środa, 4 sierpnia 2010

Kraków


Do Krakowa przywiózł nas dziadek Marek z babcią Anią. Jaka to przyjemność mieć dwie babcie przy sobie :). Poszliśmy na wspólny spacer na Wawel i Rynek. Było cudownie, ale wszystko co dobre szybko się kończy. Dziadkowie pojechali do Częstochowy a my zostałyśmy z babcią Kynią i Debrusią. Trochę spaceruję z moją Pibą, ale ona już jest starutka i nie bardzo ma siłę, chęci na dłuższe wędrówki. Odwiedzamy z mamą koniki i place zabaw. Gdy babcia wraca z pracy bawię się z nią, a mama wędruje po Krakowie. Nie mam czasu na nudę.

Dziś babcia pakowała się na wyjazd nad morze. Mierzyła różne stroje, a ja wyciągnęłam jej korale i podkradałam szale. Wkładałam kolejne wynalazki na głowę, szyję i ramiona. Z poważną miną pytałam:
- No i jak wyglądam?? - tak jak wcześniej babcia nas pytała
Później rozsiadłam się na szafce:
- Dziewczyny!!! Dziewczyny chodźcie tu szybko!!
Paradowałyśmy z babcią w przebraniach po domu. Najpierw twierdziłam, że jestem "plinces" (princess - księżniczka), gdy nagle przyszło mi do głowy:
- modle się.
Mama i babcia spojrzały na siebie i zgłupiały, powstrzymując śmiech. Ja stałam w "złotych" łańcuchach i zielonej chuście, a mama poważnie zapytała:
- Jesteś księdzem??
- Tak - odparłam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz