Za oknem pada śnieg. Może trochę zimy będzie podczas Świąt?
Ja już jestem po przedszkolnym przedstawieniu. Najpierw w niedzielę oświadczyłam rodzicom, że nie chcę byś ŚNIEŻYNKĄ tylko tęczą i że nie chcę być żoną bałwana. Oni nawet nie wiedzieli, że mam mieć taką rolę. Ja im nie o wszystkim mówię, a czasami coś poprzekręcam. Zbuntowałam się i rola żony przypadła Klauduni. Strój, który rodzice przygotowali bardzo mi się podobał. Sukienka się kręciła, co dla mnie jest niewątpliwe ważne w ubiorze. Mama marudzi że ciocie mnie nie uczesały i troszkę nie poprawiły bluzki. Mimo tych małych niedogodności ja bawiłam się znakomicie. Ładnie powiedziałam wierszyk, śpiewałam i trochę potańczyłam. Wszyscy ładnie przedstawiali, tylko mały Olek i Mikołaj uciekli do mam. Na duże barwa zasłużył niewątpliwie bałwanek, który śpiewał najgłośniej ze wszystkich dzieciaków i mówił bardzo długi wierszyk.
Wieczorem rodzice zabrali mnie na lody, na które miałam ochotę już od dawna. Po zjedzeniu prawie całego lodowego deseru oznajmiłam:
- Wiesz mamo zimno mi w brzuszku. Miałaś racje, że lodów zimą się nie je.
Później poszliśmy na targi świąteczne w III Alei. Rodzice kupili mi puchatą czapkę, którą tak pokochałam że z nią spałam. Gdy po północy poszłam do łóżka rodziców przypomniałam sobie, że jej nie wzięłam więc musiałam po nią wrócić (co z tego że środek nocy i ciemno).
---------------------------------------------------------------------------------------------------------ZDJĘCIA-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Oglądając przed zaśnięciem:
- Mam nadzieję, że tam będą kolorowe obrazki. Jak ich nie będzie to ja chyba oszaleje.
Cała nasza rodzinka życzy wszystkim, którzy tu zaglądają WESOŁYCH, BIAŁYCH, ZDROWYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA.
A Lenka na to "prrrrrrr" (z prysznicem śliny)
Blog dla moich bliskich, którzy są daleko i nie mogą na co dzień patrzeć jak rośniemy.
środa, 21 grudnia 2011
piątek, 16 grudnia 2011
ŚNIEŻYNKA
Od 2 tygodni chodzę do przedszkola.Pierwsze dni były ciężkie, a nawet jeszcze dziś pierwsze o co rano spytałam to:
- Ile jeszcze dni mam chodzić do przedszkola?
Teraz jak większość ludzi czekam na wolne dni(na weekend). Niby nie lubię rano wstawać, ale z przedszkola nie chcę wychodzić. Rodzice odbierają mnie o 14, a przez dwa ostatnie dni odsyłałam ich z kwitkiem. Dobrze się bawię i nie chcę do domu. W piątek zostałam, aż do 16:30. Lubię tam być, ale i tak czasami zdarza mi się płakać za mamą. Teraz w przedszkolu są wielkie przygotowania do występów o tematyce ZIMY. Ja mam być ŚNIEŻYNKĄ, mam do powiedzenia dwie linijki wierszyka i do zaśpiewania jedną zwrotkę piosenki. Ja nie chcę śpiewać, o nie nie. Ciocia poskarżyła mamie, że nie chcę i rodzice próbowali mnie przekonać, żebym śpiewała... Czy ja wiem? We wtorek się okaże czy skutecznie(hihi).
Ostatnio odwiedzili nas znajomi rodziców. Bardzo byłam niezadowolona z perspektywy ich odwiedzin.
MAMA: Maju ciocia Aga jest moją przyjaciółką, tak jak Marysia twoją. Ja Marysię lubię, zapraszam do naszego domu i jestem dla niej miła. Chciałabym, żebyś też była miła dla cioci i wujka.
JA: Dobrze mamo, polubię ją trochę.
MAMA: To bardzo się ciesze. Wujek Paweł to ten co naprawiał samochód pod blokiem babci Krysi, a ty dla niego kwiatki zbierałaś.Pamiętasz??
JA: Tak, ale ja go nie lubię.
MAMA: Skoro go nie lubisz to czemu kwiatki mu dawałaś?
JA: Żeby mu nie było przykro, że go nie lubię.
W rezultacie okazało, się że z ciocią super się bawiłam, a i wujkowi chyba więcej kwiatków nie dam. Fajnie było. Wszyscy (oprócz Lenki) bawiliśmy się ciastoliną. Dorośli są fajni.
Nasza Lenka 22 grudnia skończy 4 miesiące (niektóre ubranka 62 są już są małe), a już waży prawie 7 kg. Przekręca się z boku na boczek, wyciąga rączki i próbuje łapać co ma w ich zasięgu. Lubi spać na spacerach, za to w domu wciągu dnia nie bardzo jej to wychodzi. W nocy póki co śpi ładnie. Ja lubię ją straszyć i "ciągnąć" za nogi. Mama początkowo miała wątpliwości co do moich intencji, ale gdy zobaczyła jaką wielką radość sprawiam Lence przestała się wtrącać. Tylko do znudzenia słyszę: DELIKATNIE!! Młoda lubi patrzeć jak skaczę po łóżku, jak się kręcę i przewracam (śmieje się ze mnie). Postanowiła też wrócić do prób siadania, chyba podoba się jej inny punkt widzenia. Do swoich standardowych zwrotów "agu" itp. dodała "plll" do tego wystawia jęzor i pluje (generalnie ślini się znacznie- patrz zdjęcie do góry). Postanowiła też wypić mleko z butli podczas gdy ja i mama poszłyśmy na kulki.
JA: Mamo do czego służą te rybki??
MAMA: jakie rybki?
Ja: Takie zimne kształty.
Chodziło mi o lód,który tata chciał mi przyłożyć do nosa. Miał on bliskie spotkanie z szafką.
- Ile jeszcze dni mam chodzić do przedszkola?
Teraz jak większość ludzi czekam na wolne dni(na weekend). Niby nie lubię rano wstawać, ale z przedszkola nie chcę wychodzić. Rodzice odbierają mnie o 14, a przez dwa ostatnie dni odsyłałam ich z kwitkiem. Dobrze się bawię i nie chcę do domu. W piątek zostałam, aż do 16:30. Lubię tam być, ale i tak czasami zdarza mi się płakać za mamą. Teraz w przedszkolu są wielkie przygotowania do występów o tematyce ZIMY. Ja mam być ŚNIEŻYNKĄ, mam do powiedzenia dwie linijki wierszyka i do zaśpiewania jedną zwrotkę piosenki. Ja nie chcę śpiewać, o nie nie. Ciocia poskarżyła mamie, że nie chcę i rodzice próbowali mnie przekonać, żebym śpiewała... Czy ja wiem? We wtorek się okaże czy skutecznie(hihi).
Ostatnio odwiedzili nas znajomi rodziców. Bardzo byłam niezadowolona z perspektywy ich odwiedzin.
MAMA: Maju ciocia Aga jest moją przyjaciółką, tak jak Marysia twoją. Ja Marysię lubię, zapraszam do naszego domu i jestem dla niej miła. Chciałabym, żebyś też była miła dla cioci i wujka.
JA: Dobrze mamo, polubię ją trochę.
MAMA: To bardzo się ciesze. Wujek Paweł to ten co naprawiał samochód pod blokiem babci Krysi, a ty dla niego kwiatki zbierałaś.Pamiętasz??
JA: Tak, ale ja go nie lubię.
MAMA: Skoro go nie lubisz to czemu kwiatki mu dawałaś?
JA: Żeby mu nie było przykro, że go nie lubię.
W rezultacie okazało, się że z ciocią super się bawiłam, a i wujkowi chyba więcej kwiatków nie dam. Fajnie było. Wszyscy (oprócz Lenki) bawiliśmy się ciastoliną. Dorośli są fajni.
Nasza Lenka 22 grudnia skończy 4 miesiące (niektóre ubranka 62 są już są małe), a już waży prawie 7 kg. Przekręca się z boku na boczek, wyciąga rączki i próbuje łapać co ma w ich zasięgu. Lubi spać na spacerach, za to w domu wciągu dnia nie bardzo jej to wychodzi. W nocy póki co śpi ładnie. Ja lubię ją straszyć i "ciągnąć" za nogi. Mama początkowo miała wątpliwości co do moich intencji, ale gdy zobaczyła jaką wielką radość sprawiam Lence przestała się wtrącać. Tylko do znudzenia słyszę: DELIKATNIE!! Młoda lubi patrzeć jak skaczę po łóżku, jak się kręcę i przewracam (śmieje się ze mnie). Postanowiła też wrócić do prób siadania, chyba podoba się jej inny punkt widzenia. Do swoich standardowych zwrotów "agu" itp. dodała "plll" do tego wystawia jęzor i pluje (generalnie ślini się znacznie- patrz zdjęcie do góry). Postanowiła też wypić mleko z butli podczas gdy ja i mama poszłyśmy na kulki.
JA: Mamo do czego służą te rybki??
MAMA: jakie rybki?
Ja: Takie zimne kształty.
Chodziło mi o lód,który tata chciał mi przyłożyć do nosa. Miał on bliskie spotkanie z szafką.
niedziela, 4 grudnia 2011
Mikołajki
W końcu się rozkręciło i ostatnie dni były pełne wrażeń. W piątek odbyły się urodziny Maryśki, to już trzecie. Od rana nie mogłam się doczekać, aż przyjdą po mnie i wezmą na kule (bo tam miała być imprezka).
-----------------------------------------------------------------------------To cała nasza paczka (Krysia, Marysia,ja, Ola i Tomek)----------------------------------------------------------------------------
Mamę i Lenkę zostawiłam w domu, tata był w pracy więc hulaj dusza. Wyszalałam się, najadłam słodyczy i chyba śmiało można powiedzieć że to była niezapomniana impreza. Nawet wszystkie ciocie bawiły się wyśmienicie, ale nie lepiej od nas (chociaż??). Marysia zaprosiła całą paczkę z podwórka, była Ola i Krysia, Tomek, Marychna i Ja.
W sobotę (3.XII) rano okazało, się że Święty Mikołaj przyniósł mi prezent. Zostawił też długi list, w którym wyjaśnił mi swój pośpiech. Wszystko przez bałagan jaki zrobiły wróżki, elfy i aniołki. Przez to zamieszanie Mikołaj miał dużo więcej pracy i wszystko mu się pomyliło. Prezent nie był do końca taki jaki sobie wymarzyłam, ale i tak polubiłam mojego psa. Pies nazywa się Ola, ale nie umiem powiedzieć czemu padło na to imię. Oczywiście to zabawka, ale i tak czasem w ferworze zabawy do niej gadam i chętnie jej pomagam w pokonywaniu przeszkód. Gdy mama się zapomni to chętnie jej przypominam, że to tylko zabawka. To nie koniec dziwnych zdarzeń. Dziś (niedziela) przyjechał do nas dziadek i ciocia Karinka. Nic w tym nadzwyczajnego, ale po drodze napotkali na straszną mgłę. Myśleli, że się zgubili, aż tu nagle widzą czerwone światełko. Okazało się, że to był nos Rudolfa. Spotkali samego Świętego Mikołaja, a on im wręczył resztę zagubionych prezentów. Dostałam tyle rzeczy, że mama aż pobladła (bo już nie mamy gdzie tego układać). Dla Lenki też było parę drobiazgów. Ona gości przywitała nieufnym spojrzeniem, dawno ich u nas nie było, nic więc dziwnego. Po jakimś czasie gadała z nimi i śmiała się, sprawiając radość wszystkim. O 16 poszłam z ciocią do teatru na Jasia i Małgosię. Bilety to był prezent, który Mikołaj przyniósł babci Ani (niezły bałagan - jeszcze jedna część prezentów przez pomyłkę trafiła do babci Krysi i Karina mi je przywiozła). Przedstawienie było niczego sobie. Podobały mi się wiewiórki, smakowity domek baby Jagi, to że Jaś sam się uwolnił i że kot karmił Małgosię. Nie podobała mi się baby Jaga i jak zrobiło się ciemno na sali. Na koniec biłam brawo razem z moją ukochaną kuzynką Malwinką (ona i Miki tez dostali takie bilety). Później przyszły panie śnieżynki, które zaprosiły Mikołaja i jego brata (który wygląda tak samo). Oni wręczyli dzieciakom pudła ze smakołykami i reniferkiem. Po powrocie do domu było mi nieco przykro, bo nie mogłam iść z moją ukochaną kuzynką do babci. Chyba za bardzo płakałam i mama myślała, że jestem zmęczona i nie pozwoliła mi iść. Później udowodniłam jej jak bardzo była w błędzie. Dziś pierwszy raz kapałam się z Leną. Najpierw było fajnie. Lena pluskała nogami i rękami, ale później mnie wkurzyło że zajmuje tyle miejsca i że wszyscy się skupiają na niej. Po kąpieli ciocia i dziadek pojechali. Ja z Lenką nie dawałam za wygraną. Wieczorynka, czytanie bajek, rozmowy z mamą, a my wcale, a wcale nie byłyśmy śpiące. Ja robiłam "buuu", a Lenek się śmiał. Mama nas musiała rozdzielić, żebyśmy mogły usnąć. Jutro mam wcześnie wstać bo czeka mnie wyprawa do przedszkola (JA NIE CHCĘ DO PRZEDSZKOLA!!). Podobno we wtorek też ma przyjść tam ten Święty Mikołaj- czyste szaleństwo.
--------------------------------------------------------------------------------------------------ZDJĘCIA-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-----------------------------------------------------------------------------To cała nasza paczka (Krysia, Marysia,ja, Ola i Tomek)----------------------------------------------------------------------------
Mamę i Lenkę zostawiłam w domu, tata był w pracy więc hulaj dusza. Wyszalałam się, najadłam słodyczy i chyba śmiało można powiedzieć że to była niezapomniana impreza. Nawet wszystkie ciocie bawiły się wyśmienicie, ale nie lepiej od nas (chociaż??). Marysia zaprosiła całą paczkę z podwórka, była Ola i Krysia, Tomek, Marychna i Ja.
W sobotę (3.XII) rano okazało, się że Święty Mikołaj przyniósł mi prezent. Zostawił też długi list, w którym wyjaśnił mi swój pośpiech. Wszystko przez bałagan jaki zrobiły wróżki, elfy i aniołki. Przez to zamieszanie Mikołaj miał dużo więcej pracy i wszystko mu się pomyliło. Prezent nie był do końca taki jaki sobie wymarzyłam, ale i tak polubiłam mojego psa. Pies nazywa się Ola, ale nie umiem powiedzieć czemu padło na to imię. Oczywiście to zabawka, ale i tak czasem w ferworze zabawy do niej gadam i chętnie jej pomagam w pokonywaniu przeszkód. Gdy mama się zapomni to chętnie jej przypominam, że to tylko zabawka. To nie koniec dziwnych zdarzeń. Dziś (niedziela) przyjechał do nas dziadek i ciocia Karinka. Nic w tym nadzwyczajnego, ale po drodze napotkali na straszną mgłę. Myśleli, że się zgubili, aż tu nagle widzą czerwone światełko. Okazało się, że to był nos Rudolfa. Spotkali samego Świętego Mikołaja, a on im wręczył resztę zagubionych prezentów. Dostałam tyle rzeczy, że mama aż pobladła (bo już nie mamy gdzie tego układać). Dla Lenki też było parę drobiazgów. Ona gości przywitała nieufnym spojrzeniem, dawno ich u nas nie było, nic więc dziwnego. Po jakimś czasie gadała z nimi i śmiała się, sprawiając radość wszystkim. O 16 poszłam z ciocią do teatru na Jasia i Małgosię. Bilety to był prezent, który Mikołaj przyniósł babci Ani (niezły bałagan - jeszcze jedna część prezentów przez pomyłkę trafiła do babci Krysi i Karina mi je przywiozła). Przedstawienie było niczego sobie. Podobały mi się wiewiórki, smakowity domek baby Jagi, to że Jaś sam się uwolnił i że kot karmił Małgosię. Nie podobała mi się baby Jaga i jak zrobiło się ciemno na sali. Na koniec biłam brawo razem z moją ukochaną kuzynką Malwinką (ona i Miki tez dostali takie bilety). Później przyszły panie śnieżynki, które zaprosiły Mikołaja i jego brata (który wygląda tak samo). Oni wręczyli dzieciakom pudła ze smakołykami i reniferkiem. Po powrocie do domu było mi nieco przykro, bo nie mogłam iść z moją ukochaną kuzynką do babci. Chyba za bardzo płakałam i mama myślała, że jestem zmęczona i nie pozwoliła mi iść. Później udowodniłam jej jak bardzo była w błędzie. Dziś pierwszy raz kapałam się z Leną. Najpierw było fajnie. Lena pluskała nogami i rękami, ale później mnie wkurzyło że zajmuje tyle miejsca i że wszyscy się skupiają na niej. Po kąpieli ciocia i dziadek pojechali. Ja z Lenką nie dawałam za wygraną. Wieczorynka, czytanie bajek, rozmowy z mamą, a my wcale, a wcale nie byłyśmy śpiące. Ja robiłam "buuu", a Lenek się śmiał. Mama nas musiała rozdzielić, żebyśmy mogły usnąć. Jutro mam wcześnie wstać bo czeka mnie wyprawa do przedszkola (JA NIE CHCĘ DO PRZEDSZKOLA!!). Podobno we wtorek też ma przyjść tam ten Święty Mikołaj- czyste szaleństwo.
--------------------------------------------------------------------------------------------------ZDJĘCIA-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
czwartek, 1 grudnia 2011
listopadowy katar
Podsumowując listopad to 10 dni byłam w przedszkolu, a to i tak lepszy wynik niż w październiku (wtedy byłam 9 dni). Przez tydzień nie miałam kataru (czego Lenka może mi pozazdrościć bo ona ma od września non stop). Pani doktor już nas poznaje, ale chyba skończyły jej się pomysły jak nam pomóc. Katar nie byłby taki straszny gdyby nie to, że jak się on pojawia to zaraz wraca zapalenie spojówek. Tak więc większą część listopada spędziłam w domu z rodzicami i Lenką. Nasze spacery ograniczały się do najbliższej okolicy. Ja chcę już do przedszkola!! Dobrze, że chociaż mogłam trochę bawić się z Malwiniakiem i Mikim. Wczoraj nawet odwiedziła mnie Maryśka, ale ja się za nią stęskniłam. Niestety i ją bierze jakaś choroba. Oby się do jutra wykurowała, bo mieliśmy świętować jej 3 urodziny na kulkach. Ja chcę na kulki, do dzieci!!
-----------------------------------------------------------------------------------------Zdjęcia------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Leneczka chyba coraz bardziej mnie lubi. Więcej się do mnie uśmiecha i często sobie gadamy. Najlepszą porą na gaduły jest "ranek" (tzn. okolica 9). Rodzice smacznie śpią, a my zaczynamy "aaaaaaayyyyyy", "ooooooooollllllllaaaaaa", a potem się chichramy, aż w końcu te nasze śpiochy łaskawie otworzą oczy. Ja moją siostrzyczkę rozumiem doskonale. Kiedyś mama otwiera oczy, a ja koło Lenki, w jej łóżeczku. Mama była lekko zdziwiona, ale przecież Lenka kazała mi tam usiąść.
Coś na co mama nigdy nie wpadła:
- Mamo czy żółw jest gadem dlatego, że dużo gada??
Napisaliście już listy do Świętego Mikołaja?? Ja już dawno to zrobiłam i nie mogę się doczekać kiedy w końcu przyjdzie...
Prośba od mamy. Ci którzy jeszcze nie zagłosowali to żeby oddali głos na nasze przedszkole:
Częstochowa i okolice
przedszkole 13 z Gwiezdnej 2
praca ŻABEK
http://meblikkonkursy.pl/galeria_prac.php
Dzięki!!
-----------------------------------------------------------------------------------------Zdjęcia------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Leneczka chyba coraz bardziej mnie lubi. Więcej się do mnie uśmiecha i często sobie gadamy. Najlepszą porą na gaduły jest "ranek" (tzn. okolica 9). Rodzice smacznie śpią, a my zaczynamy "aaaaaaayyyyyy", "ooooooooollllllllaaaaaa", a potem się chichramy, aż w końcu te nasze śpiochy łaskawie otworzą oczy. Ja moją siostrzyczkę rozumiem doskonale. Kiedyś mama otwiera oczy, a ja koło Lenki, w jej łóżeczku. Mama była lekko zdziwiona, ale przecież Lenka kazała mi tam usiąść.
Coś na co mama nigdy nie wpadła:
- Mamo czy żółw jest gadem dlatego, że dużo gada??
Napisaliście już listy do Świętego Mikołaja?? Ja już dawno to zrobiłam i nie mogę się doczekać kiedy w końcu przyjdzie...
Prośba od mamy. Ci którzy jeszcze nie zagłosowali to żeby oddali głos na nasze przedszkole:
Częstochowa i okolice
przedszkole 13 z Gwiezdnej 2
praca ŻABEK
http://meblikkonkursy.pl/galeria_prac.php
Dzięki!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
