Czuję się dotknięta tym ostatnim wpisem Majki, ja łobuz?? Postanowiłam popracować nad sobą. Moją agresywną postawę zmieniłam na przytulanie. Czyli już nie piorę mojej starszej siostry tylko rzucam się na nią by ją przytulić i pocałować. Tylko, że ona czasami mnie odsuwa, wtedy jest mi przykro. No i jeszcze czasami się zapominam i pochodzę do Majki i ją pac, pac, ale zaraz chwila refleksji i rozkładam ramionka i rzucam się na nią. Oczywiście swe pozytywne emocje przelewam też na dorosłych. Gdy coś mi się nie podoba po prostu się obrażam. Wygląda to najczęściej tak, że ktoś mówi "Lenka, NIE", a nie daj Boże w emocjach podniesie głos. Wywalam dolną wargę, robię ją w podkówkę odwracam się na pięcie, ręce zakładam na piersi i smutnym głosem powtarzam "nie, nie". Czasami muszę jeszcze popłakać, gdy ktoś mnie bardzo zrani. Taka już jestem wrażliwa, a nie łobuz. Maja też napisała, że mało mówię. Ma rację, ale i nad tym pracuję. Umiem już gadać z tatą przez telefon, nie widziałam go już bardzo długo (26 dni, a to jeszcze nie koniec):
T: Halo Lenka.
L: Hajo
T: Halo, halo.
L: hajo, hajo
T: Cześć
L: eść
T: Wiesz z kim gadasz??
L: ta ta, tata. papa
Gadanie może nie najlepiej mi idzie, ale potrafię inne rzeczy np. coraz lepiej wspinam się po meblach (mama pochowała już niektóre krzesełka, stopnie), pomagam też mamie w domu. U nas w domu trochę jest dziwnie wszystko poukładane. Dlatego staram się dać mamie delikatnie do zrozumienia, że jak się poprzestawia niektóre rzeczy to będzie wygodniej. Mama co jakiś czas urządza pranie, wkłada wszystko do pralki. Ja wpadłam na lepszy pomysł wrzuciłam skarpetki i kilka drobiazgów do kibelka. Mama jednak nie chce zmienić swojego zwyczaju prania w pralce. Idąc dalej tym tropem mama znalazła kiedyś dezodorant i jakiś krem w szafce z butami. No wiecie, wychodzimy i nagle mama sobie przypomina, że się nie wysmarowała tymi pachnidłami i nie musi biec do łazienki bo ma wszystko pod ręką. Niestety to też jej się nie podobało. Buty postanowiłam chować w pościeli. Pod podusią jest ciepło więc i w nóżki będzie nam cieplutko. Myślicie, że ten pomysł przeszedł?? No i jeszcze wymyśliłam, że zabawkowe sztućce można schować pod dywan. Wtedy ich nie widać i nie robią bałaganu na podłodze. Majkowe lakiery do paznokci wrzuciłam do kosza z brudami - ten pomysł się mamie chyba spodobał bo ich nie wyciąga (chyba, że chodzi o to żeby Maja ich nie widziała i zapominała o malowaniu paznokci...). Papier toaletowy chciałam porozkładać po całym domu, żeby nie trzeba było biegać po papierek do wytarcia noska. Ten patent też nie przeszedł, ale za to jedna rolkę ukryłam na czarną godzinę w kasku rowerowym. Kiedyś zrobiłam psikusa i zabrałam pilota do telewizora, mama szukała go pół dnia. W końcu mama wpadła na pomysł i dała mi kolejnego- chciała zobaczyć gdzie go odłożę. Nie zdążyłam bo mama nagle sobie przypomniała, że wkładałam coś i wyciągałam z szafki w dużym pokoju. Zguba się odnalazła. Widzicie jaki mam dar, może będę projektować wnętrza?? Na początku byłam niechętna więc mama poprosiła Maję, żeby mi pokazało jak to robić. Spodobało mi się. Gdy mama udaje się w wiadomym celu do toalety idę z nią. Wyciągam nocnik, mama pomaga mi usiąść. Ja cały czas mówię "siiiiiii siiii". Siadam w pieluszce i spodniach, bo tak wygodniej (na gołą pupę nie polecam). Trwa to 5 sekund wstaję rozkładam rączki mówię " ni ma. O nie" i uderzam się o kolanka. Po co znać tyle słów skoro i bez nich można robić tyle ciekawych rzeczy, a z ludźmi i tak się jakoś dogadam.



