niedziela, 21 czerwca 2015

Zakończenie



Rok przedszkolny dobiega końca. W przedszkolu odbyło się już oficjalne zakończenie. Dla mnie to było pożegnanie z tym miejscem (teraz będę je już tylko odwiedzać i miło wspominać). Po wakacjach z większą częścią mojej grupy spotkam się w szkole, na przeciwko przedszkola. Na uroczystości odtańczyliśmy poloneza i zaśpiewaliśmy całą masę piosenek. Podziękowaliśmy wszystkim paniom wierszem i wręczyliśmy piękne kwiaty. Chyba wszyscy byli nieco wzruszeni... Leny grupa nie miała oficjalnego zakończenia, oni po wakacjach spotkają się znowu tylko w innej sali. Z małych nieśmiałych dzieciątek zamienili się w niezłych rozrabiaków. Lenka bardzo lubi chodzić do przedszkola, do swoich przyjaciół: Julki, Zosi, Nadii, Dawida, Oskarka, Maxa, Adiego... Kończą się również zajęcia pozaprzedszkolne. Dziś odbył się oficjalny występ mojej grupy baletowej w auli Politechniki
FOTY
Częstochowskiej. Wszystkie miejsca siedzące były zajęte (ok 500)... W sobotę odbyła się 2 godzinna próba. Każda grupa ćwiczyła swój układ (w innych strojach) na prawdziwej scenie. Musiałyśmy przećwiczyć kto, kiedy i gdzie. Nasz pan Łukasz zaprosił swoją koleżankę z Poznania z którą dali profesjonalny pokaz baletu. Występ wzbudził wiele emocji i burzliwych braw. Szczerze mówiąc, gdy usłyszałam o tym występie 3 miesiące temu zarzekałam się, że nie wystąpię, że się boję. Obyło się bez nerwów i bez tremy. Na scenie czułam się bardzo swobodnie, może dlatego że nie zdawałam sobie sprawy że patrzy na mnie 1000 oczu? Na koniec odbyła się sesja fotograficzna.
PS. Dziś wyjątkowo dużo zdjęć czarno- białych. Niestety rodzice nie opanowali sztuki robienia zdjęć w takich teatralnych warunkach. Dołączam też filmik, mam nadzieję że jakość pozwoli Wam żeby mnie znaleźć (filmik może być w postaci "dziwnego" paska- klikajcie może się otworzy).

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Bezcenne chwile jak motyle...


Czy zrobiłam sobie wcześniejsze wakacje?? Nie, ale spędzając więcej czasu na "świeżym" (bo czy w mieście jest świeże powietrze?)powietrzu brakuje werwy na stukanie w klawiaturę. Zaległości sięgają dnia matki. Zrobiliśmy z tatą całkiem niezły numer. Mina mamy była bezcenna. Jak to zwykle bywa tatuś wyjechał przed tym ważnym świętem. Powiem szczerze, że popełniliśmy kilka wtopek w zeszłych latach. W przedszkolu zawsze byliśmy przygotowani: występy, prezenty... W domu, wychodziło różnie... Mama w zeszłym roku uciekła się do brzydkiego podstępu (na miesiąc przed swoim świętem):
- Maju zobacz jaka ładna filiżanka. Jak nie będziecie wiedzieć co mamie kupić na dzień mamy, to ta filiżanka baaardzo mi się podoba.
- Mamusiu, ale ja wiem co Ci kupię. Może lalkę, albo klocki....
- Ok, ale jakby tatuś pytał to możesz mu powiedzieć o filiżance.
- Dobrze...
No i stało się... Dzień matki wyskoczył nagle, niespodziewanie i ... co tu dużo gadać była wtopa. W tym roku mama pokazała wspomnianą filiżankę Lence, a później tacie (dmuchała na zimne ;) ). Wszystko szło dobrze, ale tata wyjechał...
Maja: Mamo ja to bym Ci chciała kupić coś pięknego z okazji Dnia Mamy.
Mama: Yyyy...no to będziesz musiała poczekać na tatusia, bo głupio żebym kupowała sobie sama prezent... Póki co pozostaje Ci zrobienie pięknej laurki. Trzeba było przypilnować tatę przed wyjazdem...ehhh
Takich rozmów przeprowadziłam z mamą kilka, a w duchu śmiałam się i powstrzymywałam resztkami sił żeby się nie wygadać. W tajemnicy przed Leną (bo to papla) i mamą pojechaliśmy z tatą do sklepu i kupiliśmy TĄ filiżankę i czajniczek. Tata schował prezent najpierw w piwnicy, a później pod łóżkiem. Mina mamy 26 maja o 7:30 była bezcenna. Pokazaliśmy w tym roku klasę :))). Wiecie co jest najmilszego 26 maja? To że za kilka dni jest TEN dzień, DZIEŃ DZIECKA. Nie możemy narzekać bo z tej okazji spotkała nas cała masa miłych rzeczy: drobiazgi od rodziców, od babci, wycieczka autokarowa do Kariny dinozaurów (Krasiejów) z przedszkolem (to moja grupa), wycieczka do sali zabaw (to Leny grupa). Do tego moja grupa poszła do filharmonii na przedstawienie "Królewna Śnieżka". Rodzice zabrali nas do skansenu w Chorzowie ( o tym będzie), a w ostatni weekend byliśmy na DD u dziadka Marka w pracy. Zwiedzaliśmy jego firmę gdzie produkują uszczelki i inne gumowe elementy. Była cała masa atrakcji: dmuchańce do skakania, trampoliny, studio fryzur, zwierzaki z balonów itd... Były też pokazy straży pożarnej i pogotowia (udzielanie pierwszej pomocy). Razem ze strażakiem "gasiłam pożar" (trafiałam do plastikowych pachołków). Było gorąco i super fajnie.

Na weekend Bożego Ciała przyjechała do nas babcia Krysia, z którą spędziliśmy miło czas. Zabraliśmy ją na spacer po Jurze, zaliczając po drodze ostańce: Dziewicę, Szafę, Mnicha i Sfinksa na górze Biakło. Pogoda nas rozpieściła i mogliśmy podziwiać naszą Jurę skąpaną w zieleni. Kolejnego dnia pojechaliśmy do Chorzowa, do skansenu. Żar lał się z nieba, a my w błogich nastrojach zwiedzaliśmy chaty, zagrody, wiłyśmy wianki i karmiłyśmy biegające owce. Trzeciego dnia pojechaliśmy do Zawad, gdzie kilka godzin chlapałyśmy się z tatą w rzece, babcia zażywała kąpieli słonecznej, a mama w cieniu czytała książkę. Czwartego dnia zabraliśmy babcię do Muzeum Górnictwa Rud Żelaza, pod Jasną Górą. Wystawa nie jest długa, ale nie wzbudziła naszego zainteresowania. Lenka wręcz bała się mroku, tunelów, wagoników i manekinów górników... Później to babcia zabrała nas na wystawę obrazów... A na placu Biegańskiego oglądałyśmy jak straż pożarna ratuje uwięzionego kierowcę w aucie. To były tylko pokazy, w kilka minut z fiata stał się kabriolet. Spacer w 30 stopniach nas wykończył. Dopiero wieczorem wyszłyśmy na plac zabaw. Teraz to już czas zacząć przygotowania do WAKACJI!!! 
FOTKI