sobota, 30 lipca 2016

Nadrabiamy zaległości, o papieżu Franciszku i Inna bajka cz.III

Zanim opiszę co spotkało nas jeszcze w Norwegii opowiem jak Lena przeżywa wizytę papieską. Od kilku dni w Polsce gości papież Franciszek, są Światowe Dni Młodzieży. 28.07, w czwartek był nawet w naszym mieście. Mama nam jakoś nic nie opowiadała o tym wydarzeniu, aż pewnego dnia Lena wraca z przedszkola:
- Mamo ty tam nie możesz iść, do tego pana. Bo tam jak będzie dużo ludzi to będą strzelać.- tu głos jej się załamał
- Do jakiego pana? Kto Ci tak powiedział.
- Emilka w przedszkolu mówiła, że taki pan przyleci i będzie strzelał. Ty nie możesz tam iść, ani babcia, ani tata, ani nawet dziadek.
Mamie chwilkę zajęło rozwiązanie tej zagadki... obiecała Lenie, że nigdzie nikt nie pójdzie. Następnego dnia oglądałyśmy relacje z okna papieskiego. Lena patrzy:
- Mamo ten papież to może przyjechać bo on nie strzela do ludzi. A nasz papież to mówi po polsku czy po innemu??
Mama natłumaczyła się co i jak z tym papieżem... W czwartek oglądałyśmy relacje z Jasnej Góry, gdy nadszedł czas odlotu helikoptera z papieżem:
- Dziewczyny idźcie na balkon, może będzie widać helikopter.- powiedziała mama
W końcu pojawiły się pierwsze helikoptery, ale wojskowe. Po chwili pokazał się biało- czerwony, taki do jakiego wsiadł papież Franciszek:
- Leci, leci!!! Leci papież!!- krzyczała radosna Lena
Za biało- czerwonym pojawił się jeszcze jeden w takich samych kolorach:
- O mamo, leci jeszcze jeden papież. Mamo widziałam dwóch papieży.  


Trzeci dzień pobytu w Norwegii przyniósł wiele emocji. Po pierwsze, pierwszy raz płynęłyśmy promem.




 Po drugie ciocia zabrała nas w miejsce, które jest bardzo popularne w Norwegii. Takie plany jak my miały też tłumy turystów z całego świata. Perkestolen to był cel naszej wycieczki. Jest to klif położony jakieś 600 m nad Lysefjordem (nad tym samym co dzień wcześniej pałaszowaliśmy kiełbaski). Szlak prowadzący do słynnej półki skalnej nie jest prosty, zwłaszcza dla Leny.





Trzeba było się trochę powspinać- podnosić nogi na wysokie "schody" skalne, co powodowało wyciśnięcie siódmych potów z małych nóżek Leny. Dała radę i ona i rodzice słuchający całą drogę o jej zmęczeniu. Im wyżej, tym widoki bardziej zachwycały, a u celu, aż zatkały. 


No dobra, przyznam Lena, mama i trochę ja byłyśmy przerażone przepaścią u naszych nóg. Gdy tata podszedł do krawędzi by zrobić sobie zdjęcie Lena się popłakała ze strachu. Mama trzymała Lenę kurczowo i z przerażeniem patrzyła na mijające się pielgrzymki turystów tuż nad przepaścią. 


Na samej półce robiono sobie pamiątkowe zdjęcia- im bliżej krawędzi i im dziwniejsza, bardziej niebezpieczna poza tym lepiej. Mamie zabrakło odwagi żeby tam wejść. Ciocia zaproponowała wspięcie się jeszcze wyżej... Pomysł wydawał się szalony patrząc w dół, ale zdecydowanie trafiony. U góry było znacznie mniej ludzi, a widoki rewelacyjne. To było doskonałe miejsce na przerwę obiadową. Na piknik w tym miejscu, nieco poniżej zdecydowało się wiele wędrowców (niektórzy donieśli krzesełka i małe stoliki turystyczne). To był ciekawy widok- "wiszące pikniki". 








Droga powrotna odbywała się już w ekspresowym tempie. Tego dnia było bardzo ważne piłkarskie wydarzenie. Polska grała z Irlandią- EURO 2016. 


Lena poszła z ciocią przodem, ja z tatą szukaliśmy skrzynki z geocachingu. Później udaliśmy się w pościg za dziewczynami. Jakie było nasze zdziwienie, że nie mogliśmy dogonić wiecznie ociągającej się Leny. W końcu udało się... Co Lena powiedziała cioci:
- Ciociu zobacz już nie marudzę i szybko idę.
Później Lenisława zamieniła rękę cioci na rękę mamy i o zgrozo znowu zaczęła iść wolno i marudzić. Mama nieco podniosła się na duchu gdy po drodze spotkaliśmy rodzinkę z Polski. Szedł z nimi chłopiec, wyglądał na jakieś 10-12 lat. On pobił rekord marudzenia i jęczenia, a mama była pełna podziwu dla cierpliwości jego rodziców (zdecydowanie zasłużyli na medal). Byliśmy już całkiem blisko parkingu gdy się rozpadało. O tym jak może być niebezpiecznie na szlaku, po deszczu przekonała się pupa taty... Była duża szansa, że zdążymy na mecz, ale niestety utknęliśmy w korku do promu- jedyna droga powrotna. No cóż, zdążyliśmy na drugą połowę.

1 komentarz:

  1. Tak to jest, gdy z dziećmi nie rozmawia się o poważnych sprawach i ważnych wydarzeniach w kraju...

    OdpowiedzUsuń