środa, 11 listopada 2015

Zmiany w naszym życiu, wiara, przygotowanie do życia w rodzinie i dla relaxu spacer po lesie

Gra "Stadnina" wykonana przez naszą trójkę na konkurs
Dziwnie się składa, ale odkąd mama poszła do pracy mamy mało wolnego czasu. Niby rzadko rodzice pozwalali nam się nudzić (bo zabierali nas spacery, czy wymyślali nam zajęcia...). Od ponad miesiąca wszystko robimy biegiem, a jak już jest wolna chwila to okazuje się, że nie mamy siły. Lena potrafiła położyć się przed 19 i spać tak do rana. Wszystko dlatego, że w przedszkolu jest teraz ok 7:40 (zwykle była po 8), a odbiera nas mama o 15:40 ( a odbierała 14-15). Później biegniemy na zajęcia przegryzjąc po drodze drożdżówkę. Do domu wracamy po 17, 18 albo ok 20. Mamy dwa dni luźne - poniedziałek i piątek. Wtedy mama umawia się z naszymi koleżankami i nadrabiamy zaległości towarzyskie. Po takim maratonie Lena i mama mają serdecznie dosyć. W sumie to dziwne bo przecież na balecie i basenie to ja się ruszam, a one tylko na mnie czekają. Ja sobie radzę z tym zmęczeniem, czasami jeszcze muszę znaleźć siłę na odrabianie lekcji. Nasze życie nabrało tempa... W całym tym opowiadaniu zabrakło taty. Wszystko dlatego, że przez pierwszy miesiąc pracy mamy, on też był w pracy. Teraz przyjechał do nas na dwa tygodnie i mama jest bardzo szczęśliwa, bo w końcu zamiast drożdżówek na obiad zjadamy pyszności przygotowane przez niego. Tatuś zabiera nas wcześniej ze szkoły i przedszkola i mamy więcej czasu na nudzenie się. Co ważne wracając do domu możemy się zatrzymać z naszymi koleżankami na placu zabaw. Jak wracamy z mamą to już nikogo nie ma i robi się chłodnawo. O 15 :40 w  świetlicy jest ok 6 dzieci, a w przedszkolu Lenki też nie jest lepiej. 
Za nami 1 listopada, pierwszy raz wędrowałyśmy po cmentarzu bez taty (który był w pracy). Pogoda była słoneczna, wymarzona na to święto. Jeden pan powiedział, że przez tą pogodę panie nie mogły ubrać swych futer na pokaz mody. Nie wiem gdzie był ten pokaz, ale następnym razem muszę mamę namówić żeby mnie tam zabrała. Mi wizyta na cmentarzu trochę się dłużyła więc postanowiłam zostać "Perfekcyjną panią GROBU" i robiłam test niebieskiej rękawiczki. Ostatnio mam nieco na pieńku z naszą katechetką. Odpytuje nas z modlitw, a co tu ukrywać do kościoła rodzice nas nie zabierają. Babcia Krysia czasami chce nas zabrać na mszę, ale my z Lenką nie chcemy bo tam wieje nudą. Na cmentarzu dorośli się modlą nad grobami, a mi się zaraz pani Lidzia przypomina (moja katechetka). Dostałam już jednego minusa...Zastanawiam się nad rezygnacją z tych zajęć. Chociaż pani Lidzia poza tym jest bardzo fajna. Podsłuchałam nieco rodziców i też uważam, że klepanie na pamięć jest głupie. Jedno dziecko myślało, że w modlitwie jest:
"...Módl się za nami grzecznymi..."
A co to jest niewiasta? owoc żywota? łaskiś pełna? jaki pan z Maryją?....
Pytań jest wiele, a odpowiedź jedna - trzeba się nauczyć na pamięć!!
Lena za to przygotowuje się do życia w rodzinie. To znaczy mama jej kiedyś powiedziała:
- Lena pamiętaj, że musisz sobie znaleźć dobrego męża. Takiego co będzie cię kochał, pomagał w domu: sprzątał, gotował, a i takiego co będzie się chciał opiekować dziećmi.
- Wiesz mamo ja jednego męża będę miała od sprzątania, drugiego od gotowania, trzeci będzie się bawił z dziećmi, a czwarty będzie oglądał telewizję.
Ostatnio poszliśmy do naszych przyjaciół, do mojej Klaudii i jej brata Dawida (który jest kumplem Leny i chodzą do jednej grupy). Lena i Dawid nigdy nie sprzątają, chociaż w przedszkolu im to nieźle idzie. Mama mówi do Leny:
- Lena weź Dawida i posprzątajcie, trzeba go nauczyć. Bo jaki z niego będzie mąż?
- No dobla - powiedziała Lena i wyszła do pokoju dzieci
- Dawid sprzątamy... Dawid sprzątaj!!- wykrzykiwała - Ja tu siądę (zasiadła na krześle i założyła nogę na nogę) i będę jak królowa, a ty sprzątaj.





Od tego pośpiechu zabrakło nam czasu na spacery, a jesień w tym roku jest taka piękna. Mama spragniona ruchu na świeżym powietrzu zapowiedziała, że sobotę (7.11.2015) spędzamy na spacerowaniu. Za oknem szaro, mokro, ale nie ma to tamto, idziemy... W końcu po wielu dyskusjach na temat ubrania (bo nie każdemu pasowała propozycja mamy) wyszliśmy z domu. Wyszliśmy i...zaczęło padać. Mama zdesperowana, spragniona spaceru zrządziła spacer w deszczu. Całe szczęście niedziela była przepiękna. Odwiedził nas dziadek Janusz i wszyscy razem pojechaliśmy na spacer do Złotego Potoku. spacerowaliśmy po dywanie z liści, a słonko przebijało się przez gałęzie. Odwiedziliśmy Niedźwiedzią  Grotę, liczyłyśmy słoje na ściętych drzewach i z piskiem uciekałyśmy przed wyskakującymi spod nóg żabami. Dotarliśmy do naszej ulubionej pstrągarni, gdzie mama zaprosiła nas na obiad ( no wiecie jej pierwsza wypłata już była). Po takim miłym spacerze Lenka szybko usnęła w aucie, w drodze do domu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz