Moją ulubioną bajką nadal jest Świnka Peppa. Uwielbiam udawać, że jestem Suzy (owieczka- przyjaciółka Peppy), mama jest kucykiem Pedro, a tatuń pieskiem Dany. Rodzice już przywykli do mojej zabawy i reagują na swoje nowe imiona. Ostatnio podeszłam do mamy poklepałam ją po ramieniu (tak jak się klepie konika):
- Dobra mamusia, niegłupia...
- Słucham, co powiedziałaś? - mamę zatkało
- Niegłupia.
Ostatnio lubię słuchać opowiadań o tym jak byłam malutka. Ciekawią mnie też pory roku, nie mogę się doczekać zimy. Namiętnie opowiadałam o jesieni i zimie moim bliskim tylko czasem kolejność tych pór mi się myliła. Czasem zima jest jesienią, a jesień zimą. Z resztą to nie ważne, ja nie mogę doczekać się śniegu (lepienia bałwanów i jazdy na sankach). Czy ktoś jeszcze tęskni za ta chlapą i zimnem??
Majka! Jak możesz tęsknić do zimy! Tylko lato i słoneczko, a bałwany tylko w morzu kochać można!!! A zła zima, która nas straszy niech sobie idzie tam, gdzie mieszkają pingwiny i białe niedźwiedzie, no i foki oraz lisy polarne!
OdpowiedzUsuńMaja bardzo ładnie przy kotku pani Poświatowskiej wygląda. A czy już wie, kto to była ta pani która siedzi sobie na ławce a przy niej kotek? To poetka, która urodziła się w Częstochowie. Wtedy nazywała się Myga.
OdpowiedzUsuńByła bardzo ciężko chora na serce. Ciągle była w szpitalach i sanatoriach. Tam poznała swego męża Adolfa Ryszarda Poświatowskiego. Poślubiła go w Częstochowie 30 kwietnia 1954. On także był chory na serce. Umarł po dwóch latach małżeństwa. A pani Poświatowska w wieku 21 lat została wdową. Ostatnie lata była związana z Krakowem, pracowała na uniwersytecie Jagiellońskim. W 1967 r. przeszła kolejną operację serca. Zmarła 11 października 1967 r.
Jej grób znajduje się na cmentarzu św. Rocha w Częstochowie. Zapal jej kiedyś świeczkę i połóż kwiatuszki. A mamę poproś żeby poszła z tobą do jej domku przy ul Jasnogórskiej 23, gdzie jest Dom Poezji - Muzeum Haliny Poświatowskiej.
A to jest jeden z jej wierszy:
...
chcę pisać o tobie
twoim imieniem wesprzeć skrzywiony płot
zmarzłą czereśnię
o twoich ustach
składać strofy wygięte
o twoich rzęsach kłamać że ciemne
chcę
twoje imię z gwiazdami zmieszać
z krwią
być w tobie
nie być z tobą
zniknąć
jak kropla deszczu którą wchłonęła noc.
mam szczęście!
mam szczęście!
krzyczą dzieci
chwytając piłkę
z nurtów wody
a ono - na niebie świeci
roześmiane złotem - młode
wyciągnij rękę - zamknij
płonący krążek w pięści
i głośno - głośno krzyknij
- mam szczęście -
A o jesieni tak ładnie pisała pani Maria Konopnicka, która umarła 100 lat temu we Lwowie.
OdpowiedzUsuńJesienią
Jesienią, jesienią
Sady się rumienią;
Czerwone jabłuszka
Pomiędzy zielenią.
Czerwone jabłuszka,
Złociste gruszeczki
Świecą się jak gwiazdy
Pomiędzy listeczki.
Pójdę ja się, pójdę
Pokłonić jabłoni,
Może mi jabłuszko
W czapeczkę uroni!
Pójdę ja do gruszy,
Nastawię fartuszka,
Może w niego spadnie
Jaka śliczna gruszka!
Jesienią, jesienią
Sady się rumienią;
Czerwone jabłuszka
Pomiędzy zielenią.
A pan Edward Szymański o zimie tak pisał wierszyki:
Wchodzenie do zimy
Patrz!
orzechy coraz twardsze tej jesieni
wiewiórki ostrzą zęby na rogu księżyca
w ciemnym lesie klęczy na jedno kolano
na obrusie przymrozku - wilczyca
kurczą się rozmowy - od słowa do słowa
herbata nagle zamarza przy stole
krok do zimy prawie nie do uchwycenia
a jednak już bijemy przed nią czołem
telewizor szronem zaszedł
nie wiadomo kiedy
szklanka ślizga się jak igła po płycie
słuchamy Vivaldiego "Cztery pory roku"
słyszysz jak mocno bije w nas życie...
MRÓZ
Chodził malarz od chaty do chaty,
wszystkie szyby malował nam w kwiaty -
wszystkie szyby malował srebrzyście
w małe gwiazdki i w palmowe liście.
A choć każdy z malarzem się spotkał,
nikt go nie chciał zaprosić do chaty -
nikt za pracę mu nie dał zapłaty ..
Edward Szymański