wtorek, 2 września 2014

Pożegnanie wakacji i pierwsze wyprawy Leny do przedszkola

Tata mnie pogania, żebym mu pokazała zdjęcia z ostatniej niedzieli. Ja nie miałam czasu, żeby coś tu naskrobać. Także musiał uzbroić się w cierpliwość. Po pierwsze moja kochana siostra Maja zapomniała wspomnieć, że mam już 3 lata. Dmuchałam świeczki na torcie i trochę płakałam bo moja buzia nie chciała dmuchać. Na szczęście się udało i mogliśmy zjeść pyszny torcik. Spełniły się prawie wszystkie moje marzenia: klocki lego, pościel z kucykami pony, ręcznik. Jedno się tylko nie spełniło. Miałam dostać świecące buty, ale niestety nigdzie mama nie mogła kupić mojego rozmiaru. Po drugie byłam na dniu otwartym w przedszkolu. Panował ogromny hałas i nie mogłam się tam odnaleźć. Po trzecie za mną już pierwszy oficjalny dzień w przedszkolu. Mama bardzo się bała, że będę płakać i że będzie ciężko. Była w ogromny błędzie, była dzielna dziewczyna. Znowu było ogromne zamieszanie, dużo płaczących dzieci i jeszcze więcej przejętych rodziców i babć. W całym tym chaosie poszłam do sali i nawet nie zauważyłam kiedy mama mnie zostawiła. Po obiadku przyszła po mnie Maja, ale ja najpierw musiałam dokończyć swoją pracę. Później przywitałam się z mamą "fajnie było". Ładnie sama jadłam, bawiłam się i nawet nie płakałam. Drugi dzień był odrobinę trudniejszy. Obyło się bez łez, ale jakoś tak nieśmiało wkroczyłam do sali. Po czwrte, a to powinno być po drugie, w niedziele pożegnaliśmy wakacje. Dziadek Marek i babcia Ania zaprosili nas do Energylandii w Zatorze. To jest takie wesołe miasteczko.
FOTY
Bawiliśmy się wszyscy doskonale. Pogoda i humory nam dopisały. Trudno powiedzieć co nam się najbardziej podobało. Ja pobiłam rekord kręcenia się na karuzeli z konikami, 6 razy pod rząd. Pewnie bym kręciła się dalej, ale mama miała już zawroty głowy. Mai podobały się pływające kłody (wsiadło się do "kanu" i płynęło rynną z wodą, kłoda wpływała na na małe wzniesienie, a później z niego szybko spływała). Nawet mama, która nie lubi karuzel korzystała z różnych atrakcji i była bardzo zadowolona (jak dziecko). Co tu dużo gadać wszyscy znaleźli coś dla siebie. Mikołaj wykazał się nie lada odwagą bo zdecydował się na Kamikaze. On dzielnie fruwał w powietrzu, a Malwinka w tym czasie ze strachu płakała. Najmniej podobało nam się kino 7D. Potwory, roboty, ruszające się  fotele, hałas, podmuchy i spryskiwanie wodą to było ponad nasze nerwy. Maja i wujek Marcin na pewno nie zapomną przejazdu na Gąsienicy. Gdy wsiedli do kolejki zaczynało kropić, a później jeździli już w wielkiej ulewie. Oberwanie chmury trwało chwilę, a później kontynuowaliśmy zabawę. Po 7 godzinach harców zmęczeni, ale zadowoleni wróciliśmy do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz