piątek, 26 lutego 2010

Dziś o 1%

 Z ciocią Marysią w Tyńcu (lipiec 2009)

Dziś o mnie będzie krótko. Nie chcę się rozpisywać o moich zastrzykach i odwiedzinach w przychodni. Łzy płyną mi tam strumieniami, a jedyna korzyść to taka, że mama pozwala mi oglądać więcej bajek niż zwykle.

Na zdjęciu powyżej jestem z ciocią Marysią. Pierwszy raz poznałam ciocię jak miałam 3 dni. Później Ją poznawałam jeszcze kilka razy, bo moja pamięć jest dość krótka. Ja mogę napisać o Niej tylko tyle, że jest fajna i uśmiechnięta. Musi mnie lubić, bo zawsze cieszy się na mój widok. Ma też męża Łukasza, który nie lubi kup (przynajmniej moich) - brzydko pachną??  Dziś o wujku to już koniec, dziś już tylko o cioci, ale to ONA  WAM o sobie trochę opowie.

Poniżej podam linka do strony cioci Marysi. Może ktoś z was może Jej jakoś pomóc?? Może jeszcze nie podarował swojego 1% i jeszcze nie wie komu go oddać?? Ciocia wszystko dokładnie na swojej stronie opisała i wytłumaczyła czemu potrzebuje naszej pomocy. Jeśli Ty nie możesz pomóc to może ktoś z twoich bliskich??

wtorek, 23 lutego 2010

Urodziny Malwiniaka

Zdjęć bark, chyba że wujek M. się zlituje i coś udostępni...

Malwinka urodziła się 23 lutego, ale już w sobotę świętowaliśmy to wydarzenie. Na imprezie było bardzo dużo ludzi, dorosłych i dzieci. W pierwszym momencie byłam trochę zaniepokojona, że jest tak głośno i tyle obcych mi osób. Na szczęście była ze mną mamusia i zawsze mogłam u niej szukać ratunku. Malwinka wyglądała przepięknie. Tylko nie chciała założyć bucików i opaski do swojego stroju. Nie chciała to mało powiedziane, to był istny bunt. Poza tym była bardzo cichutka i uśmiechnięta. Bardzo się cieszyła ze swoich nowych, kolorowych prezentów. Nie będę ukrywać, ale ja też się cieszyłam z tych prezentów i całej reszty zabawek. Niestety nie odważyłam się zaśpiewać "Sto lat", chociaż miałam to przećwiczone. Trochę mnie trema zjadła. Bawiłam się z Tosią, Zuzą i trochę z Antkiem i Mikim. Chłopaki to straszne łobuziaki, ale jak chcą to potrafią być bardzo mili i opiekuńczy. Mają tylko jakieś dziwne zabawy np. w agentów. Ja tam wolę misie!! Wszyscy dobrze się bawili i aż szkoda było wychodzić z imprezy, ale byłam taka zmęczona, że bardzo grzecznie się ubrałam i pożegnałam. Wcześniej ode mnie poszła Malwinka. Około godziny 19 stwierdziła, że miło było ale już ma dość wrażeń i poszła spać.
To były miłe wydarzenia ostatnich dni. Teraz o tych mniej przyjemnych. Od piątku sobie pokaszliwałam i chrypiałam, później pojawił się katarek. Gorączka przesądziła o wszystkim i wczoraj odwiedziłyśmy z mamusią panią doktor. "Pani doktor miła" i "naklejki da". Byłam trochę dzielna i starałam się dużo nie płakać. Pani stwierdziła, że się pochorowałam nie na żarty, zapalenie krtani i oskrzeli. Teraz dostaje 2 razy dziennie zastrzyki. Pomagają mi, ale wcale nie są przyjemne (nawet tak bardzo nie płaczę). Mama się chyba bardziej tym przejmuje niż ja i wczoraj też się popłakała (dziś była dzielna, może dam jej jedną naklejkę??). W domu jestem trochę marudna i najchętniej robiłabym wszystko z mamą...

czwartek, 18 lutego 2010

O moich problemach...

 
Tatuń wziął aparat więc nawet nie uwieczniłyśmy bałwanka :(.
Czyż nie jestem podobna do mamusi??

Tatunia znowu nie ma :(. Mama twierdzi, że jest w pracy, a ja i tak wiem że "schował się". Jak się tylko pojawi to zrobię mu "akuku". Z mamusią to ja mam jeden zasadniczy problem. Nie chodzi o to, że czasem mi nie pozwala na różne rzeczy. Chodzi o to, że ona jest strasznym śpiochem. Gdy wstajemy rano, bo "bedzie kupa", to zaraz po tych zabiegach mama włącza mi bajkę, a sama się kładzie spać. Ostatnio wpadłam na pomysł jak mamę zmobilizować do wstania. Jak już mi się znudzą bajki to zaczynam swoją akcję. Najpierw grzecznie mówię "mama stań, mama stań...", a następnie ściągam z niej kołdrę. Ostatnio miałam dość krępującą przygodę, ale wyszłam z niej z twarzą. Wieczorkiem w ramach treningu biegałam bez pieluchy. Mama co jakiś czas przypominała mi "Maja jak będziesz chciała siku, albo kupkę to jak masz wołać??", ja już dobrze wiem i bez wahania odpowiadałam "Mamo siku!!!!!!!!!!". Bawiłam się i wszystko było dobrze, aż do czasu. Mama wzięła mnie na kolana i tak sobie siedziałyśmy i było fajnie. Z tego wszystkiego zapomniała i zrobiłam siku. Po moich spodenkach tego nie było widać, ale po mamy jak najbardziej. Gdy mokra mama spytała:
- Kto zrobił siku??
Ja nie miałam wątpliwości, że:
- Mamusia zrobiła siku.
Troszkę mi było wstyd więc później już się bardzo pilnowałam i za każdym razem wołałam i trzymałam, aż mama przynosiła mi nocniczek.

niedziela, 14 lutego 2010

Dzień Walniętych

Walentynki uczciliśmy pysznym omlecikiem, na którym mamusia namalowała serduszko. Przed obiadem u babci postanowiliśmy odwiedzić jasnogórską "szopkę". W tym roku już tam byliśmy, ale wtedy było strasznie dużo ludzi więc poszłam jeszcze raz zobaczyć zwierzątka. Niestety większość pochowała się w swoich domkach, bo zima w Częstochowie jest dość uciążliwa. U nas jest strasznie dużo śniegu i ciągle go przybywa. Najbardziej podobały mi się choinki. Lubiłam nasze kolorowe drzewko, ale rodzice go już dawno rozebrali i teraz stoi na balkonie.

Już od dawna chciałam napisać o pracy mojego tatunia. Chciałam WAM pokazać niektóre ze zdjęć jakie przywozi z pracy. Tatuń w pracy "pracuje". Jeździ w różne części naszego kraju i siedzi w takiej małej budce. Teraz jak jest tak zimno to mu nogi marzły. Czasami ta budka stoi w lesie, a czasami w polu. Tatunia odwiedzają różne zwierzątka: krówki, koniki, bociany, sarenki. Tatuń bardzo lubi swoją pracę, ale mówi że zdjęcia które wybrałam absolutnie nie oddają tego co on tam robi. Pokazują tylko miejsca jakie odwiedza. Fotografie są robione w przeciągu ostatnich 2 lat, robione są latem, jesienią, zima i wiosną. Na końcu są zdjęcia z ostatniego wyjazdu nad morze. Kto nie wiedział Bałtyku zimą, to polecam.

czwartek, 11 lutego 2010

Wycieczka do Krakowa



Wyjazd do Krakowa zaczął się dość niefortunnie. Jakieś 70 km od Krakowa najechaliśmy na gałązki, które okazały się sporą gałęzią. Wszystko wyglądało niegroźnie. Niestety po 20 km stało się faktem,że nasza wspólna podróż dobiegła końca. "Gałązka" przebiła chłodnice i musieliśmy wezwać pomoc. Po mnie i po mamę przyjechał wujek Bartek z ciocią Karinką. Tatuń musiał wrócić z autkiem do Częstochowy. Jak to bywa nieszczęścia lubią chodzić parami, a i nawet stadnie. Okazało się, że nie mieliśmy dokumentów, więc troszkę się nam wszystko pokomplikowało. Na szczęście kolejne dni mijały miło i bez większych przygód. Miałam okazję odwiedzić papugę mojej kochanej cioci Karinki. Papuga nazywa się ANU i jest żółta. Biegałam za nią po całym pokoju, a ona ochoczo uciekała ku mojej wielkiej radości. Poznałam też nowe koleżanki Matyldę i Antosię. Matylda jest troszkę starsza ode mnie. Próbowałyśmy się bawić, ale to wcale nie jest proste jak trzeba się dzielić zabawkami. Antosia jest malutka, bo ma dopiero 3 miesiące. Huśtałam ją na huśtawce i śpiewałam jej "Aaa kotki dwa". Dziewczyny mają królika, ale ten zdecydowanie nie chciał się z nami bawić. Teraz już jestem pewna, że moja siostrzyczka też będzie Antosia (bo wszystkie małe dzidzie jakie ostatnio poznałam to Tosie to moja też będzie Tosia, a co!). Wszystkie podróże jakie odbyłam po Krakowie były tramwajowe i autobusowe. Szczerze mówiąc wole nasze kochane autko. Poza tym chodziłam z babcią albo ciocią i Debrusią na spacery. Raz nawet babcia wzięła mnie do sklepu, ale tego troszkę żałowała. Ja nie jestem taka spokojna jak wszystkie dzieci. Ja lubię chodzić sama (w sklepie) i wszystko oglądać i dotykać. Rodzicom to muszę oficjalnie przyznać naganę. Przez te parę dni ciągle mnie zostawiali. Tylko jeździli coś załatwiać i spotykać się z koleżankami i kolegami. Raz to nawet gdy wstałam rano to ich nie było. Pojechali sobie na narty i nawet buziaka rano nie dostałam. Była za to ciocia Karinka, która w przeciwieństwie do mamusi pozwala mi się w zimie na huśtawkach huśtać. Nauczyłam się mówić "kocham Cię", ale to tylko dzięki żabce która tak mówi. Teraz mogę wyznawać miłość po polsku. Wszyscy byli zaskoczeni, gdy drugą osobą której to powiedziałam był wujek Bartek. Ja go bardzo lubię, bo ma "długie włosy". Pomagałam mu skręcać szafkę dla babci. Odwiedziła nas też ciocia Asia, która nie nadążała jeść paluszków jakie dla niej przynosiłam. Byli też ciocia Daga i wujo Tomek dla których tańczyłam "Ambe ambe". Tak o to w paru zdaniach minął nam pobyt w Krakowie. Do Częstochowy zawiózł nas dziadzio, któremu dziękujemy (bo podróż z naszymi bagażami pociągiem byłaby męcząca).
Nasze autko po małych zabiegach jest już sprawne, choć czeka go jeszcze jedna wizyta u mechanika.

środa, 3 lutego 2010

Bałwan


Doczekałam się mojego kochanego tatunia. Przyjechał w poniedziałek, późnym wieczorem. Czekałam na niego wytrwale, a jak już dotarł do domu to pobawiliśmy się i grzecznie poszłam spać. Ok 2 w nocy przebudziłam się i strasznie się przestraszyłam kiedy zamiast mamusi zobaczyłam wielką, na ciemno ubraną postać. Tak się bałam, że jeszcze jakieś dwie godziny nie mogłam zasnąć i płakałam. Mama próbowała mi opowiadać bajkę o Czerwonym Kapturku, a ja jej w tym pomagałam. Tam też występuje wilk, a wilki to robią "auuu" i "puk, puk". Bo gdy wilk przychodzi do świnek ("Trzy małe świnki") to zanim zdmuchuje ich domki to zawsze puka. I jak idzie do babci Kapturka to też puka do drzwi. Niestety bajki mama nie skończyła opowiadać bo ją trochę wystraszyłam. Pokazywałam w kierunku stołu i mówiłam "pani, pani". Mama po pewnym czasie zaczęła podejrzewać, że widzę duchy (naoglądała się filmów). Gdy mama pytała
- co robi ta pani??
- Je banana. Daj daj pani - odpowiadałam
Mi chodziło tylko o konika pony, który stał na stole (tylko nie wiem o co mi chodziło z bananem). Po dwóch godzinkach postanowiłam napić się ciepłego mleczka i iść spać. Sama nie wiem co się dzieje. Przedwczoraj strasznie się rozpłakałam bo mama kazała mi iść spać. Płakałam, płakałam, tupałam nogami i strasznie się złościłam (jakieś 1,5 h). Póki co humorek mi się już poprawił, ale nie wiem na jak długo. Mamusia i tatuś są bardzo zdziwieni, bo aż tak nieładnie się nigdy nie zachowywałam. Dziś poszliśmy budować bałwana. W rezultacie tatuń budował, ja patrzyłam a mama plotkowała z sąsiadką (delikatnie dawałam znać sąsiadce, żeby poszła, ale "papa" to chyba jest dla dorosłych zbyt mało zrozumiałe). Bardzo krótko mogłam machać przez okno do mojego uśmiechniętego bałwana, bo ktoś go zniszczył :( . Ahh i spotkałam Jasia, już drugi raz. Jasio jest starszy ode mnie o miesiąc i gada tak samo jak ja. Też ucieszył się, gdy mnie zobaczył "Maja, cynka" (Maja, dziewczynka). Popatrzyliśmy trochę na siebie, potrzymaliśmy za rączki, zrobiliśmy rundkę na sankach dookoła bloku. Później mu machałam przez okno, a On mnie. Jutro wybieramy się do Krakowa i pewnie czeka mnie mnóstwo atrakcji.
Piosenka "okulka" to piosenka o "okruszku", którą śpiewała Natalia Kukulska.