No pięknie, mamy sierpień a ja kończę ogarniać czerwcową przygodę. Kiedy znajdę czas na resztę wakacji??
Będzie krótko i mam nadzieję, że nic nie pomyliłam. Te norweskie nazwy są jednak bardzo trudne do zapamiętania, a nawet powtórzenia
Dzień IV
Ten dzień przeznaczyliśmy na zwiedzanie miasta Stavanger.
Jak już pisałam w Norwegii można spotkać trolle. Mama się dowiedziała, że są jeszcze gnomy. Czym się różnią trolle od gnomów??
Trolle są istotami człekokształtnymi, ale o niezbyt miłym wyglądzie. Do tego mają złośliwy charakter. Mieszkają w odosobnionych miejscach - lasach czy jaskiniach. Są głupie, złośliwe i bywają niebezpieczne.
Gnomy mają przyjemniejszy wygląd, przypominają nieco nasze krasnale. Lubią ludzi, a gdy się je dobrze traktuje to potrafią się opiekować gospodarstwem i chętnie pomagają. Gdy zostaną potraktowane niezbyt miło to są złośliwe. Dzieciom w Norwegii na Boże Narodzenie prezenty przynosi Julennissen. A nisse po norwesku to gnom.
Czy to gnomy czy trolle??
Tego dnia słońce mocno grzało co przyspieszało zmęczenie organizmów, wzmagało pragnienie, a o 11:30 spytałam:
- Która godzina?
- 11:30.
- No nic dziwnego, że jestem głodna. O tej porze w szkole to już jem obiad...
Na placu zabaw pod Norweskim Muzeum Ropy Naftowej na chwilę zapomniałam o pragnieniu i głodzie (później było gorzej). Tym razem rodzice nie zabrali nas do muzeum (chociaż chcieliby je kiedyś zobaczyć), szkoda im było tak pięknej pogody. Woleli ten czas spędzić na świeżym powietrzu. Po spacerku po najurokliwszych miejscach Stavanger pojechaliśmy na zakupy, później urządziliśmy sobie piknik. Usiedliśmy na chodniku w przystani.
Najedzone i już w pełni szczęśliwe mogłyśmy ruszyć w dalszą drogę. Przed nami był krótki spacerek do latarni Tungenes Fyr.
Sama latarnia nie zrobiła na nas wrażenia, ale spacer po skalnym wybrzeżu przyniósł wiele odkryć:
Kolejnym punktem było Sverd i fjell, miecze wbite w skałę. Są to trzy duże miecze wbite w skałę na pamiątkę bitwy, która była stoczona w 872 r. w Hafrsfjord. Wtedy Harald Pięknowłosy zjednoczył Norwegię w jedno królestwo...
To były już nasze ostatnie godziny w Stavanger i w Norwegii, czas było się żegnać. Pojechaliśmy powiedzieć "Do zobaczenia" wujkowi Grzesiowi. Szkoda, że nie mógł z nami podróżować. Za to gdy wracaliśmy z wycieczek on miał siłę, żeby z nami trochę poszaleć (bo reszta to chętnie już odpoczywała w fotelach).
Ostatnim punktem, który bardzo nam się spodobał była plaża niedaleko lotniska. Bardzo przypominała nasze Bałtyckie plaże. W Norwegii przy temperaturze ok 20 C mogliśmy spotkać dzieci kąpiące się w morzu. Ciocia mówi, że dla nich to już jest ciepło. Ponieważ w Norwegii więcej pada to z kolei nikogo nie dziwi widok gromadki dzieci idącej na spacer podczas deszczu. Dzieciaki są ubrane w wodoodporne ubrania (specjalne kombinezony). Po spacerze pani przedszkolanka szlaufem spłukuje ewentualne błoto z ubrań... Nam też się zrobiło gorąco i mimo braku strojów kąpielowych chlapałyśmy się w wodzie i zbudowałyśmy wielki zamek z tatą.
Tym miłym, letnim akcentem kończyliśmy nasz pobyt u cioci i wujka. Ciocia Ania odprowadziła nas na lotnisko i obiecała wspólną wyprawę gdzieś w Polsce.
PS. Tego nie mówcie nikomu, ale najbardziej podobała nam się toaleta na lotnisku w Stavanger- te niebieskie podświetlenia wywołały nasz wielki zachwyt....ciiii....


















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz