poniedziałek, 30 listopada 2009

W domku, domeczku

NOWE ZDJĘCIA
Na reszcie wróciłyśmy do domku. Teraz już czekamy na tatunia, mama mówi że już jutro będzie. Ja bardzo za nim tęsknie, bo ja go "Ajlowju". Cieszę się też z powrotu do Częstochowy bo tu jest "IKI" i "INKA" (Miki i Malwinka). Wczoraj się z nimi chwilkę widziałam i się bawiliśmy. Malwiniak już raczkuje i nawet próbuje chodzić. Jest prawie taka duża jak ja, ale dla mnie i tak jest "taka mała". Muszę koniecznie namówić rodziców, żebyśmy pojechali do nich (już nie mogę się doczekać).
Co do szczura. Mama się trochę obawiała tego co zastaniemy w domu po tak długiej nieobecności. Ku wielkiemu zdziwieniu i radości nie ma żadnych śladów bytowania tego potwora. Ostatni raz słyszałyśmy o szczurze od sąsiada. Albo nasz "domowy" szczurek, albo któryś z jego rodziny rozgościł się w dziecięcym wózku sąsiadów (stojącym na klatce schodowej). Od tamtej pory ciiiiiiiisza....
Co do moich nowych umiejętności to powtarzam i powtarzam nowe słówka. Mówię też:
"Maja je", "Maja cyta", "Maja siedzi"...

PS.Poprzednie zdjęcia póki co są zaginione w akcji, ale jeszcze do odzyskania..

niedziela, 22 listopada 2009

Odwiedziny w Krakowie




Od dziesięciu dni przebywamy w Krakowie. Początek naszej wyprawy był dość niefortunny. Wyjeżdżając z Częstochowy mieliśmy awarię autka. Dobrze, że nie spotkało nas to na trasie. Z 4 godzinnym opóźnieniem wyruszyliśmy w drogę. Sytuacja ta zmieniła nasze plany, a właściwie plany rodziców... Tak widocznie miało być. Ja byłam przeszczęśliwa widząc babcie, ciocię, Pibę, a później jeszcze dojechała moja prababcia. Z tej radości nawet nie zauważałam, jak rodzice wychodzili z domu. Po wyjeździe taty do pracy zaczęłam lepiej pilnować mamy i już mniej chętnie chcę żeby sobie szła. Coraz łatwiej idzie mi dogadywanie się z dorosłymi. Oni się cieszą jak powtarzam różne słówka, śpiewam i tańczę. Gniewają się jak wypijam wodę z miski Piby, albo moczę tam rączki i nóżki. Nie rozumiem też, czemu wujek Tomek pozwala mi drzeć książkę (telefoniczną), a jak biorę książki babci to się na mnie gniewają. Zresztą takich sytuacji jest więcej (ktoś coś pozwala, a mama "NIE"). Mogliby się zdecydować. Trochę spaceruję, bo wróciła piękna jesień. Najbardziej lubię skakać po kałużach jak teletubisie. Bo ja bardzo lubię teletubisie. Mamie nie podoba się KRECIK. Mówi, że są tam dziwne sceny:
1. W odcinku jak Krecik szuka leku, by ozdrowić myszkę, spotyka MAK (chyba). Papuga go namawia, by on go powąchał. Krecik wącha, zasypia i zaczyna lewitować. Później przychodzi słoń, który też wącha i też ma odlot...
2. Zbyt obrazowy poród zajączka też mamie nie przypadł do gustu.
3. W odcinku o srogiej zimie, gdzie KRECIK i przyjaciele ratują mężczyznę przed zamarznięciem, też są sceny, przy których mama kręci nosem. Gdy przychodzi wiosna, mężczyzna wybiega na podwórze i rozbiera się do naga, nagusieńka. Później goni go dzik, a on ucieka na rowerze (nadal w stroju Adama). Dopiero, gdy wpada do jeziora i wychodzi mokry zaczyna się wstydzić...
Poza tym tatuń pojechał do schroniska i zawiózł kilka rzeczy dla piesków i kotków. Byłam na kopcu Kraka ("góyja"), a tam było widać taki duuuży "balon" (tzw. nielot). Bardzo chciałam pójść do niego, ale mama twierdziła, że to daleko było. Spacerowałam trochę po rynku krakowskim i jeździłam MPK. Szczerze, to ja już wolę autem podróżować. Tak nam pomalutku mijają dni (mama korzysta i zostawia mnie z ciocią i babcią, a sama chodzi na spotkania i zakupy). Już niedługo wrócimy do domeczku, a i do powrotu tatunia coraz mniej dni...

PS. Albo komputer babci, albo coś innego powoduje, że nie można zobaczyć zdjęć -->postaramy się to zmienić.

środa, 4 listopada 2009

Zimny listopad



Za nami kilka ważnych dat:
27 października urodziła się moja koleżanka Antosia. To TA co siedziała w brzuchu u cioci Jajo...
29 października były urodziny mojego tatunia, szkoda że był tego dnia w pracy...
Ku mojej ogromnej radości 30 października tatuń wrócił do domu i możemy się razem bawić. Bardzo za nim się stęskniłam. Odwiedziliśmy też moje babcie "Anie" i "Dzidzie" i "dziadzia". A tam to dopiero mogłam się wyszaleć. Byłam też na cmentarzach i zapalałam znicze z tatuniem i obrywałam kwiatuszki... Trochę też spacerujemy, ale coraz krócej. Zrobiło się już mroźno, a mi się źle chodzi jak mam tyle ubranek na sobie. W domu rysujemy i piszemy, nawet mamy małą wystawę rysunków mamy i taty. Tatuń się dużo "uciy" i trzeba być "ciii" i mu nie przeszkadzać. Z tym sobie nie radzę bo ile można siedzieć tylko z mamą?? Co jakiś czas przychodzę do taty do pokoju i mu zawracam głowę. Moje ulubione powiedzenie z ostatnich dni to:
"Nie bój się"
(Od mamy: Maja wcześniej mówiła "boje boje" gdy czegoś się bała np. odkurzacza. Ciągle jej mówiliśmy "nie bój się". Teraz sama do siebie mówi "nie bój się", albo do nas co brzmi bardzo zabawnie).
Miałam też przygodę z pendrivem, który tata zostawił w komputerze. Mama mi wytłumaczyła, że to "tati" i "nie" mogę tego dotykać. Gdy tatuń się obudził chciał mi wytłumaczyć co TO. Powiedział "USBeee", ja się strasznie rozpłakałam... Dopiero po chwili rodzice zrozumieli dlaczego. Jak tatuń powiedział "Beee" to zrobilo mi się strasznie przykro...
Więcej śmiechu było z orzechami. Gdy byłam u babci, to powkładałam do butów w przedpokoju orzechy. Wszyscy ubierając buty je powyciągali. Był jeden wyjątek... Gdy kolejnego dnia mama chciała włożyć mi buta, okazało się, że w moim bucie też był orzech, a dzień wcześniej mama wcisnęła moją stopkę do buta z orzeszkiem...