niedziela, 28 października 2012

Nie jestem łobuziakiem


Czuję się dotknięta tym ostatnim wpisem Majki, ja łobuz?? Postanowiłam popracować nad sobą. Moją agresywną postawę zmieniłam na przytulanie. Czyli już nie piorę mojej starszej siostry tylko rzucam się na nią by ją przytulić i pocałować. Tylko, że ona czasami mnie odsuwa, wtedy jest mi przykro. No i jeszcze czasami się zapominam i pochodzę do Majki i ją pac, pac, ale zaraz chwila refleksji i rozkładam ramionka i rzucam się na nią. Oczywiście swe pozytywne emocje przelewam też na dorosłych. Gdy coś mi się nie podoba po prostu się obrażam. Wygląda to najczęściej tak, że ktoś mówi "Lenka, NIE", a nie daj Boże w emocjach podniesie głos. Wywalam dolną wargę, robię ją w podkówkę odwracam się na pięcie, ręce zakładam na piersi i smutnym głosem powtarzam "nie, nie". Czasami muszę jeszcze popłakać, gdy ktoś mnie bardzo zrani. Taka już jestem wrażliwa, a nie łobuz. Maja też napisała, że mało mówię. Ma rację, ale i nad tym pracuję. Umiem już gadać z tatą przez telefon, nie widziałam go już bardzo długo (26 dni, a to jeszcze nie koniec):
T: Halo Lenka.
L: Hajo
T: Halo, halo.
L: hajo, hajo
T: Cześć
L: eść
T: Wiesz z kim gadasz??
 L: ta ta, tata. papa


Gadanie może nie najlepiej mi idzie, ale potrafię inne rzeczy np. coraz lepiej wspinam się po meblach (mama pochowała już niektóre krzesełka, stopnie), pomagam też mamie w domu. U nas w domu trochę jest dziwnie wszystko poukładane. Dlatego staram się  dać mamie delikatnie do zrozumienia, że jak się poprzestawia niektóre rzeczy to będzie wygodniej. Mama co jakiś czas urządza pranie, wkłada wszystko do pralki. Ja wpadłam na lepszy pomysł wrzuciłam skarpetki i kilka drobiazgów do kibelka. Mama jednak nie chce zmienić swojego zwyczaju prania w pralce. Idąc dalej tym tropem mama znalazła kiedyś dezodorant i jakiś krem w szafce z butami. No wiecie, wychodzimy i nagle mama sobie przypomina, że się nie wysmarowała tymi pachnidłami i nie musi biec do łazienki bo ma wszystko pod ręką. Niestety to też jej się nie podobało. Buty postanowiłam chować w pościeli. Pod podusią jest ciepło więc i w nóżki będzie nam cieplutko. Myślicie, że ten pomysł przeszedł?? No i jeszcze wymyśliłam, że zabawkowe sztućce można schować pod dywan. Wtedy ich nie widać i nie robią bałaganu na podłodze. Majkowe lakiery do paznokci wrzuciłam do kosza z brudami - ten pomysł się mamie chyba spodobał bo ich nie wyciąga (chyba, że chodzi o to żeby Maja ich nie widziała i zapominała o malowaniu paznokci...). Papier toaletowy chciałam porozkładać po całym domu, żeby nie trzeba było biegać po papierek do wytarcia noska. Ten patent też nie przeszedł, ale za to jedna rolkę ukryłam na czarną godzinę w kasku rowerowym. Kiedyś zrobiłam psikusa i zabrałam pilota do telewizora, mama szukała go pół dnia. W końcu mama wpadła na pomysł i dała mi kolejnego- chciała zobaczyć gdzie go odłożę. Nie zdążyłam bo mama nagle sobie przypomniała, że wkładałam coś i wyciągałam z szafki w dużym pokoju. Zguba się odnalazła. Widzicie jaki mam dar, może będę projektować wnętrza??
 
                                  


Mała próbka obrażonej Lenki

Korzystam też z nocnika:
Na początku byłam niechętna więc mama poprosiła Maję, żeby mi pokazało jak to robić. Spodobało mi się. Gdy mama udaje się w wiadomym celu do toalety idę z nią. Wyciągam nocnik, mama pomaga mi usiąść. Ja cały czas mówię "siiiiiii siiii". Siadam w pieluszce i spodniach, bo tak wygodniej (na gołą pupę nie polecam).  Trwa to 5 sekund wstaję rozkładam rączki mówię " ni ma. O nie" i uderzam się o kolanka. Po co znać tyle słów skoro i bez nich można robić tyle ciekawych rzeczy, a z ludźmi i tak się jakoś dogadam.
Z ciekawostek przyrodniczych. W tamtym tygodniu było tak ciepło, że Maja biegała z krótkim rękawkiem, a w tym tygodniu spadł śnieg. Co dziwniejsze póki co utrzymał się już dwa dni. Sprawdzałam go dziś rączkami, ale zdecydowanie bardziej mi się podoba jak spada z nieba.

niedziela, 21 października 2012

"...Kiep ten, kto da dmuchać sobie w kaszę!" to krasnoludki powiedziały do Skrobka


Widok z "okna" taty pracy. ZDJĘCIA


W poprzednim wpisie zabrakło parę słów o mojej pasji do książek. Bardzo lubię, gdy mama wieczorami czyta mi książki. Mam już swoje ulubione, gdzie na pewno znajdą się "Dzieci z Bullerbyn". Gdy mama się zapyta czy inne mi się nie podobały, to w sumie okazuje się, że i "Karolcia", "Heidi", "Mikołajek" itd... też mi się podobały. Nawet ku wielkiemu zdziwieniu mamy podoba mi się obecnie czytana książka "O krasnoludkach  i sierotce Marysi". Mama mi musi wiele rzeczy tłumaczyć, bo to jakimś dziwnym językiem jest pisane. Bo ta pani co napisała tą książkę to żyła dawno temu, a wtedy tak dziwnie się gadało. Z tego zamiłowania do słuchania wyszło też moje zainteresowanie do literek, których chętnie się nauczyłam. Czasami mi się jeszcze mylą, ale ostatnio nawet się dowiedziałam że jest "u" i "ó". To wszystko jest bardzo skomplikowane, ale z każdym dniem nabiera większego sensu. Te wszystkie literki zaczynają układać mi się w wyrazy, a wyrazy w zdania. Umiem też literować z głowy różne wyrazy np. KOŃ się pisze kuń, hmm a może kóń. To wcale nie jest proste, chyba jeszcze trochę poćwiczę. Z resztą nie prędko zrezygnuje z literatury czytanej przez mamę. Tata też nam czyta, ale jednak to nie to samo. Może dlatego, że mama ma większą wprawę. Tata przecież często wyjeżdża do pracy. Teraz go już nie ma bardzo długo, a mama mówi że nie prędko przyjedzie. Tęsknie coraz bardziej i nawet kazałam mamie zadzwonić do niego do pracy i odwołać mu tą pracę. Podobno tak się nie da. Jak ja jestem chora, albo jak jedziemy do Krakowa to jakoś można zadzwonić do przedszkola i powiedzieć, że mnie nie będzie. Co do mówienia to muszę nieskromnie powiedzieć, że ja w wieku Leny miałam nieco bogatszy zasób słówek. Co prawda jak się z nią przebywa tak długo jak  ja i mama to doskonale wiemy, że
- mama to mama lub tata
- maba to ja lub baba
- bama lub baba to baba
- tata to zazwyczaj tata
Choć czasami nie wiedzieć czemu pani w sklepie też może być mama, bama, maba... Poza tym ja Lenę rozumiem najlepiej np. :
L: ble ble
M: Mamo bo Lena mówi, że jestem pralka.
Jest jeszcze jedna rzecz, o której nie pisałam. Lena mnie strasznie bije. Mama mówi, że ona tak mnie zaczepia, czasami z zazdrości, albo walczy o jakąś rzecz. Co nie zmienia faktu, że ja ciągle obrywam. Bez wstydu dodam, że jej czasami oddaję. Trzymałam nerwy na wodzy długo, ale ile można obrywać od malucha?? Dziś dostałam po głowie plastikową kuchenką, że nie uciekałam (bo wygodnie mi się leżało) Lena mnie prała i prała. Ja płakałam, ale dalej sobie leżałam, więc Lena mnie uszczypnęła w policzek, więc ja w krzyk. Skończyło się tak, że Lena
już miała dość mojego płaczu i sama się rozbeczała. Co mama na to?? Chyba sama już nie wie co robić. Bo Lena i ją biła. Tłumaczenia na niewiele się zdały, pomogło ignorowanie i zagadywanie. Ja tak nie umiem, od razu wołam "Mamo ona mnie bije", a Lena chyba tylko  na to czeka. Łobuz jeden!!

Spacerową porą

niedziela, 7 października 2012

Neeeeee, nie czyli o mnie i Lenie

Lenka wśród swojej literatury
ZDJĘCIA z IX/X
  NIE - to jedno z ulubionych słów mojej młodszej siostrzyczki. Czasami brzmi  jak NE, ale zawsze bardzo stanowcze. Niestety bywa i tak, że mówi "ne", gdy mama coś chce jej dać po czym z chęcią wyciąga łapki lub otwiera buzię. Czasami słychać "ta", albo "tak" co oznacza tak. Co wcale nie musi znaczyć, że Lena tak myśli (choć do obu stwierdzeń dodaje prawidłowe ruchy głową co nadaje powagi całej sytuacji), bo ona przecież może zmienić zdanie. Tak czy siak fajnie jest gdy mama pyta czy zjemy parówy na kolacje, a my ochoczo odpowiadamy TAK. Lena tej stanowczości uczy się niestety ode mnie. Czemu niestety?? Bo ona gdy czegoś bardzo chce to wyciąga ręce i krzyczy (choć czasem zaczyna od stonowanej prośby "dań"). Bywa, że sobie krzyknie ot tak bez powodu. Mama już kilkakrotnie wskazała, że takie a nie inne zachowania Lenka małpuje po mnie. Wiecie, ona chce być taka jak ja. Ja na huśtawkę, ona za mną, ja na łóżko ona też, ja gryzę zabawkę, ona też, ale bez umiaru więc już na zawsze zostaną odbite ślady jej ząbków. Chyba muszę troszkę uważać na to co robię, ale chyba rodzice też muszą mieć się na baczności. Ja chcę być taka jak oni!! Lenka odkrywa w sobie coraz to nowe pasje, typowo kobiece zamiłowania. Uwielbia brać moje pudełko ze skarbami (korale, opaski itp...) i stroić się w świecidełka. Gdy uznaje, że wygląda pięknie przychodzi zaprezentować swoje dodatki. Poza tym zakładanie i ściąganie tych samych korali może urosnąć do rangi sztuki. Lena potrafi siedzieć i powtarzać tą czynność przez kilka minut, a mama się w nią wpatruje niczym w obraz. Ja niestety mam mało czasu, chyba że w przedszkolu, na swoją pasję rysowania. Chociaż i tak mama ma pełne torebki moich rysunków kwiatów i magicznych kul, bo ostatnio tylko to namiętnie rysuję. Lubię też układać puzzle, i muszę się pochwalić że idzie mi ostatnio nieźle, ach i gry planszowe i takie bardziej manualne (o małpkach, czy zgadnij kto to?). Lubię też robić swoją własną biżuterię, to trzeba mieć nie lada cierpliwość żeby nawlekać te małe koraliczki (dziwne, że to lubię bo cierpliwość to raczej cecha charakteru której mi brak). Pokonuję też własne słabości, choć to nieraz kosztem nerwów mamy. Wchodzę na wiszące mosty ("małpi gaj"), w dole nie lada przepaść, a do tego wszystko się rusza. Ja chcę więc idę, gdy zaczynam jęczeć, że się boję mama mówi co mam robić i jest lepiej (chyba że ktoś wpadnie na ten mostek i robi się z niego huśtawka). Gdy przejdę wszyscy są dumni, zwłaszcza ja i powtarzam swój wyczyn (nie oznacza to, że się już nie boję, ale boję się mniej). Tata mówi, że ja się bardziej boję przy mamie, niż przy nim. Fajnie jest gdy najpierw coś wywołuje u mnie lęk, a później okazuje się fajne. Tak było ostatnio w muzeum archeologicznym w Krakowie. Babcia Krysia chciała pokazać mi mumie. Wszystko było ok do momentu gdy się okazało, że sale wystawowe są pogrążone w ciemnościach, a tylko gabloty są podświetlone, to było przerażające. Najpierw oglądnęłam wystawę z rąk mamy i babci, ale wracałam do wyjścia o własnych siłach. Później siłą zaciągnęłam tam tatusia, bo tak bardzo mi się tam spodobało.
Z ciocią Karinką w Krakowie