sobota, 27 września 2014

KONKURS

Ogłaszam konkurs!! Trzeba narysować najpiękniejszą gwiazdę (może być rozgwiazda).  Będą nagrody wykonane przeze mnie, z pomocą mamy. Oto oficjalny plakat:

Termin 11 październik!!

Wpadł mi do głowy jeszcze jeden pomysł. Będzie mi bardzo miło jakbyście przysłali mi pocztówkę z waszego miejsca zamieszkania, albo z waszej podróży. Taką zwykłą, z pozdrowieniami. Fajnie jest dostawać pocztówki, zwłaszcza jak się ma ich kolekcję. (Mama  poda chętnym adres !!!)

PS. Zdjęcie pierwszego plakatu:

poniedziałek, 22 września 2014

Bombowy plac zabaw

FOTKI
Zaczęło się przedszkole, a w domu pojawiły się syropki. Ja przez te lata nabrałam odporności, ale Lenka już smarka i prycha. Dzielnie chodzi do przedszkola i właśnie stamtąd przyniosła te zarazki. Ma już nowe koleżanki, których imiona są jeszcze tajemnicą (poza Nikolą). Łzy tęsknoty się zdarzyły, a największy kryzys przypadł 3,4 i 5 dzień. Teraz pyta "mamo, mogę iść sama do sali?". Bardzo zmieniła się przez te dni. Wchodząc do sklepu mówi głośno "dzień dobry" i "do widzenia". Trochę mniej się wstydzi, a w domu podśpiewuje piosenki. Rodzice pękają z dumy. Drażni ich jednak fakt, że Lena wychodząc z przedszkola jest bardzo drażliwa i płaczliwa. Tłumaczą to sobie tym, że jest zmęczona i musi odreagować, a bywa to bardzo męczące. Mnie też to męczy i wkurza bo wtedy nie wiadomo co i jak mówić do tego KRASNOLUDKA (bo Lena jest w grupie Krasnoludków). Powiesz "idziemy do domu" to jest płacz bo ona chce na plac zabaw. Jakbyś powiedziała "idziemy na plac zabaw" to by się okazało, że ona chce do domu. Dobrze, że ze mną rodzice nie mają takiego urwania głowy. Ja tylko zadaję w nieskończoność pytania natury męczącej (bo padły średnio 50 razy):"czy akrobatka to potrzebny zawód?", "jak działa czujnik w alarmie?", "czemu złodzieje noszą rękawiczki?". "Mamo kiedy wybudują ten plac zabaw?" to pytanie zadaję kilka razy dziennie. We wrześniu mieli oddać nowiuteńki, wystrzałowy plac zabaw, koło naszego bloku. Termin oddania się jednak przesuwa. Wszystko za sprawą niespodziewanych wykopalisk - licznych pocisków. Odwiedziny saperów stały się na tyle normalne, że pytanie "kiedy będą saperzy?" nikogo w domu nie dziwiło. Zatem powiedzenie "wystrzałowy" plac zabaw, albo bawiłam się"bombowo"  lub "rozerwałam się" na placu zabaw (to w przyszłości) będzie miało inny wymiar.

wtorek, 2 września 2014

Pożegnanie wakacji i pierwsze wyprawy Leny do przedszkola

Tata mnie pogania, żebym mu pokazała zdjęcia z ostatniej niedzieli. Ja nie miałam czasu, żeby coś tu naskrobać. Także musiał uzbroić się w cierpliwość. Po pierwsze moja kochana siostra Maja zapomniała wspomnieć, że mam już 3 lata. Dmuchałam świeczki na torcie i trochę płakałam bo moja buzia nie chciała dmuchać. Na szczęście się udało i mogliśmy zjeść pyszny torcik. Spełniły się prawie wszystkie moje marzenia: klocki lego, pościel z kucykami pony, ręcznik. Jedno się tylko nie spełniło. Miałam dostać świecące buty, ale niestety nigdzie mama nie mogła kupić mojego rozmiaru. Po drugie byłam na dniu otwartym w przedszkolu. Panował ogromny hałas i nie mogłam się tam odnaleźć. Po trzecie za mną już pierwszy oficjalny dzień w przedszkolu. Mama bardzo się bała, że będę płakać i że będzie ciężko. Była w ogromny błędzie, była dzielna dziewczyna. Znowu było ogromne zamieszanie, dużo płaczących dzieci i jeszcze więcej przejętych rodziców i babć. W całym tym chaosie poszłam do sali i nawet nie zauważyłam kiedy mama mnie zostawiła. Po obiadku przyszła po mnie Maja, ale ja najpierw musiałam dokończyć swoją pracę. Później przywitałam się z mamą "fajnie było". Ładnie sama jadłam, bawiłam się i nawet nie płakałam. Drugi dzień był odrobinę trudniejszy. Obyło się bez łez, ale jakoś tak nieśmiało wkroczyłam do sali. Po czwrte, a to powinno być po drugie, w niedziele pożegnaliśmy wakacje. Dziadek Marek i babcia Ania zaprosili nas do Energylandii w Zatorze. To jest takie wesołe miasteczko.
FOTY
Bawiliśmy się wszyscy doskonale. Pogoda i humory nam dopisały. Trudno powiedzieć co nam się najbardziej podobało. Ja pobiłam rekord kręcenia się na karuzeli z konikami, 6 razy pod rząd. Pewnie bym kręciła się dalej, ale mama miała już zawroty głowy. Mai podobały się pływające kłody (wsiadło się do "kanu" i płynęło rynną z wodą, kłoda wpływała na na małe wzniesienie, a później z niego szybko spływała). Nawet mama, która nie lubi karuzel korzystała z różnych atrakcji i była bardzo zadowolona (jak dziecko). Co tu dużo gadać wszyscy znaleźli coś dla siebie. Mikołaj wykazał się nie lada odwagą bo zdecydował się na Kamikaze. On dzielnie fruwał w powietrzu, a Malwinka w tym czasie ze strachu płakała. Najmniej podobało nam się kino 7D. Potwory, roboty, ruszające się  fotele, hałas, podmuchy i spryskiwanie wodą to było ponad nasze nerwy. Maja i wujek Marcin na pewno nie zapomną przejazdu na Gąsienicy. Gdy wsiedli do kolejki zaczynało kropić, a później jeździli już w wielkiej ulewie. Oberwanie chmury trwało chwilę, a później kontynuowaliśmy zabawę. Po 7 godzinach harców zmęczeni, ale zadowoleni wróciliśmy do domu.