poniedziałek, 29 lutego 2016

O feriach i cała prawda o tym skąd się biorą małe króliki.

Ferie zimowe kojarzą się ze śniegiem, sankami, nartami, bałwanami, łyżwami. Niestety w tym roku śniegu podczas ferii nie widziałyśmy. Przepraszam, raz spadł śnieg i niektóre dzieci miały to szczęście, że pod osłoną nocy ulepiły bałwana. Rano ze śniegu nie wiele zostało. Ja zamiast łyżew śmigałam na rolkach razem z moją kuzynką Malwiną. Pierwszy tydzień ferii spędziłam właśnie z nią. Robiłyśmy co tylko chciałyśmy, nikt nam nic nie kazał. Mogłyśmy oglądać TV, jeździć i bawić się... Pewnie myślicie, że siedziałyśmy tylko przed bajkami, a właśnie że nie. W ruch poszły rolki i wyobraźnia, bajek też trochę było. Drugi tydzień spędziłam w klubie naszej spółdzielni. Byliśmy w muzeum chleba w Radzionkowie, w aquaparku w Tarnowskich Górach, w kinie, mieliśmy warsztaty fotograficzne (oglądaliśmy ciemnie i aparaty), były również podchody w lasku Aniołowskim, rozgrywki sportowe. Mama trochę się obawiała o to jak ja sobie poradzę pierwszego dnia- miał być wyjazd autokarem na cały dzień, w tym basen. Nikogo tam nie znałam, ale ja szybko znalazłam sobie koleżanki i się świetnie bawiłam. Lenka w tym czasie chodziła do swojego przedszkola. Niestety nie była z tego zadowolona ponieważ nie chodzili jej najwięksi przyjaciele Julka i Dawid. W drugim tygodniu nie chciała mamy wpuścić z przedszkola, nawet jej łezki kapały. Po feriach w niedziele wieczorem oświadczyła:
- Mamo, ja chcę zrezygnować z przedszkola.
Ja podczas tych dwóch tygodni odkryłam pewną ważną rzecz. Czasami nie warto pytać o pozwolenie, jak się wie, że mama powie "NIE". Najlepiej wyczekać moment gdy jest zajęta i wtedy działać. Można wtedy stworzyć mikstury: pachnące, mocno cuchnące i takie ozdobne coś (woda brokat i coś co pływa w wodzie). Można nauczyć się robić kakao bezmlecznego- bo Lenka przecież nie powinna pić mleka lub tworzyć różne desery. Dlaczego mama by powiedziała "NIE"? Bo przy tych eksperymentach może dojść do niekontrolowanej katastrofy. Zresztą jak mama patrzy na ręce to nie ma takiej frajdy.  Ostatnio przygotowałyśmy dla mamy super przyjęcie. Ja zrobiłam sałatkę (sałata, pomidor, ser biały, cebula), Lena obrała mandarynkę, do tego paluszki i czekolada. Nakryłyśmy mały stolik niebieską chustą, a same pomalowałyśmy się kosmetykami mamy (podkreśliłyśmy sobie brwi czarną kredką, usta dość mocną szminką i delikatnie użyłyśmy cieni do oczu- na całej twarzy). Mama była wzruszona...

 Od dwóch dni bawimy się zapachami. Niestety te eksperymenty mama szybko wyczuwa. Zaczęłam również uczyć się biologii. Moja koleżanka miała królika- dziewczynkę, a teraz rodzice kupili królika- chłopaka. Wszystko po to żeby były małe króliczki. Koleżanka mi wyjaśniła, że jak chłopak- królik masuje brzuch królika- dziewczynki to wtedy ona zachodzi w ciążę. Koleżanka oświadczyła:
- Zrobię wszystko, żeby Amelka zaszła w ciążę.
No to chyba ona się zna??  Mama nie zgadza się z tą teorią...

sobota, 13 lutego 2016

Wiwat Babciu, wiwat Dziadku!!






Po balu karnawałowym przyszła pora na występy z okazji Dnia Babci i Dziadka. W szkole już nie robimy takich występów, za to Lenka zaprosiła wszystkich na uroczystość do przedszkola. Przyszła babcia Ania i dziadek Marek i nawet babci Krysi z Krakowa udało się przyjechać. To było pierwsze przedstawienie gdzie Lena miała swoją krótką kwestię do powiedzenia. Wyszło jej to świetnie, no i miała jeszcze bardzo ważną rolę... Na koniec jednego z tańców weszła na środek sali i puściła 5 białych balonów, które były wypełnione helem. Trzeba przyznać grupie Żabek, że bardzo się starali i mimo tremy świetnie sobie poradzili. Muszę również tu napomknąć o  wyprawie do Krakowa. Rodzice zabrali nas tam na "Kraina Lodu Disneya - film z muzyką na żywo" w TAURON Arenie Kraków. Było to niezwykłe wydarzenie dla nas. Po przedszkolu i szkole pojechaliśmy do Krakowa. Lena cieszyła się na ten dzień cały tydzień gdy dotarłyśmy do babci oświadczyła:
- Ja z wami nie idę, zostaję u babci.
Rodzice zaniemówili na 3 minuty, a później zaczęli zachęcać swoją młodszą córkę do wyjścia. Na co Lena:
- No przecież wszystko mi opowiecie, przecież można opowiadać.
 
Udało się Lenisławę przekonać, ale trochę opóźniło to nasze wyjście i w drodze do Tauron Areny napotkaliśmy korki. Mama odetchnęła z ulgą widząc tłumy biegnących Elz (bohaterka bajki) i normalnie ubranych dzieci w stronę okrągłej hali widowiskowej, na której wyświetlała się reklama całego wydarzenia. Ustawiłyśmy się w długiej kolejce do wejścia, a gdy w końcu zasiadłyśmy na trybunach mama odsapnęła. Byłyśmy tam pierwszy raz i miejsce to zrobiło na nas duże wrażenie. Duży ekran miałyśmy po prawej stronie, a pod nim stało dużo krzesełek które zajęła orkiestra. Po raz kolejny miałyśmy okazję oglądnąć naszą ulubioną bajkę. Grająca Orkiestra Akademii Beethovenowskiej, śpiewający Chór Polskiego Radia   no i wykonawcy piosenek śpiewający na żywo: Czesław Mozil, Katarzyna Łaska, Magdalena Wasylik i Marcin Jajkiewicz
zrobiły ogromne wrażenie na wszystkich dzieciach i ich rodzicach. Bardzo nam się podobało, Lena też była szczęśliwa że jednak z nami poszła.


Mama bardzo chciała zrobić nam zdjęcie w trójkę. Najpierw Lena oświadczyła, że ona nie lubi zdjęć i sobie nie zrobi. Jak w końcu mama ją przekonała to Kornelka stwierdziła, że ona nie chce:


 


Przed nami ferie zimowe. W tym roku mama miała pierwszy raz problem co ze mną zrobić podczas zimowej przerwy. Przecież ona ma swoje obowiązki, tata też musi wyjechać. Lena będzie chodzić do przedszkola, a dla mnie trzeba było szukać jakiegoś miejsca gdzie będę miała opiekę. No, a z innej beczki gdzie jest zima?? gdzie jest śnieg??

Na koniec pochwalę mamę. Mama kiedyś napisała dla nas książkę, która bardzo nam się podobała. Bo my (zwłaszcza ja, Maja) lubimy jak nam mama czyta różne książki, wierszyki. Mamie udało się wydać tę książkę i podczas pobytu w Krakowie odebrała ją. Nosi tytuł "Niezwykłe przygody Mai", ale ona nie jest o mnie. Jest o dziewczynce, może trochę podobnej do mnie, no i ma takie imię jak ja. Do tekstu mamy pani Katarzyna Kurdziel zrobiła piękne ilustracje.





PS. Lena ma 4,5 roku i ku swej radości (bo w przedszkolu jej przyjaciele mają to za sobą) powiedziała "R". Nie zawsze jej to wychodzi, ale wszyscy ją tu dopingujemy :).