wtorek, 13 września 2011

Niespodziankowo

W piątek tatuniek zapowiedział, że w niedziele będzie niespodzianka. Od piątku cieszyłam się na "wtorkową" niespodziankę. Okazało się, że do niespodzianki trzeba długo jechać i uzbroić się w cierpliwość. Znam definicję tego słowa i starałam się jak mogłam, ale pod koniec podróży padały ciągle pytania:
"Daleko jeszcze??"
"Mamo spytaj taty ile kilometrów?"
"Czy tą niespodziankę można zjeść?"
"Czy jest duża, o taka, a może taka?"
"Co to za niespodzianka?"

W końcu dojechaliśmy do Opola, znaleźliśmy parking i poszliśmy do ZOO. Piękne i godne polecenia miejsce na spacerek. Było dużo zwierzęcych zwierząt, ale najbardziej podobało mi się karmienie kózek (które myliły mi się z sarenkami ). Oczywiście w naszej wyprawie towarzyszyła nam Lenisława (zwana przez niektórych Florką). Dzielnie przespała drogę do Opola, podczas spaceru budziła się aby uzupełniać płyny (bo mieliśmy niesamowity upał). Trochę się bidulka denerwowała jak wracaliśmy do domku, ale dali my radę.
Poniedziałek był kolejnym dniem przedszkola i mimo że lubię to miejsce, lubię koleżanki i nawet kolegów (bo z zasady chłopaków nie lubię poza paroma wyjątkami) i ciocie, to niestety niechętnie wstałam z łóżka. Na miejscu też nie było lepiej. Tęsknie tam za mamą...

LENKA:


Jest taki wierszyk Brzechwy "Katar":
"Spotkał katar Katarzynkę -
A - psik
Katarzynka pod pierzynkę -
A - psik..."
Dalej okazuje się, że Kasia zaraziła doktora, ten rejenta i tak całe miasto kichało. 
U nas też tak było. Najpierw ja dostałam kataru, a już po kilku dniach Lenka kichała. Rodzice odciągają szpikole, a efekt jest taki że katarro ujawnia się dopiero nad ranem utrudniając oddychanie małego noska. 
Jak wygląda nasze nocowanie:
Ja z reguły zasypiam u siebie w łóżeczku, ale prędzej czy później tuptam do sypialni rodziców. Gdy się pojawiła Lenka w pokoju rodziców pojawiła się też przystawka - miejsce spania L.. Nie wiadomo czy z racji wcześniejszych upałów czy też strachu żeby maluchowi krzywdy nie zrobić kładłam się ostatnio w nogach. Mama spała wtedy niespokojnie bo bała się, że spadnę (upodobałam sobie sen na krawędzi łóżka). Od paru dni kładę się normalnie na poduszkach. Niby dzięki przystawce powinno być tak jak wcześniej, ale nikt nie brał pod uwagę faktu, że mama podczas karmienia zasypia, a obok niej Lenia. Tak więc w ostatecznym rachunku śpimy często w czworo. Wysypiamy się?? Nie bo rano dzwoni budzik i każą mi iść do przedszkola. 
Z innych faktów: 
Leni w końcu odpadł pępek. Oczywiście stało się to przy mamie. Odkładała ona Lenię na leżaczek no i patrzy coś wypadło (Reszta pępowinki była spięta klamerką) więc podnosi. Gdy się zorientowała cóż to takiego z obrzydzeniem rzuciła tym w tatę (ciocia Karinka wie jak na mamę działają takie fragmenty ciała ;) ).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz