Nie znalazłyśmy w domu klucza z dziurką, musiały nam wystarczyć nożyczki (Lena i tak nie trafiała ;) ). Miałyśmy nieco problemów interpretacją naszych woskowych wróżb, ale śmiechu było sporo. Łatwiej poszła wróżba z butami- która z nas wyjdzie pierwsza za mąż. Ulżyło mi, że padło na Lenę. Ja jeszcze nie spotkałam takiego chłopka, którego bym polubiła. Lenisława ma już konkretne plany życiowe. A przed nami najmilszy miesiąc dla dzieci. Kalendarze adwentowe już czekają by je zacząć. Nie mogę się doczekać 6 grudnia, tyle atrakcji się szykuje z tej okazji.
Blog dla moich bliskich, którzy są daleko i nie mogą na co dzień patrzeć jak rośniemy.
niedziela, 29 listopada 2015
Sprawy genów i wróżby
Nie znalazłyśmy w domu klucza z dziurką, musiały nam wystarczyć nożyczki (Lena i tak nie trafiała ;) ). Miałyśmy nieco problemów interpretacją naszych woskowych wróżb, ale śmiechu było sporo. Łatwiej poszła wróżba z butami- która z nas wyjdzie pierwsza za mąż. Ulżyło mi, że padło na Lenę. Ja jeszcze nie spotkałam takiego chłopka, którego bym polubiła. Lenisława ma już konkretne plany życiowe. A przed nami najmilszy miesiąc dla dzieci. Kalendarze adwentowe już czekają by je zacząć. Nie mogę się doczekać 6 grudnia, tyle atrakcji się szykuje z tej okazji.
niedziela, 22 listopada 2015
Pozdrowienia z pracy taty.
sobota, 21 listopada 2015
O Mikołaju i Kornelce
Wielkimi krokami zbliża się bardzo ważne wydarzenie, Święty Mikołaj. Przez przypadek wygadałam się mamie, że ja już wiem. To znaczy ja już sama nie wiem...- Maju, może lepiej by było jakbyście te klocki dostały wspólnie? Wiesz wtedy może Mikołaj by przyniósł Ci jeszcze tą książkę.
- Nie mamo, one mają być tylko moje.
Mama intensywnie myślała, a ja dobrze wiem o co chodzi...o kasę
- Mamo kupcie Lenie tego pieska.- mój głos się załamał, bo się wypaplałam
- Dlaczego my mamy jej coś kupować?- spytała mama
- Mamo przecież ja wiem, że to wy kupujecie. Podsłuchałam...- Co podsłuchałaś?
- No, kiedyś słyszałam jak szeleściłaś. Otworzyliście szafę i balkon. Przecież Mikołaj nie musi wyciągać prezentów z szafy.
Mam jednak małe wątpliwości bo mama ciągle brnie w tą historię o Mikołaju (przecież on już umarł). Teraz już wiem po kim Lena tak umie ściemniać.
Ja: Fajnie było w Bułgarii, prawda tato? Tata: Oj fajnie...
Lena: Mi też się podobało.
Ja: Ciebie tam nie było, bo się jeszcze nie urodziłaś.
Lena: Byłam.
Tata: A pamiętasz jak lecieliśmy do Ameryki samolotem?
Lena: Pamiętam, fajnie było.
Tata: A pamiętasz te duże wieżowce?
Lena: Ja widziałam same owce.
Lena to ogólnie ostatnio podpada mamie. Rano nie chce wstawać, ociąga się z ubieraniem, zawsze ma swoje zdanie, a gdy trzeba wychodzić to sobie przypomina, że zapomniała o...Robi ogromny bałagan, a gdy pora sprzątać to oczywiście nie ma siły. Ja oczywiście wstaje chętnie, sprzątam i słucham rodziców. Nie jestem jednak taka idealna, bo mama też się na mnie złości. O co?? Bo ja uwielbiam dokuczać Lenie. Ja lubię jak ona się drze, płacze i wiem że to moja zasługa. Lena też mi lubi dokuczać, chyba też lubi jak ja się złoszczę. Za to doskonale dogaduję się z Kornelcią. Jest taka urocza, do niej mam dużo cierpliwości (nie to co do Leny). Lena za to nie może się pogodzić, że Kori niszczy jej budowle, albo rysunki. Kornelci pasowało nasze towarzystwo. Gdy my rysowałyśmy to też łapała za kredki i próbowała rysować. Biegałyśmy razem za piłkami i wygłupiałyśmy się z Maui. Nasze spotkanie miało ważne znaczenie. Kornelka skończyła już roczek.środa, 11 listopada 2015
Zmiany w naszym życiu, wiara, przygotowanie do życia w rodzinie i dla relaxu spacer po lesie
![]() |
| Gra "Stadnina" wykonana przez naszą trójkę na konkurs |
Za nami 1 listopada, pierwszy raz wędrowałyśmy po cmentarzu bez taty (który był w pracy). Pogoda była słoneczna, wymarzona na to święto. Jeden pan powiedział, że przez tą pogodę panie nie mogły ubrać swych futer na pokaz mody. Nie wiem gdzie był ten pokaz, ale następnym razem muszę mamę namówić żeby mnie tam zabrała. Mi wizyta na cmentarzu trochę się dłużyła więc postanowiłam zostać "Perfekcyjną panią GROBU" i robiłam test niebieskiej rękawiczki. Ostatnio mam nieco na pieńku z naszą katechetką. Odpytuje nas z modlitw, a co tu ukrywać do kościoła rodzice nas nie zabierają. Babcia Krysia czasami chce nas zabrać na mszę, ale my z Lenką nie chcemy bo tam wieje nudą. Na cmentarzu dorośli się modlą nad grobami, a mi się zaraz pani Lidzia przypomina (moja katechetka). Dostałam już jednego minusa...Zastanawiam się nad rezygnacją z tych zajęć. Chociaż pani Lidzia poza tym jest bardzo fajna. Podsłuchałam nieco rodziców i też uważam, że klepanie na pamięć jest głupie. Jedno dziecko myślało, że w modlitwie jest:
"...Módl się za nami grzecznymi..."
A co to jest niewiasta? owoc żywota? łaskiś pełna? jaki pan z Maryją?....
Pytań jest wiele, a odpowiedź jedna - trzeba się nauczyć na pamięć!!
Lena za to przygotowuje się do życia w rodzinie. To znaczy mama jej kiedyś powiedziała:
- Lena pamiętaj, że musisz sobie znaleźć dobrego męża. Takiego co będzie cię kochał, pomagał w domu: sprzątał, gotował, a i takiego co będzie się chciał opiekować dziećmi.
- Wiesz mamo ja jednego męża będę miała od sprzątania, drugiego od gotowania, trzeci będzie się bawił z dziećmi, a czwarty będzie oglądał telewizję.
Ostatnio poszliśmy do naszych przyjaciół, do mojej Klaudii i jej brata Dawida (który jest kumplem Leny i chodzą do jednej grupy). Lena i Dawid nigdy nie sprzątają, chociaż w przedszkolu im to nieźle idzie. Mama mówi do Leny:
- Lena weź Dawida i posprzątajcie, trzeba go nauczyć. Bo jaki z niego będzie mąż?
- No dobla - powiedziała Lena i wyszła do pokoju dzieci
- Dawid sprzątamy... Dawid sprzątaj!!- wykrzykiwała - Ja tu siądę (zasiadła na krześle i założyła nogę na nogę) i będę jak królowa, a ty sprzątaj.
Od tego pośpiechu zabrakło nam czasu na spacery, a jesień w tym roku jest taka piękna. Mama spragniona ruchu na świeżym powietrzu zapowiedziała, że sobotę (7.11.2015) spędzamy na spacerowaniu. Za oknem szaro, mokro, ale nie ma to tamto, idziemy... W końcu po wielu dyskusjach na temat ubrania (bo nie każdemu pasowała propozycja mamy) wyszliśmy z domu. Wyszliśmy i...zaczęło padać. Mama zdesperowana, spragniona spaceru zrządziła spacer w deszczu. Całe szczęście niedziela była przepiękna. Odwiedził nas dziadek Janusz i wszyscy razem pojechaliśmy na spacer do Złotego Potoku. spacerowaliśmy po dywanie z liści, a słonko przebijało się przez gałęzie. Odwiedziliśmy Niedźwiedzią Grotę, liczyłyśmy słoje na ściętych drzewach i z piskiem uciekałyśmy przed wyskakującymi spod nóg żabami. Dotarliśmy do naszej ulubionej pstrągarni, gdzie mama zaprosiła nas na obiad ( no wiecie jej pierwsza wypłata już była). Po takim miłym spacerze Lenka szybko usnęła w aucie, w drodze do domu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









