Blog dla moich bliskich, którzy są daleko i nie mogą na co dzień patrzeć jak rośniemy.
czwartek, 19 sierpnia 2010
Powrót do domu...
Zanim dotarliśmy do Częstochowy, "do naszego domku":
-1- Z ciocią Karinką i mamą odwiedziłyśmy ogród botaniczny. Najbardziej podobała mi się ogromna palma i roślinka zjadająca muchy. Ryba co gryzie palce wywołała moją ciekawość, ale nie na tyle żeby wsadzić do niej rączkę.
-2- Powrót taty to bardzo ważne wydarzenie. Tak bardzo się za nim stęskniłam, że jak tylko go zobaczyłam, to cały świat przestał istnieć. Gadałam i gadałam, a mama też chciała gadać i gadać, w końcu tatuń ze śmiechem stwierdził, że za dużo tego szczęścia na raz. Nawet jakaś pani na spacerze odwróciła się i stwierdziła, że jestem straszną gadułą.
-3- Wycieczka do ZOO. Podobało mi się mini zoo, gdzie mogłam dawać kucykowi z ręki marchewkę, a osiołek tuż nad głową wykrzyczał swoje "IOIOoo". Duże ZOO było fajne, ale bez szaleństwa. Słonie były "małe, takie zabawkowe", a inne zwierzaki chowały się w cieniu i trzeba było ich wypatrywać.
- Co Ci się najbardziej podobało?? - spytała mama
- Koniki
Mama była rozczarowana taką odpowiedzią bo koniki to odwiedzałyśmy codziennie u babci Krysi.
-4- Odwiedziliśmy ciocię Dominikę. Ma na imię tak jak moja mama. Ciocia jest fryzjerką i obcina włoski. Z początku się broniłam przed czesaniem i skracaniem, stwierdziłam że mam krótkie, zdrowe włoski i wcisnęłam kapelusz na głowę. Lizaki spowodowały, że zmieniłam zdanie i grzecznie siedziałam na fotelu. Dziś miło wspominam tą wizytę.
-5- Wycieczka do Kasinki Małej. To była niesamowita wyprawa na prawdziwą wieś. Po podwórku naszych miłych gospodarzy biegały kurki, w chlewiku leżała świnka, w klatce królik, a w sianie chowały się małe kotki. Poznałam Staszka (4,5 roku) i Olę (21 miesięcy). Bawiliśmy się razem w baseniku, dopóki w wodzie nie pojawiła się brązowa, śmierdząca przeszkoda. Wstyd się przyznać, ale autorem tej kupki byłam JA. W sumie dobrze się złożyło, bo poszliśmy z ciocią Agą i mamą nad rzekę. Basen to mały pikuś przy rzece. Woda była ciepła (bo później przemknęła niedaleko burza), a na jej dnie było dużo kamieni do rzucania. Później bawiłam się z coraz większą gromadką dzieci na podwórku, a dorośli robili grilla. Wieczór był jeszcze jasny gdy rodzice wsadzili mnie do autka, a co się później działo to już nie wiem bo smacznie spałam do rana.
Moja ulubiona piosenka:
Warto zapisać:
Wzięłam kredki i chciałam malować po ścianach
-Co robisz Majeczko?? - spytała babcia Krysia
- Maluję!!
- gdzie??
- po ścianie, będzie jak nowa.
-Nie maluj po ścianie, nie wolno!! - wykrzyknęła przerażona babcia Krysia.
Ostatnie dni w Krakowie przeleciały szybciutko. Teraz jesteśmy w domku, za którym się stęskniłam. Spotkałam się z babcią Anią i co najważniejsze z Marysią.
Zaczynam namiętnie zadawać pytania "DLACZEGO?", "PO CO?" itp. i towarzyszę w pracach remontowych.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Niektore fotografie budza przerazenie i skora przy ich ogladaniu cierpnie!
OdpowiedzUsuńktóre??
OdpowiedzUsuńMam na mysli te miesozerne...
OdpowiedzUsuń