pamięć. W przedszkolu są duże i małe przedstawienia. Te duże (jak jasełka) są z myślą o rodzicach, a jak są małe to pokazujemy je albo innym dzieciakom z przedszkola, albo przychodzą dzieci z pobliskiej szkoły. Oni czasami też mają dla nas występy. Starsze dzieci ze szkoły przychodzą i czytają nam książki. Lubię czytać, chociaż sto razy bardziej lubię jak mi się czyta.
Siadam i piszę bo jak jutro tata wróci z pracy to nie wiem kiedy znajdę chwilkę, żeby tu posiedzieć. Przyznam się, że od czasu moich ferii nie mam już takich problemów z zasypianiem więc mam mniej czasu na pisanie. Najpierw była to zasługa szaleństw na lodowisku, stoku itd... Później znowu musiałam rano wstawać do przedszkola, a do tego przecież mam jeszcze zajęcia dodatkowe. Wcześniej wcale mi to nie dokuczało. Wstawałam ok 7, a w nocy namiętnie rysowałam, albo leżałam i słuchałam audiobooków do 23, albo i dłużej. Teraz jestem zmęczona i szybko zasypiam, a ostatnio nawet padły z mojej "groty" ustnej pamiętne słowa "chciałabym porysować, ale jestem śpiąca". Oczywiście nadal w nocy przychodzę do rodziców. Na całe szczęście Lenka ostatnio rzadko do nich przychodzi i mamy dużo miejsca w łóżku. Mama odnotowała też niewielkie postępy w zachowaniu Leny. Od kilku dni nie musi urządzać pościgów za nią w celu jej ubrania i nawet nie marudzi jak mają iść po mnie do przedszkola. Poza tym bez zmian, na wszystko ma swoją odpowiedź, która nie zawsze zadowala mamę:
- Lena sprzątamy.
- Nie. Idź sobie to mój tokój.
- Wiem, że twój, ale trzeba posprzątać.
- To nie twój tokój.
- aha - mama zaczyna układać zabawki
- Ty masz inny tokój. - tłumaczy spokojnie Lenka
- Babcia chodź poukładamy puzzle.- Lena wyciąga swoje ukochane pudełka
- Lenko, ale najpierw poukładamy lalki w pudełku bo nie ma miejsca na podłodze.
- Nie.
- Lenko jest straszny bałagan i nie ma miejsca, zobacz.
- W duźim pokoju jest mniejszy bałagan, chodź.- Lenka biegnie do dużego pokoju z pudełeczkiem.
Podobno dzieci można zmotywować rywalizacją:
- Lenko kto pierwszy ubierze buciki?? (posprząta, zje itd...)
- Nie ja.
Lenka lubi: układać puzzle, bawić się w sklep, w teatrzyk, w fryzjera, oglądać bajki (zwłaszcza świnkę Peppę), czytać książeczki, rysować, malować, kolorować. Nie lubi: sprzątać, czasami się ubierać, wychodzić z domu, a jak jest fajnie na spacerze to do niego wracać. Ma swoje ulubione zabawki: pieska Plamkę (który kiedyś robił sztuczki z naciskiem na kiedyś), łosia Blata i całą walizkę skarbów (w której znajdują się figurki: z jajek niespodzianek, dinozaura, drewnianego pieska, małe pluszaczki). Obowiązkowo te 3 rzeczy musi mieć w łóżeczku gdy zasypia, a do tego są rzeczy zmienne np. lalki, inne maskotki czy książeczki.
Lena kładzie się do łóżeczka i układa swoich współspaczy:
- O nie!!- mówi rozżalonym głosem, prawie szlochając.
- Co się stało Lenko? - pyta mama
- Nie ma dla mnie miejsca.
- To wyjmij część zabawek z łóżeczka.- podpowiada mama
- Dobly pomysł! - cieszy się Lenek i wyrzuca misiaczki - O nie!!
- Co się teraz stało?
- Nie ma nikogo w łóżeczku, kogo przytulę?
- To weź Blata i Plamkę.
- Dobla. - odpowiada szczęśliwa Lenka i pakuje do łóżeczka Blata i Plamkę... patrzy na kotka, misia, mamę łosia, na torebkę konia itd... i znowu wszystko ląduje na jej poduszkach.
- No nie, znowu nie mam miejsca.
W takich przypadkach mama układa miśki na stosik na jednej połowie łóżeczka, a Lena wciska się obok. Chociaż, po ostatniej awanturze ze sprzątaniem Lenka ma więcej miejsca dla siebie:
- Mamo posprzątałyśmy!! - krzyczę do mamy, która nastawiła minutnik i oświadczyła, że jak zacznie pikać to wszystkie rzeczy z podłogi zapakuje do wora.
- O jak ładnie posprzątane! - mama wchodzi do pokoju i nie może uwierzyć, że tak szybko nam poszło.
- Ja też sprzątałam. - mówi dumnie Lenka.
Wtedy mama spogląda do łóżeczka Leny. Wszystko co wcześniej leżało na podłodze wypełniało całe posłanie Leniuchy. Stanęło na tym, że i tak musiałyśmy (bo ja często muszę sprzątać po Lenie ;( ) uprzątnąć, a mama wprowadziła limit miśków w łóżku.
Co do moich postępów łyżwiarskich to nie miałam więcej okazji żeby ćwiczyć. Mamy typową lutową zimę ze słońcem i temperaturą do ok 10 stopni C. Niektóre mamy wyciągnęły już foremki i okupują piaskownice, ale ja czuję że to jeszcze nie koniec zimy. Mama w ostatnich dniach postanowiła skończyć kilka zaczętych rzeczy. Jakiś rok temu wywołali z tatą jakieś 500 zdjęć ( z okresu dwóch lat) i na ostatnie 100 zdjęć zabrakło jej motywacji. Także jeden wieczór i już zdjęcia z wakacji 2012 są w albumie. Do tego postanowiła zmontować filmik z ostatnich wakacji. Oryginalna wersja trwa jakieś 40 minut (uwzględnia długie rozmowy Leny i 10 minut jedzenia tortu urodzinowego- w rzeczywistości Lena od talerza nie odeszła dopóki na stole było ciasto). Poniżej znacznie krótsze wspomnie pobytu w Borucinie.
W poprzedni weekend odwiedziła nas babcia Krysia. Ja i Lenka bardzo tęsknimy za wszystkimi z Krakowa. Bardzo się cieszymy jak nas odwiedzają. Nie możemy się doczekać kiedy przyjedzie Karinka i Małin (jak mawia Lena).