wtorek, 31 marca 2009

(klikając fotkę zobaczysz więcej zdjęć)
Nooo i wiosna całą gębą. Chyba wszyscy już się stęsknili :). Dziś było pięknie, ale bez szaleństw, a niektórzy wskoczyli już w letnie stroje (rybaczki, prawie sandałki -> takie elementy garderoby można było dziś spotkać w Częstochowie). Jeśli to jest sposób na wygonienie zimy, to niech im będzie. Nawet mama wyciągnęła dziś dla mnie cieńszy kombinezon (mogłaby coś z tą czapą zrobić...), który okazał się już nieco za mały. Dlatego mama wcisnęła mi coś bardzo dziwnego na stopy, ciągle mi to COŚ spadało i paluszki mi marzły. Chyba czas pomyśleć o zmianie garderoby?? Wracając do tematu, dziś piewszy raz byłam na placu zabaw. Mama mi pokazała huśtawki, drabinki, zjeżdżalnie... Nawet sama się huśtałam. Trochę pomarudziłam, jakaś taka rozdrażniona byłam cały dzień (to pewnie to ciśnienie). W domu czekała na nas paczka od babci Krysi. A tam ubranka - dzięki babciu!!. Niektóre były za małe (bo ja bardzo urosłam), więc mama próbowała je odrazu spakować do kartonu. Dużo jej to zajęło czasu, bo co ona włożyła to ja wyciągnęłam. No i tak nam zleciał dzionek cały...

sobota, 28 marca 2009

Dziś oficjalnie uznajemy, że wiosna nadeszła (albo jest bliżej niż wczoraj ;) ). W końcu udało nam się wyjść na spacer. Do tej pory mieliśmy 2 przeszkody. Pierwsza to taka, że z pogodą było różnie. Druga to taka, że kupno wózka nie jest proste. Rodzice nie doczekali się na wymarzony model i kolor. Nawet u producenta (tuż koło Częstochowy) powiedzieli "będzie za tydzień". Pewnie dlatego, że musi przyjechać z CHIN. Rodzice się wkurzyli i kupili inny u Polskiej konkurencji (też z CHIN). Bo przecież ile można czekać na odpowiedni kolor (bo 2 tygodnie to lekka przesada)?? No i podjęli słuszną decyzję :). Dziś był piękny dzień (chociaż w Krakowie podobno było ładniej). Najważniejsze, że słonko czasami wyglądało i było cieplutko. Rano wyruszyliśmy do parku pod Jasną Górę. Ja przespałam całą wyprawę i nawet jak wróciliśmy to też spałam (na balkonie). Szkoda bo podobno wiewiórki dawały popisy na wysokościach i... (to w albumie). Po obiadku rodzice nie dali za wygraną i ruszyliśmy do lasu. Hmmm nawet mi się podobało, ale jak byłam na rękach... Wszyscy myśleli, że po takim dniu szybko padnę, ale ja miałam jeszcze dużo siły. No teraz to już czas do spania....

czwartek, 26 marca 2009

(kolejny filmik- klikając na fotkę)
Od mamy:
Maja lada moment skończy 9 miesięcy (3.IV), obecnie waży 8,5 kg (niektórzy mówią, że niezły z niej grubasek--> a nam się wydaje, że jest w sam raz i nie będzie żadnej diety ;) ). Wyrasta już z ubranek o rozmiarze 74 (przynajmniej niektórych). Jest już na tyle duża, że postanowiliśmy ją awansować do większego fotelika samochodowego, a Majce ta zamiana pasuje (teraz będzie jej wygodniej patrzeć przez okno na świat). Już od dawna sama ładnie siedzi, a ostatnio nawet sama usiadła (ale musi nad tym popracować). Raczkowanie?? Tak jak to u RAKÓW, do tyłu (opanowane perfekcyjnie). Potrafi dotrzeć do celu, a to się liczy. Poza "tata", "mama" (gdy płacze), "baba" (czasem wychodzi) i innymi "aaaa","iii", "eeee" umie udawać samochód "brrrrr" (soczyście opluwając wszystko i wszystkich dookoła). Nauczyła się machać (robić "papa"), czasem macha bez sensu (gdy babcia wyszła i Maja zaczęła jej machać, to dalej jej machała gdy obudziła się w środku nocy). Zrobiła też 3 razy siku na nocnik, ale jeszcze długa droga do pozbycia się pieluch (ale i tak fajnie...). Lubi pozować do zdjęć, a gdy widzi kamere to się uśmiecha. Rozbraja nas uśmiech z pomarszczonym noskiem (na zdjęciu we wczesniejszym poście) oraz mina a'la ciocia Karinka (taka świnka hihi). Jakoś się dogadujemy choć czasem zgadujemy o co JEJ może chodzić.

wtorek, 24 marca 2009

(kliknij w zmarszczony nosek by zobaczyć więcej)
Zima, wiosna, zima, wiosna i tak w kółko... Zresztą i tak nie mam czym jeździć na spacery. Rodzice postanowili kupić wózek i wszystko było na dobrej drodze. Nawet zdążyliśmy do sklepu (2 min przed zamknięciem). Tylko było jedno ALE, nie było takiego koloru jaki im się zamarzył i czekamy na nową dostawę. Także jesteśmy zdani na zabawy w domu i ewentualną jazdę autkiem... Ja to całymi dniami szaleję po dużym pokoju, zwiedzam zakamarki (jeszcze nie na czworaka, ale mam swoje sposoby). Mam niezły humor i ciągle się uśmiecham. Czasami mnie zęby wkurzają, bo chyba będę mieć więcej niż cztery (i po co tyle??).

od mamy:
Dochodzi 23:30, Maja od 30 minut urzęduje i wcale nie ma zamiaru wrócić do łóżka...hmmm...
Ja wrzucam jeszcze króciutki filmik.

czwartek, 19 marca 2009

(kilka zdjęć z weekendu)

Długo nie pisałam, bo nie było mnie w domku. Zacznę od początku.
W piątek (13.III) odbyła się oficjalna kolacja z toastami na cześć nowego członka rodziny - Malwinka. Oj działo się... Ona w sumie wszystko przespała i przejadła. My z Mikołajem szaleliśmy na całego. Bawiliśmy się klockami i w ganianego... Później mi się dobrze spało ;).
W sobotę mama spakowała walizkę i wyruszyliśmy w podróż. Jechaliśmy strasznie dłuuuugo. Ja w sumie przespałam większość drogi, ale ostatnie 50 km urzędowałam. Mama mówi, że byłam dzielna. Dojechaliśmy do Rudnika nad Sanem, a tam było dużo nowych cioć wujków i co najważniejsze dzieci (Gutek, Ola i Jaś). Co prawda ja byłam najmłodsza, ale i tak super się bawiliśmy. Ponieważ była ładna pogoda to udało nam się wyjść na spacer, mimo zmęczenia Gutka. W niedzielę wiosna zrobiła nam smaka. Świeciło słonko i było cieplutko. Wyciągnęliśmy wózek i ruszyliśmy na spacerek. Ja nie wiem co się dzieło bo zrobiło mi się cieplutko i jeszcze kołysało więc oczka mi się zamknęły szybciutko (podobno spałam z godzinkę w ogrodzie). W poniedziałek zima przypomniała sobie, że jest dopiero marzec i zamknęła nas w domu. Wyruszyliśmy do Stalowej Woli, żeby odwiedzić dwie prababcie i pradziadka, ciocię Agę i Kacperka. No i w środę wróciliśmy do domku. Ja się bardzo stęskniłam za moimi zabawkami. Było bardzo fajnie, ale w domku jest najlepiej :)...

Od mamy:
Wszelkie reklamacje przyjmę w komentarzach, rozpatrzę i pewnie odrzucę...
I jeszcze dla wytrwałych krótki filmik (o jakości niezadowalającej- napisy są niewyraźne...)

środa, 11 marca 2009

Dziś humorek mi dopisywał, co może potwierdzić babcia Ania. Strasznie się ucieszyłam z jej odwiedzin. Troszkę się za nią stęskniłam... Poza tym to siedzimy w domu bo pogoda w kratkę, a mnie ciągle męczy ten katarek. Czekamy na wiosnę i tatę...

poniedziałek, 9 marca 2009


Jak ja nie lubię tych poniedziałków. Zawiało nudą ;)... Mama wyciągnęła mnie na spacer bo "ładna pogoda". Fakt w słońcu było ciepło i miło, gorzej było gdy to słońce świeciło mi prosto w oczy. Nawet nie mam jak ich sobie zasłonić bo w tym kombinezonie to jestem jak bałwan (prawie się ruszać nie mogę). Do tego ten wiatr brrr. I po co było wychodzić?? Byłyśmy w parku, a tam ludzie siedzą na ławeczkach i udają, że jest wiosna. Przecież tak nie wystraszą tej zimy. Może by Marzanna pomogła?? Nawet wiewiórki dały się nabrać na tę "WIOSNĘ". Wyszły ze swych ukryć i buszują już po parku. Pewnie śpiewające ptaki je zmyliły, albo te bazie. Tak czy siak ja wam mówię mamy jeszcze zimę...

niedziela, 8 marca 2009

(jak zwykle kilka fotek...)
Za nami intensywny weekend. Co prawda pogoda uziemiła nas w domu, ale wizyta cioci Kariny była wystarczającą rekompensatą. Śmiechom i chichom nie było wręcz końca. Szkoda, że w nocy się nie chciała ze mną bawić (bo ja specjalnie się budziłam w środku nocy)... Jedyną większą atrakcją od cioci była wizyta w supermarkecie. Ile tam się dzieje, tyle ludzi i różnych ciekawych rzeczy. Ciekawe czemu rodzice częściej mnie tam nie zabierają?? Warto też dodać, że mama była w teatrze i wygrała kurs salsy w losowaniu z okazji dnia KOBIET. Szkoda, że nie trafi 6 w totka ;). Nagrodę musi jednak oddać, a znalezienie chętnego nie należało do najprostszych - panowie są zdecydowanie na NIE!! Udało się...

piątek, 6 marca 2009

Co nowego?
Po pierwsze nie mamy (tzn mamy, ale o tym zaraz) na czym uwieczniać jak rosnę bo tata wziął aparat do pracy. Na szczęście wraca za tydzień więc to się zmieni. Po drugie w międzyczasie jak tu nie pisałam i jak pojechał tata to byłam z mamą u Malwinki i cioci Kasi. Rzeczywiście jest strasznie malutka i chudziutka (ciocia musi ją koniecznie dokarmić). Ma długie rączki, nóżki i malutkie dłonie (a paluszki takie cienkie jak zapałeczki). Hmm strasznie dużo śpi, ale podobno to u NAS normalne w pierwszym miesiącu. Później się ponoć rozkręci... Po trzecie dziś podjęłam ewidentną próbę raczkowania. Podnosiłam pupę i brzuszek do góry. Ciężko się tak utrzymać i przemieszczać. Jak będę ćwiczyć to w końcu wyjdzie, a wtedy to biedni Ci moi rodzice. KLIKAJĄC TU powinien być krótki film z moich prób (mówiłam, że mamy). Teraz będzie po czwarte i najważniejsze - już tęsknie za tatą...