piątek, 27 lutego 2009

(kliknij by zobaczyć zdjęcia z rejsu i nie tylko)
Wczoraj był ważny dzień, odwiedziliśmy Malwinkę w szpitalu. Ja musiałam poczekać na korytarzu bo nie było takich małych fartuchów. Najpierw poszła mama, dość długo jej nie było. Tata zaczął się martwić, że zgłodnieje i wszczął alarm. Mama szybko przybiegła i poszedł tata. Ja się wcale nie nudziłam bo szła wycieczka (ze szkoły rodzenia) i każdy się do mnie uśmiechał, zaczepiały nas panie pielęgniarki i pan doktor. Z każdym zamieniłam jedno zdanie. Męczące te odwiedziny. Trochę popiszczałam, a mama tylko mówiła "ciii bo obudzisz malutkie dzieci...". Później już tylko ćwierkali "Jakie malutkie ma Malwinka paluszki, rączki..." i jeszcze twierdzą że JA taka mała kiedyś byłam. Szczerze to chciałabym zobaczyć tą moją kuzyneczkę .
Co poza tym?? A nic szczególnego, wypłynęliśmy wczoraj z tatą w rejs po dużym pokoju. Ja pływałam w "żółtej łodzi", a tata był potworem który chciał mnie zjeść... i jeszcze masa innych rzeczy, ale już więcej nie pamiętam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz