Wyjazd do Krakowa zaczął się dość niefortunnie. Jakieś 70 km od Krakowa najechaliśmy na gałązki, które okazały się sporą gałęzią. Wszystko wyglądało niegroźnie. Niestety po 20 km stało się faktem,że nasza wspólna podróż dobiegła końca. "Gałązka" przebiła chłodnice i musieliśmy wezwać pomoc. Po mnie i po mamę przyjechał wujek Bartek z ciocią Karinką. Tatuń musiał wrócić z autkiem do Częstochowy. Jak to bywa nieszczęścia lubią chodzić parami, a i nawet stadnie. Okazało się, że nie mieliśmy dokumentów, więc troszkę się nam wszystko pokomplikowało. Na szczęście kolejne dni mijały miło i bez większych przygód. Miałam okazję odwiedzić papugę mojej kochanej cioci Karinki. Papuga nazywa się ANU i jest żółta. Biegałam za nią po całym pokoju, a ona ochoczo uciekała ku mojej wielkiej radości. Poznałam też nowe koleżanki Matyldę i Antosię. Matylda jest troszkę starsza ode mnie. Próbowałyśmy się bawić, ale to wcale nie jest proste jak trzeba się dzielić zabawkami. Antosia jest malutka, bo ma dopiero 3 miesiące. Huśtałam ją na huśtawce i śpiewałam jej "Aaa kotki dwa". Dziewczyny mają królika, ale ten zdecydowanie nie chciał się z nami bawić. Teraz już jestem pewna, że moja siostrzyczka też będzie Antosia (bo wszystkie małe dzidzie jakie ostatnio poznałam to Tosie to moja też będzie Tosia, a co!). Wszystkie podróże jakie odbyłam po Krakowie były tramwajowe i autobusowe. Szczerze mówiąc wole nasze kochane autko. Poza tym chodziłam z babcią albo ciocią i Debrusią na spacery. Raz nawet babcia wzięła mnie do sklepu, ale tego troszkę żałowała. Ja nie jestem taka spokojna jak wszystkie dzieci. Ja lubię chodzić sama (w sklepie) i wszystko oglądać i dotykać. Rodzicom to muszę oficjalnie przyznać naganę. Przez te parę dni ciągle mnie zostawiali. Tylko jeździli coś załatwiać i spotykać się z koleżankami i kolegami. Raz to nawet gdy wstałam rano to ich nie było. Pojechali sobie na narty i nawet buziaka rano nie dostałam. Była za to ciocia Karinka, która w przeciwieństwie do mamusi pozwala mi się w zimie na huśtawkach huśtać. Nauczyłam się mówić "kocham Cię", ale to tylko dzięki żabce która tak mówi. Teraz mogę wyznawać miłość po polsku. Wszyscy byli zaskoczeni, gdy drugą osobą której to powiedziałam był wujek Bartek. Ja go bardzo lubię, bo ma "długie włosy". Pomagałam mu skręcać szafkę dla babci. Odwiedziła nas też ciocia Asia, która nie nadążała jeść paluszków jakie dla niej przynosiłam. Byli też ciocia Daga i wujo Tomek dla których tańczyłam "Ambe ambe". Tak o to w paru zdaniach minął nam pobyt w Krakowie. Do Częstochowy zawiózł nas dziadzio, któremu dziękujemy (bo podróż z naszymi bagażami pociągiem byłaby męcząca).
Nasze autko po małych zabiegach jest już sprawne, choć czeka go jeszcze jedna wizyta u mechanika.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz