wtorek, 22 grudnia 2015

Święta tuż tuż..

Kartki? Zrobione i wysłane :). Niektóre już dotarły do adresatów z naszymi życzeniami świątecznymi. Do domu zawitała choinka... tak za chwilę już Wigilia i Święta Bożego Narodzenia. Szkoda tylko, że pogoda raczej kojarzy się z Wielkanocą. 

Życzymy Wszystkim zdrowych, radosnych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia.
Ładnej choinki, pysznej wigilijki i uśmiechniętej minki!!
Hej kolęda!!

 Żeby życzenia były szczere tak jak życzenia dzieci przy łamaniu się opłatkiem: "Smacznego!!"

Grupa Lenki "Żabki" zaprosiła rodziców na jasełka. Nie były to takie tradycyjne świąteczne występy. Dzieci były przebrane, ale ich role ograniczyły się do stania. Niektórych trema nie zjadła i nawet gestykulowali do lecącej w tle narracji. Wszyscy razem śpiewaliśmy kolędy, a później zasiedliśmy do stolików pełnych ciastek.




O tym jak Lenusia została Maryją, a Haniula Jezusem:
- Mamo na przedstawienie musisz mi zawiązać tu takie niebieskie.
- Przecież miałaś mieć białą sukienkę, różowe skrzydełka. Po co wróżce takie niebieskie?
- Bo ja nie będę wróżką tylko taką w niebieskim.
- Kim?
- No mam mieć tu na głowie takie niebieskie i tu masz mi zawiązać.
- Yyyy będziesz Matką Boską?
- Nie, będę Maryją.
- aha 
- To będzie taka bajeczka o Jezusku.
- aha, pani Cię wybrała?
- Nie, pani wybrała Julę, ale ja chciałam być Maryją, a Jula aniołem. Jest najważniejszym aniołem, a ja Maryją.
- aha

Poranki w naszym domu bywają często burzliwe, ale przed Jasełkami było wyjątkowo spokojnie.
Lena: Mamo czy Haniula (jej lalka) może być Jezuskiem?
Mama: A nie macie lalki co jest Jezuskiem??
Lena: Mamy, ale tamta lalka jest za gluba. Poplosisz panią?
Mama: Poproszę....

Maja: Lena wiesz, że jak Haniula będzie Jezuskiem to będzie chłopakiem?
Lena: No i co z tego... po bajeczce znowu będzie dziewczynką.

Mama: Pani Elu mam prośbę.
Pani Ela: Tak??
Mama: Czy Haniula może zagrać Jezuska?? - na koniec pytania mama wyciągnęła ukochaną lalkę z reklamówki. Pani Ela później się przyznała, że przez ułamek sekundy analizowała sytuacje: w grupie przecież nie ma Hani, to kto może zagrać Jezuska?
Pani Ela: Oczywiście....

środa, 9 grudnia 2015

Przyszedł Święty, przyniósł nam prezenty.





Tradycją staje się, że Mikołajki trwają kilka dni. Ja zaczęłam już 4 grudnia. Wszystkie klasy od 1 do 3 poszły do sąsiadującego z naszą szkołą gimnazjum. Tam uczniowie pierwszej klasy zagrali dla nas "Kopciuszka", a później przebrany Mikołaj rozdawał prezenty. Nasza klasa dostała dużo klocków lego i każdy po słodyczu. W sobotę poszłyśmy z mamą i babcią, Malwinką i Mikołajem do Politechnika na bajkę "Królewna na ziarnku Grochu". Była to nieco nowoczesna wersja tej tradycyjnej bajki. Były momenty, że trochę nam się dłużyła, ale była cała masa zabawnych sytuacji gdzie dzieciaki wybuchały śmiechem. Tu też przyszedł Święty Mikołaj, który wręczał nam paczki ze słodyczami. Poszłam na scenę z Lenką i wcale się nie bałyśmy i nawet pozwoliłyśmy zrobić sobie zdjęcie. Wieczorem zostawiłyśmy na talerzyku całą górę ciasteczek i kubek herbaty dla Świętego Mikołaja. Przyszedł w nocy i prawie wszystko zjadł. Ja dostałam wymarzony zestaw klocków lego, Lenuśka jeżdżącego chomika. Nawet mama dostała prezent. Zrobiłam dla niej album rysunkowy. Trochę późno się za to zabrałam i są tam tylko dwa obrazki, ale mama i tak się ucieszyła.Popołudniu poszłyśmy oglądać piękną choinkę na placu Biegańskiego, tam też widziałyśmy Mikołaja. W poniedziałek, po tygodniu chorowania, Lenka poszła do przedszkola. Tam też ich odwiedził ich Święty Mikołaj. Tym sposobem Sezon Mikołajkowy zamykam. 


A jak tata spędził 6 grudnia? Przysłał nam kilka zdjęć. Kto zgadnie gdzie był?
 

piątek, 4 grudnia 2015

Lenusia, nie Lena

 Już nie raz pisałam, że z Leny to niezły przekręt. Wiecznie robi wszędzie bałagan, a później nie ma siły go sprzątać. Nawet jak już posprząta przed wieczorną bajką to na seans zawsze bierze wózek a w nim cała świtę: Haniule, kilka misiów, a do tego torebka z figurkami. Z taką wyprawką zawitała ostatnio w przychodni. Raz gdy nie było kolejki do gabinetu to rozłożyła się z kolorowanką w gabinecie. Po skończonym badaniu nie chciała wyjść od pani doktor:
- Mamo ja jeszcze nie zdążyłam pokolorować.
Mama nie zawsze umie przywrócić ją do porządku, bo ona tak świetnie ściemnia. Do tego jest uparta i obrażalska. Dlatego często mama idzie na ustępstwa:
- Lena nie posprzątałaś jeszcze na łóżku.
- Mamo, ale ja z tymi miśkami będę spała.
- Kochanie, ale tu już nie ma miejsca dla Ciebie. Możesz wybrać sobie dwa misie.
- Nie, ja chcę wszystkie...Bo ja je kocham. Będę spała z foczką, Tedim, Żyrafcią, z Haniulą, Michaliną, tygryskiem.....
- Nie ma takiej opcji...Tylko dwa, reszta na miejsce.
Koniec końców w łóżku jest Lena i 5 zabawek... 
No i jeszcze jej sposób ubierania się.
- Mamo ja chcę tą białą suknię!!
- Kotek, ale ta jest na występ w przedszkolu. Ubrudzisz ją...
- No i co z tego?? Ja chcę suknię.
- To może tą? Też jest biała i długa.
- No dobla.
- Tylko załóż podkoszulek pod nią, żebyś nie zmarzła.
Efekt:
Dwie różne skarpety(jedna w granatowo zielone pasy, druga różowa), bała suknia, a pod nią krótkie spodenki w kratę.

 Jej marzenie:
- Mamo ja bym chciała buty na obcasie, suknię do ziemi i koronę. Tak będę chodziła do przedszkola.

Lena: Mamo, ja to bym jeszcze chciała pralkę, suszarkę do ubrań, a i krzesełko do karmienia dla Haniuli.
Mama: YYY Lenko, ale u was w pokoju to już nie ma miejsca. Jak chcesz wyprać coś Hani to wrzuć do pralki w łazience,a potem na kaloryfer. Zresztą do takiej zabawkowej pralki to nawet sweterek Hani nie wejdzie.
Lena: Mamo, ale ja nie chce zabawkowej pralki tylko taką prawdziwą.
Mama: Prawdziwą?? No to dopiero....Prawdziwą to ty sobie kupisz jak będziesz duża, wyprowadzisz się od mamy i taty.
Lena: No dobly pomysł. A czy jak się jest dużym to można mieć lalki?? Można sobie zostawić?
Mama: Oczywiście, że można...
Lena: Uff to dobrze...

Kroczę po domu okryta kołdrą:
- Patrz mamo!! Wyglądam jak zakonnica.
Za mną idzie Lena okryta narzutą:
- Patrz mamo wyglądam jak szachownica.

Wracając ze szkoły:
Ja (Maja)- Mamo jak wygląda 4??
               - Co masz na myśli?? - pyta zdziwiona mama , przecież znam cyferki.
               - No jak wygląda żydowskie 4.
               - Yyy no nie mam pojęcia.
Chwilę myślę:
                 - Rzymskie chciałam powiedzieć.