11-15 luty-> Wizyta w Krakowie.
Co za dłuuugi weekend i tyle wrażeń. Spotkaliśmy się z wujkami, ciociami... Spadło dużo śniegu i mama wyciągnęła z piwnicy swoje stare sanki. Rodzice opatulili mnie kocykami i szalikiem, ale i tak troszkę zmarzł mi nosek. Na spacerze towarzyszył nam czarny futrzak ("hau hau" to piesek, Debrusia). Ogólnie bardzo mi się podobało (szkoda, że nie ulepiliśmy bałwana). Musimy to koniecznie powtórzyć!Wracając z Krakowa odwiedziliśmy Mikołaja i jego rodziców. Lubię tam zaglądać i bawić się z moim kuzynem w ganianego. Jeszcze trochę i na własnych nogach go będę ścigała. Wtedy na pewno go złapię, bo babcia i wujek to wolno biegają. Później dostałam pyszny obiadek, to można zobaczyć poniżej - wujek postanowił to uwiecznić (ciekawe dlaczego??).

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz