Ten tydzień minął w miłej, wiosennej atmosferze spacerków. Odwiedziłyśmy Park Jordana, gdzie są super placyki zabaw dla dzieci. Ja coraz śmielej wspinam się po drabinkach i zjeżdżam ze zjeżdżalni. Uwielbiam siedzieć w piaskownicy i burzyć babki z piachu, rysować kredą po chodniku (ograniczam się do kreseczek). Czasami w spacerach towarzyszyła nam ciocia Karinka, raz ciocia Adzia, a raz spotkałyśmy ciocię Magdę z małym Adasiem (ale to jeszcze mały dzidziuś). Na placach zabaw nie ma czasu na nudę, nawet mama nie narzeka na brak ruchu. W domu liczy tylko nowe siniaki i zadrapania.
W stajni urodził się nowy konik - "robaczek" (źrebaczek) i spaceruje ze swoją mamusią po wybiegu. My go tam odwiedzamy. Patrzymy sobie na niego i inne koniki, czasem je głaszczemy.
Dziś była niedziela palmowa. Nie byłam w kościółku, bo raczej bym tam nie wysiedziała... Spacerowałyśmy po Rynku i plantach krakowskich. Było fajnie, karmiłam gołąbki i łapałam ogromne bańki mydlane. Podróże autobusem już nie są takie straszne, ale i tak wolę jazdę autkiem z tatuniem. Nie mogę się go doczekać. Czasami biorę telefon od mamy, gdy dzwoni tatuń. Kładę go (telefon) na podłodze i buduję z nim (tzn. z tatusiem) wierzę z klocków, ale to nie to samo...
Moja interpretacja wierszyka:
"Idzie LAK, nie lób tak..."
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz