piątek, 25 grudnia 2009

Wigilia




Wrócił tatuń i przywiózł Święta. Tatuń wrócił w środę w nocy (właściwie to już był czwartek). Gdy mama przyniosła mnie w nocy do pokoju rodziców przebudziłam się na chwilkę. Powiedziałam "Kto to? TATUŃ, cześć tatuń" i zasnęłam. Rano się popisywałam przed nimi nowymi słówkami, a ON robił coraz to większe oczy. Wiedział, że znam nowe zwroty, bo rozmawiamy często przez telefon. Kiedyś opowiadałam mu o tym, jak byłam z dziadkiem i babcią na sankach:
- Byłaś Maja na saneczkach? - spytał tatuń
- Taaak.
- A kto ciągnął saneczki?
- Dziadek.
- A kto siedział na saneczkach? - spytał tatuń, mając na myśli babcię i Maję
- Królik - bo też z nami był.
- I kto jeszcze??
- Smok - bo też siedział na saneczkach...

Wracając do czwartku. Był to dzień pełen wrażeń. Rano na śniadanie zjedliśmy rybkę. Posmakował mi wędzony łosoś. Miał dość mocny, wyrazisty zapach. Najpierw wysmarowałam sobie nim rączkę, a później wtarłam we włoski. Mama nie była zadowolona. Po śniadaniu tatuń znikł. Szybko wrócił i przywiózł "choinke" (ja już od dawna czekałam na nią, bo mam taka piękną książeczkę o choince, którą codziennie oglądam). Troszkę byłam zaskoczona, gdy choinka mnie pokłuła, dlatego nazwałam ją "kujka". Mama wyciągnęła pudło z ozdobami. Z łańcucha zrobiłam sobie "kolale" i wyciągnęłam wszystkie dzwoneczki. Rodzice przystroili nasze drzewko i teraz mamy najpiękniejszą choinkę na świecie. Popołudniu pojechaliśmy do babci Ani, Dzidzi i dziadka Marka na wigilie. Była jeszcze ciocia Ania, ciocia Kasia, wujo Marcin, Mikołaj i Malwinka. Wszyscy jedli i jedli. Mi posmakowały śledziki i ziemniaczki. Opłatek przyklejał mi się do podniebienia, więc nie chciałam składać sobie życzeń. Po kolacji były prezenty. Mikołaj czytał i rozdawał wszystkim paczki. Najfajniejsze było potem. Wygłupialiśmy się z Mikim... ale się wtedy wyśmiałam! Tylko Malwiniak nie mogła się z nami bawić. Jest troszkę za mała, a do tego ma straszny katarek...
Gdy wróciliśmy do domku szybko zasnęłam w swoim łóżeczku po dniu pełnym wrażeń...

Dziękujemy babci Ani, która przygotowała pyszną wigilię mimo choróbska, jakie jej się przyplątało.

wtorek, 22 grudnia 2009

Wesołych Świąt



Na prośbę mamy (która pragnie uniknąć stukania smsów)w dzisiejszym poście pragnę złożyć wszystkim naszym bliskim Bożonarodzeniowe życzenia :

Zdrowych, wesołych, rodzinnych, białych (ale niezbyt mroźnych) Świąt Bożego Narodzenia
(Żeby wasze brzuchy napełniały się z rozsądkiem i później nie cierpiały )
Oraz Szczęśliwego Nowego Roku życzą
Trzy Kubersy

środa, 16 grudnia 2009

ZIMA ZIMA


(klikając na zdjęcie powinno być nagranie)

W końcu zaczęła się zima. Od wczoraj oglądam sobie padający śnieg za oknem. Nawet byłyśmy na spacerku to mogłam go oglądać i dotykać. Chciałam zrobić "orła" jak LALA(żółty teletubiś), ale okazało się że śniegu jest za mało. Dziś zrobiło się zimno (-4), a biały puch ciągle pada. Może uda nam się w najbliższym czasie wypróbować sanki od Św. Mikołaja :). Nie mogę się doczekać jak będziemy robić "kule" i "badana" (chodzi o bałwana). Co do Świąt, to czekamy. Tym bardziej że tatuń ma je przywieźć. Jeszcze za nim nie tęsknie, ale ciągle mi się śni. Próbuję z nim rozmawiać przez telefon, ale czasami nie wiem co mam mu powiedzieć. Z mamą się świetnie bawimy. Czytamy i oglądamy książeczki, budujemy "dom", mama buduje z klocków a ja wszystko burzę (trochę się na mnie gniewa), oglądamy teletubisie, słuchamy piosenek itd... Ja znam coraz więcej słów, a rozumiem więcej niż mama myśli. Ostatnio mama nakładała mi przemakające pieluszki. Kazała mi wołać jak będzie mi się chciało siku. Na początku mi to nie wychodziło. Jak mamie mówiłam to już było za późno, albo była już gdzieś kałuża. Później to mama nie zdążała... Wczoraj przed kąpielą przybiegłam szybko do mamy i wołam "Maja siku, siku". Mama się pyta "gdzie to siku??", zamiast biec po nocnik. Skończyło się nową plamą na dywanie. Babcia i ciocia się śmieją, że wdałam się w mamę.

poniedziałek, 7 grudnia 2009



Ostatnie dni mijały w oczekiwaniu na świętego Mikołaja. Mama mi opowiadała, że ma długą białą brodę i czerwone ubranko. Przecież Miki (mój kuzyn) ma dopiero 5 lat to nie ma żadnej brody. Trochę to wszystko dla mnie skomplikowane. W niedziele rano za to okazało się, że ten święty był, ale ja go nie widziałam. Dostałam dużo prezentów (książeczki, płyty z piosenkami, saneczki, sukieneczkę, bębno- tamburyn, lalę i teletubisia :LALA). Podobało mi się, chociaż byłam trochę rozczarowana bo
"Zuzi nie ma, hopsasa nie ma, Tinky nie ma, Dipsy nie ma, Po nie ma...".
Teraz czekamy na śnieg i Święta...