Blog dla moich bliskich, którzy są daleko i nie mogą na co dzień patrzeć jak rośniemy.
sobota, 28 lutego 2009
piątek, 27 lutego 2009
Wczoraj był ważny dzień, odwiedziliśmy Malwinkę w szpitalu. Ja musiałam poczekać na korytarzu bo nie było takich małych fartuchów. Najpierw poszła mama, dość długo jej nie było. Tata zaczął się martwić, że zgłodnieje i wszczął alarm. Mama szybko przybiegła i poszedł tata. Ja się wcale nie nudziłam bo szła wycieczka (ze szkoły rodzenia) i każdy się do mnie uśmiechał, zaczepiały nas panie pielęgniarki i pan doktor. Z każdym zamieniłam jedno zdanie. Męczące te odwiedziny. Trochę popiszczałam, a mama tylko mówiła "ciii bo obudzisz malutkie dzieci...". Później już tylko ćwierkali "Jakie malutkie ma Malwinka paluszki, rączki..." i jeszcze twierdzą że JA taka mała kiedyś byłam. Szczerze to chciałabym zobaczyć tą moją kuzyneczkę .
Co poza tym?? A nic szczególnego, wypłynęliśmy wczoraj z tatą w rejs po dużym pokoju. Ja pływałam w "żółtej łodzi", a tata był potworem który chciał mnie zjeść... i jeszcze masa innych rzeczy, ale już więcej nie pamiętam.
Co poza tym?? A nic szczególnego, wypłynęliśmy wczoraj z tatą w rejs po dużym pokoju. Ja pływałam w "żółtej łodzi", a tata był potworem który chciał mnie zjeść... i jeszcze masa innych rzeczy, ale już więcej nie pamiętam.
wtorek, 24 lutego 2009
Szkoda się dziś rozpisywać. Dzień zaczął się dobrze, a nawet trochę lepiej niż dobrze. Szkoda, że wieczorem rodzice mnie już lekko wkurzali i wcale nie rozumieli... Tak bardzo mi się chciało płakać. Kąpiel w łazience (pierwszy raz byłam w kabinie prysznicowej - całkiem przyjemne miejsce) mnie trochę odprężyła. Później już nie wytrzymałam i wszystko im wykrzyczałam (tylko szkoda tych moich łez...). Ahh żeby tego było mało to stwierdzili, że będę spać w swoim pokoju - jedno jest pewne obudzę się z nimi (I niech sobie nie myślą).
poniedziałek, 23 lutego 2009
Dziś był bardzo WAŻNY dzień, ale od początku... Od rana rodzice śledzili relacje z DNIA porodu MALWINKI (mojej nowej, malutkiej kuzynki). W międzyczasie wyjęli pudło klocków, które kupili dla "mnie"(??). Oni świetnie się bawili i jeszcze kazali mi burzyć to co zbudowali. Ja się pytam PO CO?? Jaki to ma sens?? ( i jeszcze krzyczeli BAM bam i się cieszyli gdy ich budowle się z hukiem rozsypywały). Mi się najbardziej podobała ulotka... Co było potem?? Rodzice wymyślili
spacer, ale nie sprawdzili jaka jest pogoda. Cóż była kiepska, odwilż - wielka chlapa i sypał mokry śnieg. Więc sprytnie postanowili, że zamiast wózka użyjemy samochodu. Pojechaliśmy na Jasną Górę, oglądnąć szopkę. Ja tam już byłam, ale i tak było fajnie bo poprzednim razem spałam ;). Po powrocie do domu był już tylko jeden temat "Czy już urodziła??". No i zleciało... W końcu ok 19 zadzwoniła babcia Ania z radosną nowiną. Malwinka urodziła się o 18:58 i jest całkiem sporą dziewczynką(3220 i 58cm). Rodzicom serdecznie gratulujemy i nie możemy się doczekać spotkania!!
sobota, 21 lutego 2009
W końcu udało mi się wyciągnąć rodziców na spacer. Ciągle COŚ im przeszkadzało, a to pogoda była nie taka, a to noga bolała ;). Dziś stanowczo nie mogli się wykręcić, ale tak się przejęli tym spacerem że WOOO. To był istnie zimowy spacer :). Pojechaliśmy do Poraja i wydeptywaliśmy ścieżki w śniegu. Rodzice szybko się zmęczyli torując drogę dla "moich" sanek. Hihi no i spodnie im przemokły, a mi nie...
piątek, 20 lutego 2009
wtorek, 17 lutego 2009
ATAK ZIMY!!
Ponowny atak zimy najbardziej zmartwił naszego dozorce. My co prawda siedzieliśmy dziś głównie w domu, ale jak wszystko dobrze pójdzie to jutro będziemy śmigać na sankach.
Co dziś robiłam??
Mama zbudowała mi mega wypasiony namiot, spędziłam w nim parę ładnych godzin ( i jaką przy tym miałam zabawę).
Ponowny atak zimy najbardziej zmartwił naszego dozorce. My co prawda siedzieliśmy dziś głównie w domu, ale jak wszystko dobrze pójdzie to jutro będziemy śmigać na sankach.
Co dziś robiłam??
Mama zbudowała mi mega wypasiony namiot, spędziłam w nim parę ładnych godzin ( i jaką przy tym miałam zabawę).
niedziela, 15 lutego 2009
11-15 luty-> Wizyta w Krakowie.
Co za dłuuugi weekend i tyle wrażeń. Spotkaliśmy się z wujkami, ciociami... Spadło dużo śniegu i mama wyciągnęła z piwnicy swoje stare sanki. Rodzice opatulili mnie kocykami i szalikiem, ale i tak troszkę zmarzł mi nosek. Na spacerze towarzyszył nam czarny futrzak ("hau hau" to piesek, Debrusia). Ogólnie bardzo mi się podobało (szkoda, że nie ulepiliśmy bałwana). Musimy to koniecznie powtórzyć!Wracając z Krakowa odwiedziliśmy Mikołaja i jego rodziców. Lubię tam zaglądać i bawić się z moim kuzynem w ganianego. Jeszcze trochę i na własnych nogach go będę ścigała. Wtedy na pewno go złapię, bo babcia i wujek to wolno biegają. Później dostałam pyszny obiadek, to można zobaczyć poniżej - wujek postanowił to uwiecznić (ciekawe dlaczego??).
wtorek, 10 lutego 2009
poniedziałek, 9 lutego 2009
niedziela, 8 lutego 2009
Byliśmy na obiadku u babci Ani, ja dostałam tylko ziemniaki, ale wszyscy chwalili całą resztę.
Był też Mikołaj, obserwowałam jak się bawi (jak będę większa to razem będziemy się wygłupiać).
Jak wróciliśmy do domku dostałam pyszne jabłuszko, a później była extra kąpiel. Nawet nie zauważyłam, że woda zrobiła się zimna. Zanim mama zdążyła zrobić mi mleczko usnęłam na huśtawce...
Klikając na zdjęcie zobaczycie kilka zdjęć z wizyty Majki u Mikołaja.
sobota, 7 lutego 2009
Śnieg stopniał, ale za to wyszło słonko i zrobiło się ciepło. Dziś odwiedziła nas ciocia Karina i wędrowaliśmy po Lasku Aniołowskim. Nawet tata skusił się na spacerowanie :). Później trochę muzykowaliśmy (na wypożyczonym od mojego kuzyna Mikołaja - dzięki MIKI) na SUPER FORTEPIANIE, bawiliśmy się w chowanego pod poduszką itd... Kupa śmiechu była przy tym. Po takich emocjach szybko usnęłam!!
poniedziałek, 2 lutego 2009
niedziela, 1 lutego 2009
1 luty
Za oknem śnieg, a my siedzimy w domu (bo jedna z nas jest chora ;) ).
Odwiedziłyśmy dziś babcię Anię, ale nie tylko my miałyśmy taki pomysł. Przyszedł też mój młodszy kuzyn Cyprian (oczywiście z rodzicami). Na początku byłam trochę nieśmiała, ale później to on się rozpłakał (gdy złapałam go za rączkę - co widać na załączonych zdjęciach).
Mama załączyła jeszcze kilka zdjęć - z niespodziewanego spotkania ze Stanem Borysem (dużo by tu opowiadać :) ) oraz takie z dnia codziennego.
Za oknem śnieg, a my siedzimy w domu (bo jedna z nas jest chora ;) ).
Odwiedziłyśmy dziś babcię Anię, ale nie tylko my miałyśmy taki pomysł. Przyszedł też mój młodszy kuzyn Cyprian (oczywiście z rodzicami). Na początku byłam trochę nieśmiała, ale później to on się rozpłakał (gdy złapałam go za rączkę - co widać na załączonych zdjęciach).
Mama załączyła jeszcze kilka zdjęć - z niespodziewanego spotkania ze Stanem Borysem (dużo by tu opowiadać :) ) oraz takie z dnia codziennego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
