piątek, 30 września 2011

O małych i dużych marzeniach



(fotki)
U nas małe zmiany. Rodzice spełnili moje niewielkie marzenie. W moim pokoiku zamieszkał chomik. Niektórzy krytykowali ten pomysł, ale mama i tata niezrażeni dotrzymali słowa. Czemu to jest niewielkie marzenie?? Bo moim wielkim marzeniem jest FARMA (z krówkami, konikami, świnkami, pieskami, kotkami itd...).


Wracając do nowego domownika to mieszka on w czarnej klatce (z różowymi balkonami, rurami). Sypia w swojej willi o białej elewacji i różowym dachu. Chomik jest dziewczynką, a nawet jeśli nie jest to na cześć mojej idolki nazywa się Dora. Póki co jest dość nieśmiała, chociaż coraz odważniej zaczyna szaleć po swoim królestwie pod osłoną nocy. Gdy któreś z nas przyłapie ją poza willą to wpatruje się w nas swymi małymi czarnymi oczkami i gdy tylko jest to możliwe wraca do swego domu. Żeby dostać chomika musiałam udowodnić, że jestem dużą i dzielną dziewczynką. Przez 5 dni pod rząd musiałam bez marudzenia chodzić do przedszkolka. Jak widać udało, ale w ostatnich dniach nie mogłam tam chodzić i teraz mi tam niespieszno. Katar przeszedł w chrypkę i musiałam trochę się wykurować. A przeziębienie poszło dalej w Świat. Najpierw pochorowała się ciocia Karinka, która nas odwiedziła. Teraz smarka i kicha babcia Krysia, którą my odwiedziliśmy. Czy ktoś jeszcze złapał to paskudztwo?? (mamy nadzieję, że wujki i ciocia którzy nas odwiedzili są zdrowi...).
Choroba, chomik, to nie koniec atrakcji dla naszej rodzinki. Dwa dni temu pod nasz blok zajechały auta z przyczepami. Pierwszy zauważył to tatuń:
- Będziemy mieć camping pod oknami...
Później dojechały wielkie auta z wielkimi naczepami. Wiecie na co mam widok z mojego pokoiku?? Na wesołe miasteczko, które gra i świeci. Mają tu gościć całe dwa tygodnie. Serdecznie zapraszamy, będzie się działo...

Dialogi z Lenką:
Nasza Lenia czasami hałasuje (delikatnie mówiąc). Czasami idę ją przytulić, a czasami:
- Lenka, ciszej ja oglądam bajkę!!!!
- Lenka cicho, bo nie dostaniesz cycocha.
- Nie płacz maluszku, mama zaraz przyjdzie i da Ci cycucha ...

Na dzień dobry:
- Witaj panienko!
- Dzień dobry maluszku!
- Hej! Co tam koleżanko szklanko?!

Gdy rodzice są zajęci, to czasami zbawiam Lenkę np.
Pokazuję jej moje Puchatkowe pluszaczki:
- Zobacz Lenia to jest Lumapas, on Ci daje buziaka, Kubuś Ci daje buziaka itd....
No, Lenia, ile masz tych buziaczków??
Odpowiada mi machanie rąk i "yyy"
- No zobacz one, two... - wyliczam na paluszkach, żeby lepiej to zobrazować.




W ostatnich dniach Lenka coraz częściej z nami gada, a nie tylko płacze (krzyczy). Uśmiecha się i wydobywa z siebie miło brzmiące dźwięki: yyy, a, ooo, agu i gej (to ulubione rodziców).

niedziela, 18 września 2011

Miła odmiana

W czwartek wszystko się odmieniło ("ciekawe na jak długo?" - zastanawia się mama). Kiedy rodzice odbierali mnie z przedszkola to wybiegłam do nich w podskokach. Zaczęłam w końcu opowiadać w co się bawiliśmy, co robiliśmy itd... Na początku tamtego tygodnia wszystko było osnute tajemnicą (nawet przestałam mówić co było na obiad). Nikt nie mógł ze mnie nic wyciągnąć. W piątek rano obudziłam mamę stwierdzeniem "Ja nie chcę do przedszkola", a później jak mama otworzyła oczy to mnie nie było, Lenia spała, a tatuniek czekał z gotowym śniadankiem. Mama podobno była zaskoczona, bo do tej pory musiała wspomagać tatę przy wyjściu bo ja marudziłam. Okazało się, że ja i tata zapomnieliśmy tylko o czesaniu (zawsze kucyki robiła mama, a wtedy nie chcieliśmy jej budzić). Poza mamą nikt nie zauważył, że jestem nieuczesana. Gdy po mnie przyszli to pierwszy raz musieli poczekać. Mi się wyjątkowo nie spieszyło. W sobotę rano gdy okazało się, że nie idę do przedszkola to prawie się popłakałam bo "ja chcę do przedszkola".
Na resztę dnia rodzice zaplanowali spacerek po lesie. Zbieraliśmy szyszki, żołędzie, kasztany, patyczki, kamyczki i wspinaliśmy się po góreczkach i skałkach. Później wybraliśmy się na obiad, plac zabaw i lody. W domu okazało się, że najbardziej zmęczona była Lenka i mama. Lenka noszona cały dzień przez tatuńka usnęła razem z mamą. Po jakimś czasie mamę udało się zmoblizować do robienia jesiennych ludków (to był jej pomysł i mi to obiecała). Lenka przespała całą imprezę i wcale, a wcale nie chciała się obudzić. Dopiero kąpiel  "postawiła ją na nogi".

wtorek, 13 września 2011

Niespodziankowo

W piątek tatuniek zapowiedział, że w niedziele będzie niespodzianka. Od piątku cieszyłam się na "wtorkową" niespodziankę. Okazało się, że do niespodzianki trzeba długo jechać i uzbroić się w cierpliwość. Znam definicję tego słowa i starałam się jak mogłam, ale pod koniec podróży padały ciągle pytania:
"Daleko jeszcze??"
"Mamo spytaj taty ile kilometrów?"
"Czy tą niespodziankę można zjeść?"
"Czy jest duża, o taka, a może taka?"
"Co to za niespodzianka?"

W końcu dojechaliśmy do Opola, znaleźliśmy parking i poszliśmy do ZOO. Piękne i godne polecenia miejsce na spacerek. Było dużo zwierzęcych zwierząt, ale najbardziej podobało mi się karmienie kózek (które myliły mi się z sarenkami ). Oczywiście w naszej wyprawie towarzyszyła nam Lenisława (zwana przez niektórych Florką). Dzielnie przespała drogę do Opola, podczas spaceru budziła się aby uzupełniać płyny (bo mieliśmy niesamowity upał). Trochę się bidulka denerwowała jak wracaliśmy do domku, ale dali my radę.
Poniedziałek był kolejnym dniem przedszkola i mimo że lubię to miejsce, lubię koleżanki i nawet kolegów (bo z zasady chłopaków nie lubię poza paroma wyjątkami) i ciocie, to niestety niechętnie wstałam z łóżka. Na miejscu też nie było lepiej. Tęsknie tam za mamą...

LENKA:


Jest taki wierszyk Brzechwy "Katar":
"Spotkał katar Katarzynkę -
A - psik
Katarzynka pod pierzynkę -
A - psik..."
Dalej okazuje się, że Kasia zaraziła doktora, ten rejenta i tak całe miasto kichało. 
U nas też tak było. Najpierw ja dostałam kataru, a już po kilku dniach Lenka kichała. Rodzice odciągają szpikole, a efekt jest taki że katarro ujawnia się dopiero nad ranem utrudniając oddychanie małego noska. 
Jak wygląda nasze nocowanie:
Ja z reguły zasypiam u siebie w łóżeczku, ale prędzej czy później tuptam do sypialni rodziców. Gdy się pojawiła Lenka w pokoju rodziców pojawiła się też przystawka - miejsce spania L.. Nie wiadomo czy z racji wcześniejszych upałów czy też strachu żeby maluchowi krzywdy nie zrobić kładłam się ostatnio w nogach. Mama spała wtedy niespokojnie bo bała się, że spadnę (upodobałam sobie sen na krawędzi łóżka). Od paru dni kładę się normalnie na poduszkach. Niby dzięki przystawce powinno być tak jak wcześniej, ale nikt nie brał pod uwagę faktu, że mama podczas karmienia zasypia, a obok niej Lenia. Tak więc w ostatecznym rachunku śpimy często w czworo. Wysypiamy się?? Nie bo rano dzwoni budzik i każą mi iść do przedszkola. 
Z innych faktów: 
Leni w końcu odpadł pępek. Oczywiście stało się to przy mamie. Odkładała ona Lenię na leżaczek no i patrzy coś wypadło (Reszta pępowinki była spięta klamerką) więc podnosi. Gdy się zorientowała cóż to takiego z obrzydzeniem rzuciła tym w tatę (ciocia Karinka wie jak na mamę działają takie fragmenty ciała ;) ).

piątek, 9 września 2011

katarro

Podglądnięte komórką

Przedszkole dzień trzeci:
Trochę się rozczuliłam kiedy mama po mnie przyszła. W drodze powrotnej opowiadałam co się działo, co jedliśmy itd...:
- W co się bawiliście?? - pytała mama
- Ja się nie bawiłam bo cały czas płakałam bo chciałam do Ciebie. Ciebie tak długo nie było...
- No, ale przyszłam. Pani mówiła, że rozpłakałaś się jak Cię zawołali, że mama przyszła. To co, byliście w ogródku, rysowaliście, co robiłaś??
- Bawiłam się...
Później mama mnie prosiła, żebym nie płakała. Ja się zaparłam i stwierdziłam "Będę płakać".
Przedszkole dzień czwarty:
Tradycyjnie zaprowadził mnie tatuniek i już tradycyjnie bezproblemowo zostałam. Po obiedzie miała przyjść po mnie mama. Co z tego, że mówiła że będzie przed 13. Miała być po obiedzie i jej nie było, więc się wystraszyłam że o mnie zapomniała i trochę poszlochałam. Ucieszyłam się strasznie gdy ją zobaczyłam w drzwiach.
W nocy z wtorku na środę podobno przez sen płakałam. Rodzice początkowo wystraszyli się, że tak odreagowuję przedszkole. Ku ich uldze okazało się, że płakałam dlatego że dostałam kataru i nie mogłam oddychać. Przeziębienie ich wcale nie ucieszyło, na wszelki wypadek zostałam z nimi w domku (żeby nie zarazić innych dzieciaków). Gdy się dowiedziałam, że zostaję w domu rozpłakałam się bo "ja chcę do przedszkola". Rodzice chcieli mi zrobić przyjemność i zabrać na wycieczkę do ZOO  w Opolu. Niestety zaczęła się już jesienna pogoda. Zrobiło się chłodno i nawet deszczowo. Pojechaliśmy do Siewierza gdzie oglądaliśmy zamek, przez dziurkę od klucza. Zmarznięci chętnie wróciliśmy do ciepłego domku. Katar jakby przechodził więc jutro chyba już pójdę do przedszkola.
Poszłam do przedszkola. Rano oświadczyłam, że nie chcę iść i wszystkie czynności wykonywałam z płaczem i marudzeniem. Rodzice się trochę denerwowali, ale w końcu parę minut po 8 udało mi wyjść z domu. Za drzwiami jakby mnie podmienili, już wszystko było dobrze. Tym razem mama mnie zaprowadziła i przyszła po mnie. W przedszkolu było fajnie...

czwartek, 1 września 2011

Muchomorek


Wakacje dobiegły końca i widać nawet pierwsze oznaki jesieni. Na naszym podwórku coraz więcej liści na trawie. Od dziś będę tam spędzać o wiele mniej czasu. Dziś rozpoczęłam przygodę z przedszkolem. Nie było tak strasznie, a to tylko dlatego że wcześniej odbyły się tzw. dni otwarte. Podczas tych paru godzin poznałam nasze ciocie: Gosie i Agnieszkę, dzieci i całe przedszkole. Był ze mną tatuś i dzięki temu czułam się pewnie i bezpiecznie. Poznałam wtedy Nicolkę, z która od razu złapałam kontakt.
Do przedszkola na dzień otwarty

Dziś rano wcale, a wcale nie miałam ochoty wstawać. Jak można się budzić tak wcześnie? Przecież przed 8 to środek nocy i wtedy najlepiej się śpi. Ubierać też mi się nie chciało, ale przecież trzeba było. Po 8 wyruszyłam z tatą do przedszkola, marudząc że nogi mnie bolą. Ja tak tylko udawałam, żeby tatuń wziął mnie na barana. W przedszkolku czekała na mnie Nicolka więc szybko pożegnałam tatę i pognałam do naszej sali. Zjedliśmy śniadanko, bawiłyśmy się, później obiad i nie wiadomo kiedy zrobiła się 12. Rodzice razem z Lenką przyszli po mnie. W domu czekało na mnie przyjęcie niespodzianka. Wszędzie pełno balonów, lody, owoce i słodycze. Chciałabym, żeby było tak codziennie, ale to podobno tylko w takie wyjątkowe dni.
Podsumowując:
W przedszkolu bardzo mi się DZIŚ podobało. Jestem w grupie "muchomorków" i mam wieszaczek z autkiem. Polubiłam Nicolkę, a jeden chłopiec Bartuś był niegrzeczny. W naszej sali jest dużo zabawek, ale teraz już jestem w domku.

Co do Lenki to tatuś się śmieje, że jest to maszyna ssąco - srająca. Jest bardzo grzeczna i złości się tylko gdy jest głodna, albo gdy chce zrobić kupkę (lub już ją zrobiła). Byliśmy już z nią (Lenką, nie kupką) na pierwszych spacerkach, ale nie wiem czy jej się podobało bo całe przespała.