niedziela, 21 sierpnia 2016

przełom czerwiec/ lipiec

Nie wiem kiedy i nie wiem dlaczego tak szybko, ale wakacje pomału się kończą. To był intensywnie spędzony czas z odrobinką miłego lenistwa.  Każdy etap naszego letniego wypoczynku przyniósł wiele wspomnień, ale przede wszystkim dużo nas nauczył. Ja niewątpliwie pokazałam rodzicom, że jestem bardzo samodzielna, że sobie świetnie radzę bez ich opieki. Lenusia nadal się mazgai i rozczula nad każdym nowym siniakiem, zadrapaniem, raną, "niesprawiedliwością", ale dzielnie stawiała czoła nowym sytuacjom. 
I Etap wakacji - przełom czerwca i lipca



Na tydzień przyjechała do nas Ciocia Karinka, Kornelką i Maui. Musiałyśmy się dzielić zabawkami, bawić się i opiekować naszą młodszą kuzynką. Kornelka (1 rok i 8 miesięcy) jest bardzo uśmiechnięta, ale wszystko chce robić w towarzystwie swojej mamy. Gdy ta znika jej z oczu to Kornelka jest bardzo zaniepokojona i powtarza w kółko "mama, gdzie moja mama?? ", a później zaczyna płakać. Chętnie się z nami bawiła i świetnie radziła sobie na placach zabaw. Chciała robić wszystko to co my i jeść to samo co my. Gdy ciocia kupiła loda dla mnie i Lenki, my się z nią dzieliłyśmy. Niestety Kornelka uznała, że jest taka duża jak my i zje całego i nie chciała oddać mi mojego pysznego loda. Pomyślałam, że jej oddam (przecież dorośli często nam coś oddają) i tak zrobiłam. Przez chwilę czułam się dumna z siebie, ale po 2 minutach ciocia zrozumiała że jednak musi dokupić brakującego loda. Łzy same napłynęły mi do oczu gdy widziałam jak Lena i Kornelka jedzą lody, a ja nie mam. 7 dni zleciało w mig, ciocia Karinka na pewno długo będzie pamiętała ten tydzień. Chodziła z nami na spacery i opiekowała się nami i Maui. My się bawiłyśmy świetnie, a ciocia??  Żeby miło zakończyć wizytę i jednocześnie zacząć wakacje pojechaliśmy nad rzekę. Fajnie jest jak jest ciepło i można się chlapać w zimnej rzece. Niestety pobyt zakończył się krwawo. Lenka wywróciła się na metalowym mostku i swoim krzykiem postawiła na nogi wszystkich plażujących ludzi i oczywiście rodziców. Mama pobiegła na ratunek przerażona, jeszcze nigdy Lena nie krzyczała i nie płakała tak głośno. Wszyscy zebrani nad rzeką zamilkli, nawet ptaki przestały śpiewać. Wszystkie oczy skierowane były na nas- dwie dziewczynki stojące na mostku, a następnie na mamę rzucającą wszystko co ma w rękach i pędzącą do nas niczym błyskawica. Mama odetchnęła z ulgą widząc rozbite, zakrwawione kolana krzyczącej Leny. Trzeba jej przyznać, że miała powód do płaczu. 

czwartek, 4 sierpnia 2016

Inna bajka, pożegnania nadszedł czas cz. IV

 No pięknie, mamy sierpień a ja kończę ogarniać czerwcową przygodę. Kiedy znajdę czas na resztę wakacji?? 
Będzie krótko i mam nadzieję, że nic nie pomyliłam. Te norweskie nazwy są jednak bardzo trudne do zapamiętania, a nawet powtórzenia

Dzień IV
Ten dzień przeznaczyliśmy na zwiedzanie miasta Stavanger.


Jak już pisałam w Norwegii można spotkać trolle. Mama się dowiedziała, że są jeszcze gnomy. Czym się różnią trolle od gnomów??
Trolle są istotami człekokształtnymi, ale o niezbyt miłym wyglądzie. Do tego mają złośliwy charakter. Mieszkają w odosobnionych miejscach - lasach czy jaskiniach.  Są głupie, złośliwe i bywają niebezpieczne.
Gnomy mają przyjemniejszy wygląd, przypominają nieco nasze krasnale. Lubią ludzi, a gdy się je dobrze traktuje to potrafią się opiekować gospodarstwem i chętnie pomagają. Gdy zostaną potraktowane niezbyt miło to są złośliwe. Dzieciom w Norwegii na Boże Narodzenie prezenty przynosi Julennissen. A nisse  po norwesku to gnom.

Czy to gnomy czy trolle??






 Tego dnia słońce mocno grzało co przyspieszało zmęczenie organizmów, wzmagało pragnienie, a o 11:30 spytałam:
- Która godzina?
- 11:30.
- No nic dziwnego, że jestem głodna. O tej porze w szkole to już jem obiad...



Na placu zabaw pod Norweskim Muzeum Ropy Naftowej na chwilę zapomniałam o pragnieniu i głodzie (później było gorzej). Tym razem rodzice nie zabrali nas do muzeum (chociaż chcieliby je kiedyś zobaczyć), szkoda im było tak pięknej pogody. Woleli ten czas spędzić na świeżym powietrzu. Po spacerku po najurokliwszych miejscach Stavanger pojechaliśmy na zakupy, później urządziliśmy sobie piknik. Usiedliśmy na chodniku w przystani.


 Najedzone i już w pełni szczęśliwe mogłyśmy ruszyć w dalszą drogę. Przed nami był krótki spacerek do latarni Tungenes Fyr. 



Sama latarnia nie zrobiła na nas wrażenia, ale spacer po skalnym wybrzeżu przyniósł wiele odkryć:






Kolejnym punktem było Sverd i fjell, miecze wbite w skałę. Są to trzy duże miecze wbite w skałę na pamiątkę bitwy, która była stoczona w 872 r. w Hafrsfjord. Wtedy Harald Pięknowłosy zjednoczył Norwegię w jedno królestwo...





To były już nasze ostatnie godziny w Stavanger i w Norwegii, czas było się żegnać. Pojechaliśmy powiedzieć "Do zobaczenia" wujkowi Grzesiowi. Szkoda, że nie mógł z nami podróżować. Za to gdy wracaliśmy z wycieczek on miał siłę, żeby z nami trochę poszaleć (bo reszta to chętnie już odpoczywała w fotelach).
Ostatnim punktem, który bardzo nam się spodobał była plaża niedaleko lotniska. Bardzo przypominała nasze Bałtyckie plaże. W Norwegii przy temperaturze ok 20 C mogliśmy spotkać dzieci kąpiące się w morzu. Ciocia mówi, że dla nich to już jest ciepło. Ponieważ w Norwegii więcej pada to z kolei nikogo nie dziwi widok gromadki dzieci idącej na spacer podczas deszczu. Dzieciaki są ubrane w wodoodporne ubrania (specjalne kombinezony). Po spacerze pani przedszkolanka szlaufem spłukuje ewentualne błoto z ubrań... Nam też się zrobiło gorąco i mimo braku strojów kąpielowych chlapałyśmy się w wodzie i zbudowałyśmy wielki zamek z tatą.




Tym miłym, letnim akcentem kończyliśmy nasz pobyt u cioci i wujka. Ciocia Ania odprowadziła nas na lotnisko i obiecała wspólną wyprawę gdzieś w Polsce.

PS. Tego nie mówcie nikomu, ale najbardziej podobała nam się toaleta na lotnisku w Stavanger- te niebieskie podświetlenia wywołały nasz wielki zachwyt....ciiii....