Remont już za nami, nawet porządki mama uznaje za zakończone. Jeszcze nie możemy spać w naszym pokoiku bo czekamy na nasze nowe łóżeczko. Rodzice kupili już meble, a tata bohatersko je skręcił. Dostałyśmy biurka, krzesełka, lampki... Mama po ustawieniu nowych nabytków kręciła nosem. Nagle odkryła, że pokój małych dzieci zamienił się w pokoik dużych dziewczyn. Lenka i ja jesteśmy zadowolone, a to przecież najważniejsze. Nie możemy się doczekać, aż już wszystko będzie na swoim miejscu.
Dwa tygodnie temu odwiedziliśmy Kraków. Rodzice chcieli nas zabrać Doliny Chochołowskiej, na krokusy, ale pogoda była niepewna i pokrzyżowała nam plany (może za rok?). My z tego powodu nie ucierpiałyśmy. Nacieszyłyśmy się babcią, Kornelcią, ciocią i Małiśką, a rodzice mogli kupić nam meble (nie wszystko można załatwić w naszym mieście). ![]() |
| ZDJĘCIA |
- Coś tam jest?
- Nie wiem. - odpowiedział tata i podświetlił sobie podejrzany zakamarek lampą błyskową aparatu. Mama w tym czasie dostrzegła czubki butów, a my stałyśmy wielce zaniepokojone.
- No i co tam zobaczyłeś?- pytała mama
- Eeee to tylko manekin, wejdź i zobacz.
- Ja tam nie wejdę.
- No mówię Ci to manekin.
- Nawet jak manekin to nie wejdę bo się wystraszę.
Mama podjęła decyzję, że opuszczamy podejrzane miejsce, a w tym czasie domniemany manekin wyskoczył i zrobił:
- Łaaa
Mama i tata zanosili się śmiechem, a nam zbierało się na płacz. Pan miał czarne ubranie i pelerynę, a na twarzy straszliwą maskę kościotrupa. Postanowiłyśmy z Leną dalej nie iść, to było ponad nasze siły. Rodzice przekonywali, nawet obcy ludzie nas namawiali:
- Tam już nic nie straszy, nie ma się czego bać.
Trwało to chwilkę...poszłyśmy dalej. Później uznałyśmy to za fajną przygodę, a Lenka wręcz zanosiła się śmiechem "to pan przebrał się za ducha". Z nieufnością podchodziłyśmy do zbroi, a każdy podejrzany szmer wywoływał u nas niepokój... Niewiele tego zwiedzania było więc szybko opuściliśmy zameczek. Zadowoleni ruszyliśmy w drogę powrotną. W sumie przejechaliśmy ponad 20 km. Później rodzice zabrali nas na pyszne lody do Olsztyna. Tam spotkaliśmy się z naszymi znajomymi i razem wyruszyliśmy rozpalić ognicho. Mama nie wie skąd miałam siłę na zbieranie patyków, kamieni, na wyścigi, na rzucanie kamieniami do wody. To był cudowny dzień pełen wrażeń.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz