czwartek, 17 listopada 2011

Trochę o Lence



Lenia zmienia się z dnia na dzień. Gada coraz mądrzej i jest pewna tego co mówi. Czasami ma huśtawki nastrojów, ale przecież u kobiet to normalne. Gada, śmieje się, aż tu nagle robi usteczka w podkówkę i trzeba szybko działać żeby się nie rozbeczała. Innym razem płacze i płacze, a mama coś do niej zagada i już uśmiech od ucha do ucha. Leniuśka generalnie jest bardzo uśmiechniętym i pogodnym dzieciątkiem. Bardziej marudna jest jak ma katarek. Tego nie możemy się pozbyć od września, a teraz mamy fale nasilenia (chyba opanowaną). Także za nami te bardziej marudne chwile. Jak to ostatnio bywa ja złapałam jakiś katar w przedszkolu i już poczęstowałam nim mamę i Lenę. Ciekawe czy tatuń dołączy do grona kichaczy, smarkaczy i kaszlaczy. Wiecie jak to jest w przedszkolku?? Kiedyś Martynka poprosiła mnie, żebym na nią nachuchała. Chciała być chora więc nachuchałam, bo myślałam że jeszcze zarażam (jakaż byłam rozczarowana gdy mama mnie wyprowadziła z błędu). Żeby nie było są i pozytywne strony tego naszego chorowania. Ostatnio częściej chodziliśmy do pani doktor i ja przestałam się już tak bać. Nie płaczę i nie bronię się przed badaniem. Siadam dzielnie na kolanach u mamy i raz dwa jest po wszystkim. Na tym kończą się dobre strony tej sytuacji. Chociaż lubię też zostawać w domu z mamą i Lenką. Mama nie ma dla mnie tyle czasu co kiedyś, ale stara się. Póki co wcale NIE złości mnie to że opiekuje się Lenką zamiast bawić się ze mną, jestem wyrozumiała. Zresztą sama lubię obserwować moją siostrzyczkę, która zaczyna odkrywać różne ciekawe rzeczy. Namiętnie wpycha rączki do buzi i wierzcie mi, że potrafi tam włożyć piąstkę (a wy umiecie??). Próbowała z dwoma naraz, ale nie dała rady. Poza tym odkrywa, że można przekręcić się na boczek. Ponieważ układamy ją nieco wyżej na poduchach, żeby katar mniej jej przeszkadzał, stwierdziła że głowę można podnosić. Tak sobie ćwiczy te swoje mięśnie. Jak jej mama pomogła usiąść to z zachwyconą miną rozglądała się i podsumowała to długim, uśmiechniętyn "OOO".

-----------------------------------------------------------------------------------------ZDJĘCIA- "Mamowe szaleństwa z aparatem"--------------------------------------------------------------------

PS. Na pierwszym zdjęciu w albumie mam pomalowane paznokcie. Czemu to takie ważne?? Mi się to bardzo podoba, jak panie mają pomalowane paznokcie. Wiele razy musiałam mówić o tym mamie, a ona swoje jak zdarta płyta. Że niby mała jestem, a przecież chodzę do przedszkola i nawet pasowana byłam. Wiecie kto mnie poparł?? Tata, tak właśnie on zaproponował mały kompromis. Mogę czasami w weekendy malować paznokcie. Jestem z tego powodu taka szczęśliwa...

poniedziałek, 14 listopada 2011

Magia reklamy



Ściemniać nie będę i przyznam się. Lubię reklamy, zwłaszcza z zabawkami. Są też takie które nie są dla dzieci, ale chętnie podśpiewuje sobie np. "O intermarche, o intermarche...". No, ale kto nie zanuci "Merci tak podziękuje ci..."? Wracając do sedna opowiadania. Ja oglądałam sobie mój przydział bajkowy, a mama urzędowała w łazience:
- Mamo, mamo kupisz taką lalkę??
- Jaką??
- Natalie, ona sika, robi kupę, można jej myć zęby i śpiewa. Wiesz ona jest dla wyjątkowych dziewczynek.
I co mocne argumenty??

wtorek, 8 listopada 2011

Pasowanie



Dziś jest listopad (choć mama twierdzi, że to miesiąc a nie dzień), ale to właśnie dziś był ten ważny dzień. Ja i cała grupa muchomorków staliśmy w końcu prawdziwymi przedszkolakami. Zostaliśmy pasowani przez samą panią dyrektor i jej zaczarowany ołówek. Zanim to się stało musieliśmy popisywać się piosenkami i wierszykami, których do tej pory się nauczyliśmy. Powiem, że byłam dość onieśmielona tak dużą widownią, choć wcale nie przeszkadzało mi to w grzebaniu w zębach (choć ciężko śpiewać jak się trzyma dwa palce w buzi). Oprócz popisowych numerów musieliśmy odpowiadać na trudne pytania np. po zaśpiewaniu piosenki "Jestem sobie przedszkolaczek" ciocia spytała:
- Na czym grał chłopiec z piosenki??
Zapadła cisza wśród dzieci, aż jeden z moich kolegów odważnie odpowiedział:
- Na gitarze!!
A wy wiecie na czym grał?? Ja twierdzę, że na trąbce.
Później zgadywaliśmy na jakich instrumentach gra nasza ciocia (oczywiście my mieliśmy zamknięte oczka), rozpoznawaliśmy drzewa po narysowanych liściach (jarzębina, kasztan i dąb) i każdy musiał powiedzieć jaki lubi owoc. W sumie całkiem nieźle się spisaliśmy. Tylko taki jeden Mikołaj w trakcie występów wyszedł z szeregu stanął przed rodzicami i oznajmił patrząc na swoją mamusię:
- Chcę siedzieć!!
- Wracaj do dzieci...
- Nie, ja chcę siedzieć koło Ciebie.
A gdy pani dyrektor chciała mu dać dyplom to dyplomatycznie powiedział NIE.
I tak wyglądało to całe pasowanie. Ja to przyznam szczerze, że od razu chciałam się zmyć z tej imprezy bo umówiłam się z moja Maryśką. Wiecie, zaprosiła mnie na zupę i nie mogłam się już doczekać.

środa, 2 listopada 2011

Jesienne urodziny

Zacznę od rzeczy przyziemnej, ale najczęściej ostatnio poruszanej. Stan naszego zdrowia na dzień dzisiejszy - wszyscy na chodzie, oprócz Lenki bo ona tylko leży (albo jest noszona). W ostatnich dniach obchodziliśmy urodziny naszego tatuńka. Mieliśmy całkiem sporo gości, a ja lubię jak nas odwiedzają wujki, ciotki, babcie, dziadki, kuzyni i kuzynki (tych to mogłabym mieć więcej). Było tłoczno, głośno i wesoło.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------ZDJĘCIA--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Podsłuchane, powtórzone:
Obserwowaliśmy Dorcie:
- Patrz jak ona dużo pije. - stwierdziła mama
- Pewnie ma kaca.

Załatwiając swoje potrzeby w toalecie jedni czytają, a ja czasami śpiewam:
- Kuwa mać, kuwa mać tralalala

Rozmawiając z babcią Krysią:
- I w Zoo byliśmy... - Z Lenką?? - spytała babcia
- Nie, Lenka była w plemniczku u tatusia.

Wszystko co usłyszę może być wykorzystane, a Ty nie znasz dnia, ani godziny.
Lenek ma już 10 tygodni i jest uśmiechniętą dzidzią. Gada i dużo się śmieje. Próbuje roześmiać się głośno,ale jak tak bardzo się ją rozśmieszy to często kończy się to ulaniem. Lubi swoje odbicie w lustrze i coraz dłużej obserwuje karuzelkę. Ja ją bardzo kocham. Przytulam, całuję, gadam z nią, a jak zacznie płakać gdy rodzice są zajęci to staram się ją jakoś rozbawić. Mama mówi, że jestem super siostrą mojej siostrzyczki.