czwartek, 19 marca 2009

(kilka zdjęć z weekendu)

Długo nie pisałam, bo nie było mnie w domku. Zacznę od początku.
W piątek (13.III) odbyła się oficjalna kolacja z toastami na cześć nowego członka rodziny - Malwinka. Oj działo się... Ona w sumie wszystko przespała i przejadła. My z Mikołajem szaleliśmy na całego. Bawiliśmy się klockami i w ganianego... Później mi się dobrze spało ;).
W sobotę mama spakowała walizkę i wyruszyliśmy w podróż. Jechaliśmy strasznie dłuuuugo. Ja w sumie przespałam większość drogi, ale ostatnie 50 km urzędowałam. Mama mówi, że byłam dzielna. Dojechaliśmy do Rudnika nad Sanem, a tam było dużo nowych cioć wujków i co najważniejsze dzieci (Gutek, Ola i Jaś). Co prawda ja byłam najmłodsza, ale i tak super się bawiliśmy. Ponieważ była ładna pogoda to udało nam się wyjść na spacer, mimo zmęczenia Gutka. W niedzielę wiosna zrobiła nam smaka. Świeciło słonko i było cieplutko. Wyciągnęliśmy wózek i ruszyliśmy na spacerek. Ja nie wiem co się dzieło bo zrobiło mi się cieplutko i jeszcze kołysało więc oczka mi się zamknęły szybciutko (podobno spałam z godzinkę w ogrodzie). W poniedziałek zima przypomniała sobie, że jest dopiero marzec i zamknęła nas w domu. Wyruszyliśmy do Stalowej Woli, żeby odwiedzić dwie prababcie i pradziadka, ciocię Agę i Kacperka. No i w środę wróciliśmy do domku. Ja się bardzo stęskniłam za moimi zabawkami. Było bardzo fajnie, ale w domku jest najlepiej :)...

Od mamy:
Wszelkie reklamacje przyjmę w komentarzach, rozpatrzę i pewnie odrzucę...
I jeszcze dla wytrwałych krótki filmik (o jakości niezadowalającej- napisy są niewyraźne...)

1 komentarz: