niedziela, 29 listopada 2015

Sprawy genów i wróżby

 Już koniec listopada, kiedy zleciały te trzy miesiące?? Mama już dawno po pierwszej wywiadówce. Pani do mnie zastrzeżeń raczej nie ma. Muszę jedynie popracować nad swoim charakterem pisma. Chociaż,  wydaje mi się, że to genetyczne. Mama pisze niezbyt ładnie, a ona ma to po dziadku, więc ja mam to po nich. Przez te geny muszę trochę więcej ćwiczyć, ale czy naturę da się oszukać?? Czytanie idzie mi bardzo dobrze, ale do płynności jeszcze odrobinę mi brakuje. Moją najlepszą koleżanką jest Hania, z tą którą siedzę w ławce. Pani powiedziała mamie, że jesteśmy jak papużki nierozłączki.Wymyślamy wspólne zagadki i prowadzimy śledztwa. Szczegółów zdradzać nie mogę, a to dla dobra spraw. Naczytała mi mama kryminałów... Obecnie kończymy czytać "Wakacje z duchami". Idzie nam to bardzo powoli, bo mama wieczorami ma mniej energii. No dobra, mi też się zdarzyło parę razy usnąć podczas czytania. Lena ze zmęczenia czasami zasypia zanim dotrze do łóżka. Ostatnio po wyjściu z wanny nakryła się ręcznikiem i usnęła. Innym razem położyła się na krzesłach, oglądała bajkę i usnęła. Cały tydzień marzymy o weekendzie, żeby móc odespać i żeby nie budził nas budzik. W soboty śpimy najdłużej- rekord 12:28. W niedziele zmęczenie zdecydowanie spada i wstajemy ok 9. Na koniec, Andrzejkowy akcent...


Nie znalazłyśmy w domu klucza z dziurką, musiały nam wystarczyć nożyczki (Lena i tak nie trafiała ;) ). Miałyśmy nieco problemów interpretacją naszych woskowych wróżb, ale śmiechu było sporo. Łatwiej poszła wróżba z butami- która z nas wyjdzie pierwsza za mąż. Ulżyło mi, że padło na Lenę. Ja jeszcze nie spotkałam takiego chłopka, którego bym polubiła. Lenisława ma już konkretne plany życiowe. A przed nami najmilszy miesiąc dla dzieci. Kalendarze adwentowe już czekają by je zacząć. Nie mogę się doczekać 6 grudnia, tyle atrakcji się szykuje z tej okazji.

niedziela, 22 listopada 2015

Pozdrowienia z pracy taty.

Pozdrowienia z pracy od taty!! Obecnie tata pracuje w Niemczech. To dziwny kraj, tam w niedziele nie można pracować i wtedy tata ma czas na krótkie wycieczki. Szkoda, że pogoda nie zawsze Mu dopisuje. Tym razem się udało, bo nie pada deszcz, a i śnieg przestał sypać.Widoki Friedrichshagen...






sobota, 21 listopada 2015

O Mikołaju i Kornelce

Wielkimi krokami zbliża się bardzo ważne wydarzenie, Święty Mikołaj. Przez przypadek wygadałam się mamie, że ja już wiem. To znaczy ja już sama nie wiem...
- Maju, może lepiej by było jakbyście te klocki dostały wspólnie? Wiesz wtedy może Mikołaj by przyniósł Ci jeszcze tą książkę.
- Nie mamo, one mają być tylko moje.
Mama intensywnie myślała, a ja dobrze wiem o co chodzi...o kasę
- Mamo kupcie Lenie tego pieska.- mój głos się załamał, bo się wypaplałam
- Dlaczego my mamy jej coś kupować?- spytała mama
- Mamo przecież ja wiem, że to wy kupujecie. Podsłuchałam...
- Co podsłuchałaś?
- No, kiedyś słyszałam jak szeleściłaś. Otworzyliście szafę i balkon. Przecież Mikołaj nie musi wyciągać prezentów z szafy.
Mam jednak małe wątpliwości bo mama ciągle brnie w tą historię o Mikołaju (przecież on już umarł). Teraz już wiem po kim Lena tak umie ściemniać.
Ja: Fajnie było w Bułgarii, prawda tato? 
Tata: Oj fajnie...
Lena: Mi też się podobało.
Ja: Ciebie tam nie było, bo się jeszcze nie urodziłaś.
Lena: Byłam.
Tata: A pamiętasz jak lecieliśmy do Ameryki samolotem?
Lena: Pamiętam, fajnie było.
Tata: A pamiętasz te duże wieżowce?
Lena: Ja widziałam same owce.
Lena to ogólnie ostatnio podpada mamie. Rano nie chce wstawać, ociąga się z ubieraniem, zawsze ma swoje zdanie, a gdy trzeba wychodzić to sobie przypomina, że zapomniała o...Robi ogromny bałagan, a gdy pora sprzątać to oczywiście nie ma siły. Ja oczywiście wstaje chętnie, sprzątam i słucham rodziców. Nie jestem jednak taka idealna, bo mama też się na mnie złości. O co?? Bo ja uwielbiam dokuczać Lenie. Ja lubię jak ona się drze, płacze i wiem że to moja zasługa. Lena też mi lubi dokuczać, chyba też lubi jak ja się złoszczę. Za to doskonale dogaduję się z Kornelcią. Jest taka urocza, do niej mam dużo cierpliwości (nie to co do Leny). Lena za to nie może się pogodzić, że Kori niszczy jej budowle, albo rysunki. Kornelci  pasowało nasze towarzystwo. Gdy my rysowałyśmy to też łapała za kredki i próbowała rysować. Biegałyśmy razem za piłkami i wygłupiałyśmy się z Maui. Nasze spotkanie miało ważne znaczenie. Kornelka skończyła już roczek.







środa, 11 listopada 2015

Zmiany w naszym życiu, wiara, przygotowanie do życia w rodzinie i dla relaxu spacer po lesie

Gra "Stadnina" wykonana przez naszą trójkę na konkurs
Dziwnie się składa, ale odkąd mama poszła do pracy mamy mało wolnego czasu. Niby rzadko rodzice pozwalali nam się nudzić (bo zabierali nas spacery, czy wymyślali nam zajęcia...). Od ponad miesiąca wszystko robimy biegiem, a jak już jest wolna chwila to okazuje się, że nie mamy siły. Lena potrafiła położyć się przed 19 i spać tak do rana. Wszystko dlatego, że w przedszkolu jest teraz ok 7:40 (zwykle była po 8), a odbiera nas mama o 15:40 ( a odbierała 14-15). Później biegniemy na zajęcia przegryzjąc po drodze drożdżówkę. Do domu wracamy po 17, 18 albo ok 20. Mamy dwa dni luźne - poniedziałek i piątek. Wtedy mama umawia się z naszymi koleżankami i nadrabiamy zaległości towarzyskie. Po takim maratonie Lena i mama mają serdecznie dosyć. W sumie to dziwne bo przecież na balecie i basenie to ja się ruszam, a one tylko na mnie czekają. Ja sobie radzę z tym zmęczeniem, czasami jeszcze muszę znaleźć siłę na odrabianie lekcji. Nasze życie nabrało tempa... W całym tym opowiadaniu zabrakło taty. Wszystko dlatego, że przez pierwszy miesiąc pracy mamy, on też był w pracy. Teraz przyjechał do nas na dwa tygodnie i mama jest bardzo szczęśliwa, bo w końcu zamiast drożdżówek na obiad zjadamy pyszności przygotowane przez niego. Tatuś zabiera nas wcześniej ze szkoły i przedszkola i mamy więcej czasu na nudzenie się. Co ważne wracając do domu możemy się zatrzymać z naszymi koleżankami na placu zabaw. Jak wracamy z mamą to już nikogo nie ma i robi się chłodnawo. O 15 :40 w  świetlicy jest ok 6 dzieci, a w przedszkolu Lenki też nie jest lepiej. 
Za nami 1 listopada, pierwszy raz wędrowałyśmy po cmentarzu bez taty (który był w pracy). Pogoda była słoneczna, wymarzona na to święto. Jeden pan powiedział, że przez tą pogodę panie nie mogły ubrać swych futer na pokaz mody. Nie wiem gdzie był ten pokaz, ale następnym razem muszę mamę namówić żeby mnie tam zabrała. Mi wizyta na cmentarzu trochę się dłużyła więc postanowiłam zostać "Perfekcyjną panią GROBU" i robiłam test niebieskiej rękawiczki. Ostatnio mam nieco na pieńku z naszą katechetką. Odpytuje nas z modlitw, a co tu ukrywać do kościoła rodzice nas nie zabierają. Babcia Krysia czasami chce nas zabrać na mszę, ale my z Lenką nie chcemy bo tam wieje nudą. Na cmentarzu dorośli się modlą nad grobami, a mi się zaraz pani Lidzia przypomina (moja katechetka). Dostałam już jednego minusa...Zastanawiam się nad rezygnacją z tych zajęć. Chociaż pani Lidzia poza tym jest bardzo fajna. Podsłuchałam nieco rodziców i też uważam, że klepanie na pamięć jest głupie. Jedno dziecko myślało, że w modlitwie jest:
"...Módl się za nami grzecznymi..."
A co to jest niewiasta? owoc żywota? łaskiś pełna? jaki pan z Maryją?....
Pytań jest wiele, a odpowiedź jedna - trzeba się nauczyć na pamięć!!
Lena za to przygotowuje się do życia w rodzinie. To znaczy mama jej kiedyś powiedziała:
- Lena pamiętaj, że musisz sobie znaleźć dobrego męża. Takiego co będzie cię kochał, pomagał w domu: sprzątał, gotował, a i takiego co będzie się chciał opiekować dziećmi.
- Wiesz mamo ja jednego męża będę miała od sprzątania, drugiego od gotowania, trzeci będzie się bawił z dziećmi, a czwarty będzie oglądał telewizję.
Ostatnio poszliśmy do naszych przyjaciół, do mojej Klaudii i jej brata Dawida (który jest kumplem Leny i chodzą do jednej grupy). Lena i Dawid nigdy nie sprzątają, chociaż w przedszkolu im to nieźle idzie. Mama mówi do Leny:
- Lena weź Dawida i posprzątajcie, trzeba go nauczyć. Bo jaki z niego będzie mąż?
- No dobla - powiedziała Lena i wyszła do pokoju dzieci
- Dawid sprzątamy... Dawid sprzątaj!!- wykrzykiwała - Ja tu siądę (zasiadła na krześle i założyła nogę na nogę) i będę jak królowa, a ty sprzątaj.





Od tego pośpiechu zabrakło nam czasu na spacery, a jesień w tym roku jest taka piękna. Mama spragniona ruchu na świeżym powietrzu zapowiedziała, że sobotę (7.11.2015) spędzamy na spacerowaniu. Za oknem szaro, mokro, ale nie ma to tamto, idziemy... W końcu po wielu dyskusjach na temat ubrania (bo nie każdemu pasowała propozycja mamy) wyszliśmy z domu. Wyszliśmy i...zaczęło padać. Mama zdesperowana, spragniona spaceru zrządziła spacer w deszczu. Całe szczęście niedziela była przepiękna. Odwiedził nas dziadek Janusz i wszyscy razem pojechaliśmy na spacer do Złotego Potoku. spacerowaliśmy po dywanie z liści, a słonko przebijało się przez gałęzie. Odwiedziliśmy Niedźwiedzią  Grotę, liczyłyśmy słoje na ściętych drzewach i z piskiem uciekałyśmy przed wyskakującymi spod nóg żabami. Dotarliśmy do naszej ulubionej pstrągarni, gdzie mama zaprosiła nas na obiad ( no wiecie jej pierwsza wypłata już była). Po takim miłym spacerze Lenka szybko usnęła w aucie, w drodze do domu.