Bombowy plac zabaw
Zaczęło się przedszkole, a w domu pojawiły się syropki. Ja przez te lata nabrałam odporności, ale Lenka już smarka i prycha. Dzielnie chodzi do przedszkola i właśnie stamtąd przyniosła te zarazki. Ma już nowe koleżanki, których imiona są jeszcze tajemnicą (poza Nikolą). Łzy tęsknoty się zdarzyły, a największy kryzys przypadł 3,4 i 5 dzień. Teraz pyta "mamo, mogę iść sama do sali?". Bardzo zmieniła się przez te dni. Wchodząc do sklepu mówi głośno "dzień dobry" i "do widzenia". Trochę mniej się wstydzi, a w domu podśpiewuje piosenki. Rodzice pękają z dumy. Drażni ich jednak fakt, że Lena wychodząc z przedszkola jest bardzo drażliwa i płaczliwa. Tłumaczą to sobie tym, że jest zmęczona i musi odreagować, a bywa to bardzo męczące. Mnie też to męczy i wkurza bo wtedy nie wiadomo co i jak mówić do tego KRASNOLUDKA (bo Lena jest w grupie Krasnoludków). Powiesz "idziemy do domu" to jest płacz bo ona chce na plac zabaw. Jakbyś powiedziała "idziemy na plac zabaw" to by się okazało, że ona chce do domu. Dobrze, że ze mną rodzice nie mają takiego urwania głowy. Ja tylko zadaję w nieskończoność pytania natury męczącej (bo padły średnio 50 razy):"czy akrobatka to potrzebny zawód?", "jak działa czujnik w alarmie?", "czemu złodzieje noszą rękawiczki?". "Mamo kiedy wybudują ten plac zabaw?" to pytanie zadaję kilka razy dziennie. We wrześniu mieli oddać nowiuteńki, wystrzałowy plac zabaw, koło naszego bloku. Termin oddania się jednak przesuwa. Wszystko za sprawą niespodziewanych wykopalisk - licznych pocisków. Odwiedziny saperów stały się na tyle normalne, że pytanie "kiedy będą saperzy?" nikogo w domu nie dziwiło. Zatem powiedzenie "wystrzałowy" plac zabaw, albo bawiłam się"bombowo" lub "rozerwałam się" na placu zabaw (to w przyszłości) będzie miało inny wymiar.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz