Ferie zimowe kojarzą się ze śniegiem, sankami, nartami, bałwanami, łyżwami. Niestety w tym roku śniegu podczas ferii nie widziałyśmy. Przepraszam, raz spadł śnieg i niektóre dzieci miały to szczęście, że pod osłoną nocy ulepiły bałwana. Rano ze śniegu nie wiele zostało. Ja zamiast łyżew śmigałam na rolkach razem z moją kuzynką Malwiną. Pierwszy tydzień ferii spędziłam właśnie z nią. Robiłyśmy co tylko chciałyśmy, nikt nam nic nie kazał. Mogłyśmy oglądać TV, jeździć i bawić się... Pewnie myślicie, że siedziałyśmy tylko przed bajkami, a właśnie że nie. W ruch poszły rolki i wyobraźnia, bajek też trochę było. Drugi tydzień spędziłam w klubie naszej spółdzielni. Byliśmy w muzeum chleba w Radzionkowie, w aquaparku w Tarnowskich Górach, w kinie, mieliśmy warsztaty fotograficzne (oglądaliśmy ciemnie i aparaty), były również podchody w lasku Aniołowskim, rozgrywki sportowe. Mama trochę się obawiała o to jak ja sobie poradzę pierwszego dnia- miał być wyjazd autokarem na cały dzień, w tym basen. Nikogo tam nie znałam, ale ja szybko znalazłam sobie koleżanki i się świetnie bawiłam. Lenka w tym czasie chodziła do swojego przedszkola. Niestety nie była z tego zadowolona ponieważ nie chodzili jej najwięksi przyjaciele Julka i Dawid. W drugim tygodniu nie chciała mamy wpuścić z przedszkola, nawet jej łezki kapały. Po feriach w niedziele wieczorem oświadczyła:
- Mamo, ja chcę zrezygnować z przedszkola.
Ja podczas tych dwóch tygodni odkryłam pewną ważną rzecz. Czasami nie warto pytać o pozwolenie, jak się wie, że mama powie "NIE". Najlepiej wyczekać moment gdy jest zajęta i wtedy działać. Można wtedy stworzyć mikstury: pachnące, mocno cuchnące i takie ozdobne coś (woda brokat i coś co pływa w wodzie). Można nauczyć się robić kakao bezmlecznego- bo Lenka przecież nie powinna pić mleka lub tworzyć różne desery. Dlaczego mama by powiedziała "NIE"? Bo przy tych eksperymentach może dojść do niekontrolowanej katastrofy. Zresztą jak mama patrzy na ręce to nie ma takiej frajdy. Ostatnio przygotowałyśmy dla mamy super przyjęcie. Ja zrobiłam sałatkę (sałata, pomidor, ser biały, cebula), Lena obrała mandarynkę, do tego paluszki i czekolada. Nakryłyśmy mały stolik niebieską chustą, a same pomalowałyśmy się kosmetykami mamy (podkreśliłyśmy sobie brwi czarną kredką, usta dość mocną szminką i delikatnie użyłyśmy cieni do oczu- na całej twarzy). Mama była wzruszona...
Od dwóch dni bawimy się zapachami. Niestety te eksperymenty mama szybko wyczuwa. Zaczęłam również uczyć się biologii. Moja koleżanka miała królika- dziewczynkę, a teraz rodzice kupili królika- chłopaka. Wszystko po to żeby były małe króliczki. Koleżanka mi wyjaśniła, że jak chłopak- królik masuje brzuch królika- dziewczynki to wtedy ona zachodzi w ciążę. Koleżanka oświadczyła:
- Zrobię wszystko, żeby Amelka zaszła w ciążę.
No to chyba ona się zna?? Mama nie zgadza się z tą teorią...
Co to za pomazańce i w dodatku takie smutasy!
OdpowiedzUsuń