niedziela, 22 listopada 2009

Odwiedziny w Krakowie




Od dziesięciu dni przebywamy w Krakowie. Początek naszej wyprawy był dość niefortunny. Wyjeżdżając z Częstochowy mieliśmy awarię autka. Dobrze, że nie spotkało nas to na trasie. Z 4 godzinnym opóźnieniem wyruszyliśmy w drogę. Sytuacja ta zmieniła nasze plany, a właściwie plany rodziców... Tak widocznie miało być. Ja byłam przeszczęśliwa widząc babcie, ciocię, Pibę, a później jeszcze dojechała moja prababcia. Z tej radości nawet nie zauważałam, jak rodzice wychodzili z domu. Po wyjeździe taty do pracy zaczęłam lepiej pilnować mamy i już mniej chętnie chcę żeby sobie szła. Coraz łatwiej idzie mi dogadywanie się z dorosłymi. Oni się cieszą jak powtarzam różne słówka, śpiewam i tańczę. Gniewają się jak wypijam wodę z miski Piby, albo moczę tam rączki i nóżki. Nie rozumiem też, czemu wujek Tomek pozwala mi drzeć książkę (telefoniczną), a jak biorę książki babci to się na mnie gniewają. Zresztą takich sytuacji jest więcej (ktoś coś pozwala, a mama "NIE"). Mogliby się zdecydować. Trochę spaceruję, bo wróciła piękna jesień. Najbardziej lubię skakać po kałużach jak teletubisie. Bo ja bardzo lubię teletubisie. Mamie nie podoba się KRECIK. Mówi, że są tam dziwne sceny:
1. W odcinku jak Krecik szuka leku, by ozdrowić myszkę, spotyka MAK (chyba). Papuga go namawia, by on go powąchał. Krecik wącha, zasypia i zaczyna lewitować. Później przychodzi słoń, który też wącha i też ma odlot...
2. Zbyt obrazowy poród zajączka też mamie nie przypadł do gustu.
3. W odcinku o srogiej zimie, gdzie KRECIK i przyjaciele ratują mężczyznę przed zamarznięciem, też są sceny, przy których mama kręci nosem. Gdy przychodzi wiosna, mężczyzna wybiega na podwórze i rozbiera się do naga, nagusieńka. Później goni go dzik, a on ucieka na rowerze (nadal w stroju Adama). Dopiero, gdy wpada do jeziora i wychodzi mokry zaczyna się wstydzić...
Poza tym tatuń pojechał do schroniska i zawiózł kilka rzeczy dla piesków i kotków. Byłam na kopcu Kraka ("góyja"), a tam było widać taki duuuży "balon" (tzw. nielot). Bardzo chciałam pójść do niego, ale mama twierdziła, że to daleko było. Spacerowałam trochę po rynku krakowskim i jeździłam MPK. Szczerze, to ja już wolę autem podróżować. Tak nam pomalutku mijają dni (mama korzysta i zostawia mnie z ciocią i babcią, a sama chodzi na spotkania i zakupy). Już niedługo wrócimy do domeczku, a i do powrotu tatunia coraz mniej dni...

PS. Albo komputer babci, albo coś innego powoduje, że nie można zobaczyć zdjęć -->postaramy się to zmienić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz