środa, 4 listopada 2009

Zimny listopad



Za nami kilka ważnych dat:
27 października urodziła się moja koleżanka Antosia. To TA co siedziała w brzuchu u cioci Jajo...
29 października były urodziny mojego tatunia, szkoda że był tego dnia w pracy...
Ku mojej ogromnej radości 30 października tatuń wrócił do domu i możemy się razem bawić. Bardzo za nim się stęskniłam. Odwiedziliśmy też moje babcie "Anie" i "Dzidzie" i "dziadzia". A tam to dopiero mogłam się wyszaleć. Byłam też na cmentarzach i zapalałam znicze z tatuniem i obrywałam kwiatuszki... Trochę też spacerujemy, ale coraz krócej. Zrobiło się już mroźno, a mi się źle chodzi jak mam tyle ubranek na sobie. W domu rysujemy i piszemy, nawet mamy małą wystawę rysunków mamy i taty. Tatuń się dużo "uciy" i trzeba być "ciii" i mu nie przeszkadzać. Z tym sobie nie radzę bo ile można siedzieć tylko z mamą?? Co jakiś czas przychodzę do taty do pokoju i mu zawracam głowę. Moje ulubione powiedzenie z ostatnich dni to:
"Nie bój się"
(Od mamy: Maja wcześniej mówiła "boje boje" gdy czegoś się bała np. odkurzacza. Ciągle jej mówiliśmy "nie bój się". Teraz sama do siebie mówi "nie bój się", albo do nas co brzmi bardzo zabawnie).
Miałam też przygodę z pendrivem, który tata zostawił w komputerze. Mama mi wytłumaczyła, że to "tati" i "nie" mogę tego dotykać. Gdy tatuń się obudził chciał mi wytłumaczyć co TO. Powiedział "USBeee", ja się strasznie rozpłakałam... Dopiero po chwili rodzice zrozumieli dlaczego. Jak tatuń powiedział "Beee" to zrobilo mi się strasznie przykro...
Więcej śmiechu było z orzechami. Gdy byłam u babci, to powkładałam do butów w przedpokoju orzechy. Wszyscy ubierając buty je powyciągali. Był jeden wyjątek... Gdy kolejnego dnia mama chciała włożyć mi buta, okazało się, że w moim bucie też był orzech, a dzień wcześniej mama wcisnęła moją stopkę do buta z orzeszkiem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz