poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Idzie jesień

Moją ulubioną bajką nadal jest Świnka Peppa. Uwielbiam udawać, że jestem Suzy (owieczka- przyjaciółka Peppy), mama jest kucykiem Pedro, a tatuń pieskiem Dany. Rodzice już przywykli do mojej zabawy i reagują na swoje nowe imiona. Ostatnio podeszłam do mamy poklepałam ją po ramieniu (tak jak się klepie konika):
- Dobra mamusia, niegłupia...
- Słucham, co powiedziałaś? - mamę zatkało
- Niegłupia.

Ostatnio lubię słuchać opowiadań o tym jak byłam malutka. Ciekawią mnie też pory roku, nie mogę się doczekać zimy. Namiętnie opowiadałam o jesieni i zimie moim bliskim tylko czasem kolejność tych pór mi się myliła. Czasem zima jest jesienią, a jesień zimą. Z resztą to nie ważne, ja nie mogę doczekać się śniegu (lepienia bałwanów i jazdy na sankach). Czy ktoś jeszcze tęskni za ta chlapą i zimnem??

czwartek, 19 sierpnia 2010

Powrót do domu...


Zanim dotarliśmy do Częstochowy, "do naszego domku":
-1- Z ciocią Karinką i mamą odwiedziłyśmy ogród botaniczny. Najbardziej podobała mi się ogromna palma i roślinka zjadająca muchy. Ryba co gryzie palce wywołała moją ciekawość, ale nie na tyle żeby wsadzić do niej rączkę.
-2- Powrót taty to bardzo ważne wydarzenie. Tak bardzo się za nim stęskniłam, że jak tylko go zobaczyłam, to cały świat przestał istnieć. Gadałam i gadałam, a mama też chciała gadać i gadać, w końcu tatuń ze śmiechem stwierdził, że za dużo tego szczęścia na raz. Nawet jakaś pani na spacerze odwróciła się i stwierdziła, że jestem straszną gadułą.
-3- Wycieczka do ZOO. Podobało mi się mini zoo, gdzie mogłam dawać kucykowi z ręki marchewkę, a osiołek tuż nad głową wykrzyczał swoje "IOIOoo". Duże ZOO było fajne, ale bez szaleństwa.  Słonie były "małe, takie zabawkowe", a inne zwierzaki chowały się w cieniu i trzeba było ich wypatrywać.
- Co Ci się najbardziej podobało?? - spytała mama
- Koniki
Mama była rozczarowana taką odpowiedzią bo koniki to odwiedzałyśmy codziennie u babci Krysi.
-4- Odwiedziliśmy ciocię Dominikę. Ma na imię tak jak moja mama. Ciocia jest fryzjerką i obcina włoski. Z początku się broniłam przed czesaniem i skracaniem, stwierdziłam że mam krótkie, zdrowe włoski i wcisnęłam kapelusz na głowę.  Lizaki spowodowały, że zmieniłam zdanie i grzecznie siedziałam na fotelu. Dziś miło wspominam tą wizytę. 
-5- Wycieczka do Kasinki Małej. To była niesamowita wyprawa na prawdziwą wieś. Po podwórku naszych miłych gospodarzy biegały kurki, w chlewiku leżała świnka, w klatce królik, a w sianie chowały się małe kotki. Poznałam Staszka (4,5 roku) i Olę (21 miesięcy). Bawiliśmy się razem w baseniku, dopóki w wodzie nie pojawiła się brązowa, śmierdząca przeszkoda. Wstyd się przyznać, ale autorem tej kupki byłam JA. W sumie dobrze się złożyło, bo poszliśmy z ciocią Agą i mamą nad rzekę. Basen to mały pikuś przy rzece. Woda była ciepła (bo później przemknęła niedaleko burza), a na jej dnie było dużo kamieni do rzucania. Później bawiłam się z coraz większą gromadką dzieci na podwórku, a dorośli robili grilla. Wieczór był jeszcze jasny gdy rodzice wsadzili mnie do autka, a co się później działo to już nie wiem bo smacznie spałam do rana.

Moja ulubiona piosenka:


Warto zapisać:
Wzięłam kredki i chciałam malować po ścianach
-Co robisz Majeczko?? - spytała babcia Krysia
- Maluję!!
- gdzie??
- po ścianie, będzie jak nowa.
-Nie maluj po ścianie, nie wolno!! - wykrzyknęła przerażona babcia Krysia.

Ostatnie dni w Krakowie przeleciały szybciutko. Teraz jesteśmy w domku, za którym się stęskniłam. Spotkałam się z babcią Anią i co najważniejsze z Marysią.
Zaczynam namiętnie zadawać pytania "DLACZEGO?", "PO CO?" itp. i towarzyszę w pracach remontowych.

niedziela, 8 sierpnia 2010

Lalkowy świat...

Ktoś wyjeżdża, ktoś przyjeżdża, ktoś na kogoś czeka. Tak to już jest z tymi wakacjami. Babcia Kynia spakowała swoją wielką torbę i pojechała pociągiem nad morze. Ja usilnie próbowałam się dopakować do torby, a co babcia wkładała do niej to ja wyciągałam. Chętnie bym pojechała razem z nią, ale nie mogłam zostawić mamy samej. Już jutro odwiedzi nas ciocia Karinka, która wróciła z wyjazdu. W środę wróci tatuniek z pracy...
Ja odkrywam świat lalek i bardzo mi się to podoba. Niektóre lale mają swoje stare imiona, a innym muszę wymyślać sama (np. Ania jak babcia Ania, Kasia jak ciocia Kasia, Malwinka jak moja kuzynka, Tosia jak Tosia z Rudnika). Jestem bardzo opiekuńcza i dbam żeby dużo spały. Gdy któraś choruje (najczęściej Tosia) to idę do lekarza, przytulam, całuję i mówię, że jest  bardzo dzielna. Dziś zbudowałyśmy z mamą domek, a lalki dostały herbatkę w filiżankach. Muszę poprosić mamę i babcię żeby mi pomogły skompletować ubranka dla nich, bo niektóre są całkiem golasowe, a lada moment przyjdzie jesień.

środa, 4 sierpnia 2010

Kraków


Do Krakowa przywiózł nas dziadek Marek z babcią Anią. Jaka to przyjemność mieć dwie babcie przy sobie :). Poszliśmy na wspólny spacer na Wawel i Rynek. Było cudownie, ale wszystko co dobre szybko się kończy. Dziadkowie pojechali do Częstochowy a my zostałyśmy z babcią Kynią i Debrusią. Trochę spaceruję z moją Pibą, ale ona już jest starutka i nie bardzo ma siłę, chęci na dłuższe wędrówki. Odwiedzamy z mamą koniki i place zabaw. Gdy babcia wraca z pracy bawię się z nią, a mama wędruje po Krakowie. Nie mam czasu na nudę.

Dziś babcia pakowała się na wyjazd nad morze. Mierzyła różne stroje, a ja wyciągnęłam jej korale i podkradałam szale. Wkładałam kolejne wynalazki na głowę, szyję i ramiona. Z poważną miną pytałam:
- No i jak wyglądam?? - tak jak wcześniej babcia nas pytała
Później rozsiadłam się na szafce:
- Dziewczyny!!! Dziewczyny chodźcie tu szybko!!
Paradowałyśmy z babcią w przebraniach po domu. Najpierw twierdziłam, że jestem "plinces" (princess - księżniczka), gdy nagle przyszło mi do głowy:
- modle się.
Mama i babcia spojrzały na siebie i zgłupiały, powstrzymując śmiech. Ja stałam w "złotych" łańcuchach i zielonej chuście, a mama poważnie zapytała:
- Jesteś księdzem??
- Tak - odparłam