wtorek, 30 marca 2010

Nasz ROBACZEK


W końcu, udało nam się zrobić jakieś ostre zdjęcia źrebaczka zanim po raz kolejny padła nam bateria w aparacie. Z ciekawości mama zajrzała do książki o konikach. Okazuje się, że ciąża u koni trwa 11 miesięcy. Gdy maluch i mama są gotowi na ich wielki dzień to klacz się kładzie, najpierw pojawiają się kopyta przednich nóżek, potem leżąca na kończynach główka no i cała reszta. Czasami jest niezbędna asysta człowieka. Po porodzie klacz liże swoje dzieciątko, aby je oczyścić. Jest to też masaż, który wzmaga krążenie krwi i oddychanie. Już godzinę po porodzie źrebak wstaje. Nam ludziom zajmuje to nieco więcej.


niedziela, 28 marca 2010

Niedziela PALMOWA

    Ten tydzień minął w miłej, wiosennej atmosferze spacerków. Odwiedziłyśmy Park Jordana, gdzie są super placyki zabaw dla dzieci. Ja coraz śmielej wspinam się po drabinkach i zjeżdżam ze zjeżdżalni. Uwielbiam siedzieć w piaskownicy i burzyć babki z piachu, rysować kredą po chodniku (ograniczam się do kreseczek). Czasami w spacerach towarzyszyła nam ciocia Karinka, raz ciocia Adzia, a raz spotkałyśmy ciocię Magdę z małym Adasiem (ale to jeszcze mały dzidziuś). Na placach zabaw nie ma czasu na nudę, nawet mama nie narzeka na brak ruchu. W domu liczy tylko nowe siniaki i zadrapania. 
     W stajni urodził się nowy konik  - "robaczek" (źrebaczek) i spaceruje ze swoją mamusią po wybiegu. My go tam odwiedzamy. Patrzymy sobie na niego i inne koniki, czasem je głaszczemy. 
     Dziś była niedziela palmowa. Nie byłam w kościółku, bo raczej bym tam nie wysiedziała... Spacerowałyśmy po Rynku i plantach krakowskich. Było fajnie, karmiłam gołąbki i łapałam ogromne bańki mydlane. Podróże autobusem już nie są takie straszne, ale i tak wolę jazdę autkiem z tatuniem. Nie mogę się go doczekać. Czasami biorę telefon od mamy, gdy dzwoni tatuń. Kładę go (telefon) na podłodze i buduję z nim (tzn. z tatusiem) wierzę z klocków, ale to nie to samo...

Moja interpretacja wierszyka:
"Idzie LAK, nie lób tak..."

wtorek, 23 marca 2010

poniedziałek, 22 marca 2010

Kalendarzowa wiosna!!

Mamy już kalendarzową wiosnę :), z czego bardzo się cieszymy. Nie topiłyśmy marzanny, ale przywitałyśmy ją długim spacerem w wiosennej aurze. Wszyscy czuli nadejście WIOSNY, dzieci, dorośli, zwierzątka i roślinki też. Pewna dziewczynka w piaskownicy zdjęła buciki bo było jej gorąco. Jej tatuś musiał zareagować i tłumaczyć, że jeszcze za wcześnie na takie eksperymenty. Wszyscy pochowali swoje zimowe dodatki, ja będę tęsknić za rękawiczkami. Coraz więcej kwiatuszków i pączków cieszy nasze oczy. Ptaszki głośniej podśpiewują. Tylko koniki jakby nic sobie nie robiły ze zmiany pogody. Na pewno się ucieszą jak pojawi się pierwsza trawka.
Mnie ucieszył fakt, że mama założyła mi moje kaloszki w kwiatuszki i mogłam się oddawać chlapaniu w błocie. Babcia nie mogła patrzeć jak moje rajstopki stają się czarne. Mamie nie podobało się jak zaczęłam moczyć rączki w tym błotku. Oj z ciężkim sercem wróciłam do domu. To był taki cudny, brudny wiosenny spacerek. Popołudniu odwiedzili nas goście (ciocia Stasia, Daga, wujek Tomek i Damian). Mogłam się popisywać nowymi osiągnięciami. Powiem szczerze, że przestaje mnie to już bawić. Najbardziej mi się podobało, że huśtali mnie w kocyku. Tylko, że pozwoliłam się bujać mamie i ciociom. Gdy wujek Damian zaoferował, że też mnie pobuja to wzięłam go za rękę i zaprowadziłam do krzesła mówiąc "siedź". Wszyscy zrozumieli tą moją dyskretną odmowę. Gdy mama się wykręcała bolącymi rękami to poczekałam chwilkę...Po paru minutach podeszłam do niej i mówię:
- bolą ląki
- bolą Cię rączki Majeczko?? uderzyłaś się?? - spytała mamusia
- Niee, mame bolą ląki
- Nie mamy nie bolą rączki - mama zapomniała o wcześniejszej wymówce, więc ja się bardzo uceiszyłam
- huśtać - poderwałam się na nogi, a mama już nie mogła się wykęcić

Mama wymyśliła kolejną sztuczkę, po kolejnych minutach bujania w kocyku:
- Majeczko mamusia już nie ma siły, jesteś strasznie ciężka!!
- Jesce, jesce, prose...
- Dobrze, ale jak policzysz do pięciu - powiedziała Mama wiedząc, że liczę do trzech
- raz, dwa, tzy, icztery, ipięć - Dostałam brawa, a mama znowu musiała huśtać (a ja to i do dziewięciu bym mogła policzyć gdybym tylko chciała).

I tak miło dobiegł końca 21 marzec...

sobota, 20 marca 2010

Prawie wiosna ;)

Już od tygodnia jestem w Krakowie. Chodzimy na długie spacery na plac zabaw i z Debrusią. Zrobiło się ciepło i można bawić się w piachu (chociaż nie można jeszcze siadać). Odwiedzamy też koniki, bo koło domku babci jest stajnia (mimo, że to prawie centrum Krakowa). "Koniki lubią tlawke, sianko, jabuszko, malchewke". Lubię na nie patrzeć i zawsze się z nimi witam "dzien dobly koniki" i żegnam "papa koniki". Są jeszcze moje ukochane kałuże i jak tylko mama wkłada mi gumowce (ale bez nich też) skaczę po wodzie i błocie. Czasem mi tylko smutno, że babcia i ciocia wychodzą "do placy" i wracają bardzo bardzo późno. Muszę się też pochwalić, że w ciągu  2 ostatnich tygodni nauczyłam się rozróżniać kolory : niebieski, żółty, czerwony, zielony (czasem szary, różowy, fioletowy biały i czarny). Ta znajomość przydaje się przy jeździe samochodem. Kiedyś bardzo się denerwowałam gdy staliśmy, więc ja wołałam: "Jedź tatuń!!" lub "jedź nissan". Rodzice mi tłumaczyli, że np. mamy czerwone światełko i nie możemy jechać. Teraz wiem, że na czerwonym się "stoi", a na zielonym można "jechać". Mimo wszystko to stanie jest straszne irytujące. Czasem podpowiadam "zielona stszałka" mając nadzieję, że pojedziemy.

czwartek, 11 marca 2010

 (parę marcowych zdjęć)
Za nami dzień kobiet, chyba polubię to święto. Dostałam kwiatuszki od mojego tatunia i od Marcina (mojego chrzestnego). I dzięki temu akcentowi wiosna zawitała w naszym domku. Na polu jest jeszcze zimno, ale coraz więcej słonecznych spacerów za nami. Odwiedziłyśmy nasze znajome wiewiórki w parku, nawiązałam kilka nowych znajomości z rówieśnikami. Poza tym w naszym życiu spore zamieszanie. Tata znika na całe dni, ale codziennie się widzimy (co dla mnie jest nowością, bo jak jedzie do pracy to go nie ma i nie ma). Często siedzę u babci Ani, dziadka Marka i prababci Dzidzi. Rodzice są nieco zajęci, ale mi to wcale nie przeszkadza, bo lubię odwiedzać dziadków.
Fajna zabawa:
Nasikać na piankowe puzzle i się po tym ślizgać.

sobota, 6 marca 2010

W marcu jak w garncu!!

 
(Chwilowy brak zdjęć)

Zima nie daje za wygraną :( Znowu jest zimno, wieje watr i nawet śniegiem sypie od czasu do czasu (brrr). Ja już na szczęście jestem zdrowa, ale ciągle wspominam wizyty u pani doktor. Jak tylko rodzice mnie ubierają to ja myślę, że idziemy do "pani dotol". Odkąd przestałam brać zastrzyki i wrócił tatuń, to znacznie więcej się dzieje. Jeździmy do babci Dzidzi, na zakupy (gdzie ja mogę szaleć z dziećmi na placu zabaw). Ponieważ w naszym życiu szykują się ogromne zmiany to te ZAKUPY dzielą się na miłe i nie miłe. Czasami rodzice zabierają mnie do takich miejsc, które mi się nie podobają. Więc urządzam sobie spacerki, a oni muszą chodzić ze mną (chyba im to nie pasuje,hihi).

 "Co za nieporządek"
Mama znowu nie chce rano wstawać, więc nie mam wyjścia, muszę zdzierać z niej kołdrę, a czasem zabrać jej poduszki. Ostatnio wszystko zdjęłam z łóżka i mamusia wreszcie wstała. Ponieważ ja się bawiłam w tej pościeli, to mama poszła do swoich obowiązków zostawiając bałagan. Gdy tatuń wszedł do pokoju spytał:
- O rety co za bałagan!! Kto zrobił taki nieporządek?
Bez chwili namysłu odpowiedziałam:
- Mamusia wstała - przecież mogła posprzątać...

O tęsknocie(??)
Gdy ktoś do nas przychodzi, lubię się chować i robić "AKUKU". Parę dni temu mamusia poszła do banku. Gdy wróciła zastała mnie i tatę jak oglądaliśmy bajkę. Byliśmy bardzo zajęci, więc nie za bardzo się przejęliśmy jej powrotem. Żeby mamie nie było przykro, po dłuższej chwili, patrząc się w telewizor rzuciłam:
- Akuku

Rzecz o usypaniu
Najbardziej lubię gdy usypia mnie mamusia, ale tatuniowi też daję szansę (czasem). Przedwczoraj mamusia na dobranoc mnie ucałowała i powiedziała:
- Niech Ci się przyśnią pieski, koniki, aniołki... - (Ja bardzo lubię koniki i pieski)
Zostawiła mnie z tatusiem, a sama poszła "obok". Ja jeszcze długo nie mogłam zasnąć marząc o tym kto mi się przyśni:
- Pieski będą??
- będą, tylko zamknij oczka to przyjdą - odpowiadał tatuń
- koniki??
- będą, i koniki i pieski, ale się połóż...
- OoO, a klulicki??
- będą króliczki...
- a owiecki??
- tak, będą owieczki...
- Koniki będą, klulicki, owiecki będą, pieski, aniołki...
Po 20 minutach marzeń mamusia wkroczyła, chichocząc i już musiałam iść spać. Tatuń mówił, że jeszcze przez sen wymieniałam "owiecki, aniołki"

poniedziałek, 1 marca 2010



Od tygodnia słonko coraz częściej wygląda, ptaszki śpiewają i nawet bazie zakwitły. Czy to zapowiedź wiosny?? Synoptycy twierdzą, że zima jeszcze się z nami nie pożegnała. Szkoda, bo my już tęsknimy za długimi spacerami bez ciepłych ubrań. Dziś strasznie wieje i aż nie chce się wychodzić na pole (na dwór). Ja i tak siedzę cały czas w domku. Moje spacery ograniczają się do wizyt w przychodni, na pogotowiu (bo w weekend przychodnia zamknięta) na zastrzyki. Czuję się już dobrze i już mam po dziurki w nosie tego kłucia. 18 zastrzyków to dużo, nawet nie umiem do tylu policzyć. W weekend odwiedziła nas ciocia Karinka. Bardzo się ucieszyłam, bo przynajmniej miałam jakieś urozmaicenie w towarzystwie (nie żeby mamusia mi się znudziła). Ciocia nauczyła mnie nowych słówek po angielsku "dog" i "cat" (czasem "tet"). Czasami myli mi się kot z psem, ale i tak wszyscy są zadowoleni. Wcześniej nauczyła mnie "cookie"... Dziś wraca tatuń i cieszę się "hura"!!