środa, 29 kwietnia 2015

Oh, jak cudowna jest Jura!!!


Remont już za nami, nawet porządki mama uznaje za zakończone. Jeszcze nie możemy spać w naszym pokoiku bo czekamy na nasze nowe łóżeczko. Rodzice kupili już meble, a tata bohatersko je skręcił. Dostałyśmy biurka, krzesełka, lampki... Mama po ustawieniu nowych nabytków kręciła nosem. Nagle odkryła, że pokój małych dzieci zamienił się w pokoik dużych dziewczyn. Lenka i ja jesteśmy zadowolone, a to przecież najważniejsze. Nie możemy się doczekać, aż już wszystko będzie na swoim miejscu. 


Dwa tygodnie temu odwiedziliśmy Kraków. Rodzice chcieli nas zabrać Doliny Chochołowskiej, na krokusy, ale pogoda była niepewna i pokrzyżowała nam plany (może za rok?). My z tego powodu nie ucierpiałyśmy.  Nacieszyłyśmy się babcią, Kornelcią, ciocią i Małiśką, a rodzice mogli kupić nam meble (nie wszystko można załatwić w naszym mieście).
ZDJĘCIA
W miniony weekend była przepiękna pogoda, a rodzice przyszykowali dla nas wspaniałą wycieczkę. Zawieźli nas do Żarek (miejscowość niedaleko Częstochowy), a stamtąd rowerami udaliśmy się do Mirowa i Bobolic. Między tymi miejscowościami jest wspaniała (idealna na nasze potrzeby) droga rowerowa. Jedzie się przez lasy, górki i pagórki. Dookoła piękne jurajskie widoki, kwitnące drzewa, zapachy lasu i wiosny. Początek naszej wycieczki rowerowej miałam trudny. Marudziłam, a nawet płakałam. Mama starała się mnie motywować, uspokajać, ale było ciężko. Bardzo chciałam być ciągle pierwsza i nie bardzo mogłam pojąć czemu mój mały rowerek musi być wolniejszy od dużego roweru taty. Przecież ja chciałam i kropka. Mama się wkurzała i odjeżdżała by zaczekać na mnie np. na górze. Ja w tym czasie zaciskałam zęby, płakałam i gadałam sama do siebie "Majka dasz rade...". Po trzech podjazdach było znacznie lepiej i atmosfera stała się sielankowa. Dojechaliśmy do Mirowa gdzie zrobiliśmy przerwę na kanapeczki i obeszliśmy ruiny zamku. Później dojechaliśmy do Bobolic. Tam znajduje się odbudowany zamek przed którym stoi tabliczka - UWAGA DUCHY. Musieliśmy sprawdzić czy tam naprawdę straszy. Rowery zostawiliśmy u podnóża góry zamkowej, a rycerz sprzedał nam bilety. W pierwszej komnacie było podejrzanie ciemno, na końcu stał pniaczek z wbitą siekierą. Tata wszedł pierwszy, a mrok sprawił że szedł powoli i kątem oka zobaczył ducha. Weszłyśmy za nim, a mama zauważyła jego dziwne zachowanie:
- Coś tam jest?
- Nie wiem. - odpowiedział tata i podświetlił sobie podejrzany zakamarek lampą błyskową aparatu. Mama w tym czasie dostrzegła czubki butów, a my stałyśmy wielce zaniepokojone.
- No i co tam zobaczyłeś?- pytała mama
- Eeee to tylko manekin, wejdź i zobacz.
- Ja tam nie wejdę.
- No mówię Ci to  manekin.
- Nawet jak manekin to nie wejdę bo się wystraszę.
Mama podjęła decyzję, że opuszczamy podejrzane miejsce, a w tym czasie domniemany manekin wyskoczył i zrobił:
- Łaaa
Mama i tata zanosili się śmiechem, a nam zbierało się na płacz. Pan miał czarne ubranie i pelerynę, a na twarzy straszliwą maskę kościotrupa. Postanowiłyśmy z Leną dalej nie iść, to było ponad nasze siły. Rodzice przekonywali, nawet obcy ludzie nas namawiali:
- Tam już nic nie straszy, nie ma się czego bać.
Trwało to chwilkę...poszłyśmy dalej. Później uznałyśmy to za fajną przygodę, a Lenka wręcz zanosiła się śmiechem "to pan przebrał się za ducha". Z nieufnością podchodziłyśmy do zbroi, a każdy podejrzany szmer wywoływał u nas niepokój... Niewiele tego zwiedzania było więc szybko opuściliśmy zameczek. Zadowoleni ruszyliśmy w drogę powrotną. W sumie przejechaliśmy ponad 20 km. Później rodzice zabrali nas na pyszne lody do Olsztyna. Tam spotkaliśmy się z naszymi znajomymi i razem wyruszyliśmy rozpalić ognicho. Mama nie wie skąd miałam siłę na zbieranie patyków, kamieni, na wyścigi, na rzucanie kamieniami do wody. To był cudowny dzień pełen wrażeń.

czwartek, 16 kwietnia 2015

wyścigi

Najgorsze już za nami. Gładzie, zrywanie podłogi, wylewka wiążą się z toną kurzu w domu. Ten pierwszy, najgorszy bałagan już mama pokonała. Pokój ma nową podłogę, tata kończy malować ściany... Przed nami jeszcze zakup nowych mebelków i ich skręcenie (to zadanie dla naszego BOHATERA domu). Wtedy do akcji wkroczy mama i poukłada nasze rzeczy na ich nowych miejscach. Do tego czasu żyjemy w totalnym chaosie. Ponieważ pan zabrał nasze mebelki to za szafę robi stare łóżko Mai. Ponieważ i ono zmieni właścicielkę to nasze ubrania wylądują na kanapie - takie przekładanie i ogarnianie bałaganu. W tle tego wszystkiego toczy się nasze normalne życie. Co prawda Lena z powodu kataru siedziała w domu (i pomagała, ku mojej zazdrości, malować ściany). Ja dzielnie chodzę do przedszkola i  na wszystkie moje zajęcia. Powiem, że polubiłam balet. Wszystkie dziewczynki mają takie same stroje i jest pani grająca na pianinie. Na początku zajęć siedzimy na matach i śpiewamy piosenki, a później sobie hasamy- znaczy tańczymy. W czerwcu mają się odbyć występy na scenie. Napawa mnie to ogromnym lękiem i sama nie wiem czy starczy mi odwagi. Na zajęcia chodzę z moją o rok młodszą sąsiadką, Zosią. Gdy ona chorowała, a w ostatnim okresie zdarzało się to często, odczuwałam małą tremę. Przecież byłam tam zupełnie nowa. Teraz biegnę zadowolona i nie chcę się spóźnić.
Udało nam się pospacerować po lesie. Mi i Lence szybko zaczęło się to nudzić. Mama wymyślała coraz to nowe zabawy. Najbardziej spodobała nam się jazda na rowerze na czas, a później wyścigi. Jak najpierw prosiłyśmy żeby wracać do auta, tak później nie mogli nas z lasu wyprowadzić. Dopingowaliśmy też ciocię Kasię w biegu na 10 km, dała radę i uzyskała całkiem niezły wynik.

piątek, 10 kwietnia 2015

Remont

U nas prawie jak w pewnej piosence: "Coś gruchnęło, coś huknęło. Mamie wpadło do talerza kilo tynku. Coś buchnęło i walnęło...". Prawie, bo u nas tylko remont.  Miało być wszystko zaplanowane i przemyślane, a wyszło inaczej. Po wakacjach ja rozpoczynam naukę w szkole i przydałoby się biurko. Lena od jakiegoś czasu śpi na materacu. Zmiany były nieuniknione. Pokój nadawał się do totalnego odświeżenia. Mamie się zrobiło trochę smutno gdy tata zrywał stare tapety. Czemu smutno?? Nie bardzo rozumiem- mamie smutno, że my rośniemy. To chyba dobrze? Nie nosimy pieluch, wiele rzeczy robimy już same. Doskonale się razem bawimy itd... Nie rozumiem tej mamy, niby chce nowe, a smutno jej. No, ale machina ruszyła i w domu mamy straszny bałagan i tonę kurzu. Stare mebelki, niektóre książeczki i zabawki powędrują do innych dzieci. Trzeba zrobić miejsce na nowe...

sobota, 4 kwietnia 2015

Świątecznie


Kwiecień jak to bywa zaczął się od żartu- nie wiadomo czy mamy wiosnę czy zimę. Ubieramy się na cebulkę. Mama się zaparła i postanowiła nie wyciągać zimowych kurtek. Tylko Lena po cichu marzy o lepieniu bałwana, ale poza tatą który chce jechać na narty nikt jej nie kibicuje w tym marzeniu. Zaczęły się już Święta Wielkanocne. W tym roku nie przygotowaliśmy kartek. Mama kupiła zwykłe gotowce. Trochę mnie tym rozzłościła, ale może dobrze... Mam tyle zajęć na głowie, tyle własnych pomysłów i innych obowiązków, że mogłabym nie zdążyć zrobić wszystkich kart świątecznych (może jakbym wcześniej się za nie zabrała? nie...).
Wszystkiego dobrego na najbliższe Świąteczne dni (na wszystkie dni)!!
Nie objadajcie się i dużo śmiejcie :).

Lena:" Niech on (ksiądz) przestanie gadać i kropnie."


Dziś pochwalę się jakie piękne pisanki i kurczaczka wyczarowałam na zajęciach plastycznych. Napisałam też swoje książeczki- bez pomocy mamy (wiecie chcę mieć tableta i muszę umieć pisać- taki warunek postawili rodzice). Pochwale też mamę. Ona kiedyś kupiła sobie maszynę do szycia, taką używaną. Kilka długich dni próbowała szyć, ale nic jej nie wychodziło. Maszyna okazała się zepsuta, a mama straciła cały zapał. Naprawioną maszynę schowała do szafy. Nadszedł w końcu czas i wyjęła zapomniany sprzęt i powstał dla Lenusi i dla mnie świąteczny prezent, tipi.

Scena z życia:
- Mamo, mamo wstawaj!! - krzyczałam stojąc przy łóżku rodziców
- Yyyy, ale budzik jeszcze nie dzwonił... śpij - odpowiedziała zaspana mama
- Mamo, mamo wstawaj już dzwonił, a ja chcę być wcześniej w przedszkolu.
- Yyy, ale zaraz będzie dzwonił drugi wtedy wstajemy.
- Mamo, ale ja już jestem ubrana.
- Yyyy- mama otworzyła oko- Tyyy Kuba ona naprawdę jest już ubrana.
Tata się zlitował, szybko ubrał i zaprowadził wcześniej do przedszkola. Po drodze odkrywałam róże ciekawostki:
- Widzisz tato, jak to fajnie jest wstać tak wcześniej i bez nerwów iść do przedszkola. Nikt nikogo nie pogania i
jest miło.
- Tak, masz rację Maju. Ja o tym wiem...a powiedz mi czemu tak chciałaś być wcześnie w przedszkolu?
zdjęcia
- Wiesz tato bo oni rano to robią fajne rzeczy.
- Tak, a jakie?
- No wczoraj to temperowali kredki...