Mamy już kalendarzową wiosnę :), z czego bardzo się cieszymy. Nie topiłyśmy marzanny, ale przywitałyśmy ją długim spacerem w wiosennej aurze. Wszyscy czuli nadejście WIOSNY, dzieci, dorośli, zwierzątka i roślinki też. Pewna dziewczynka w piaskownicy zdjęła buciki bo było jej gorąco. Jej tatuś musiał zareagować i tłumaczyć, że jeszcze za wcześnie na takie eksperymenty. Wszyscy pochowali swoje zimowe dodatki, ja będę tęsknić za rękawiczkami. Coraz więcej kwiatuszków i pączków cieszy nasze oczy. Ptaszki głośniej podśpiewują. Tylko koniki jakby nic sobie nie robiły ze zmiany pogody. Na pewno się ucieszą jak pojawi się pierwsza trawka.
Mnie ucieszył fakt, że mama założyła mi moje kaloszki w kwiatuszki i mogłam się oddawać chlapaniu w błocie. Babcia nie mogła patrzeć jak moje rajstopki stają się czarne. Mamie nie podobało się jak zaczęłam moczyć rączki w tym błotku. Oj z ciężkim sercem wróciłam do domu. To był taki cudny, brudny wiosenny spacerek. Popołudniu odwiedzili nas goście (ciocia Stasia, Daga, wujek Tomek i Damian). Mogłam się popisywać nowymi osiągnięciami. Powiem szczerze, że przestaje mnie to już bawić. Najbardziej mi się podobało, że huśtali mnie w kocyku. Tylko, że pozwoliłam się bujać mamie i ciociom. Gdy wujek Damian zaoferował, że też mnie pobuja to wzięłam go za rękę i zaprowadziłam do krzesła mówiąc "siedź". Wszyscy zrozumieli tą moją dyskretną odmowę. Gdy mama się wykręcała bolącymi rękami to poczekałam chwilkę...Po paru minutach podeszłam do niej i mówię:
- bolą ląki
- bolą Cię rączki Majeczko?? uderzyłaś się?? - spytała mamusia
- Niee, mame bolą ląki
- Nie mamy nie bolą rączki - mama zapomniała o wcześniejszej wymówce, więc ja się bardzo uceiszyłam
- huśtać - poderwałam się na nogi, a mama już nie mogła się wykęcić
Mama wymyśliła kolejną sztuczkę, po kolejnych minutach bujania w kocyku:
- Majeczko mamusia już nie ma siły, jesteś strasznie ciężka!!
- Jesce, jesce, prose...
- Dobrze, ale jak policzysz do pięciu - powiedziała Mama wiedząc, że liczę do trzech
- raz, dwa, tzy, icztery, ipięć - Dostałam brawa, a mama znowu musiała huśtać (a ja to i do dziewięciu bym mogła policzyć gdybym tylko chciała).
I tak miło dobiegł końca 21 marzec...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz