(Tyniec, lipiec 2009)
Kolejne smutne dni i znowu trzeba było się pożegnać... Miałam za mało czasu, żeby dobrze poznać ciocię Marysię. Zawsze była taka uśmiechnięta i serdeczna dla mnie. Pożyczała mi swoje maskotki do zabawy, kiedy ją odwiedzałam. Częstowała nas pysznościami, a najlepsze były te co sama upiekła. Palce lizać! Czasami potrzebowałam paru minut żeby się oswoić z ciocią i wujkiem. Kiedy wujek przesadzał ze spoufalaniem się, na które jeszcze nie byłam gotowa, to ciocia stała na straży i karciła wujaszka. Również go upominała za jego niesforne komentarze pod moim adresem. Szkoda, że tak rzadko mnie tam rodzice zabierali. Najczęściej zostawiali mnie u babci, a sami wracali późno w nocy kiedy już spałam.
Rodzice nie potrafili ukryć smutku i łez więc kiedy mi powiedzieli co się stało i mi zrobiło się smutno. Wiem, że ciocia jest teraz w niebie, tam gdzie babcia Dzidzia. Ciocia pozostawiła po sobie dużo pięknych wspomnień, a jej buzia w naszych sercach pozostanie zawsze uśmiechnięta.
Marysiu można było się uczyć od ciebie uśmiechu, szczęścia i radości do życia. Żegnaj
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że Majeczka będzie równie mocno tryskała optymizmem co Marysia. Dzięki za wspomnienie.
OdpowiedzUsuńŁukasz