wtorek, 23 lutego 2010

Urodziny Malwiniaka

Zdjęć bark, chyba że wujek M. się zlituje i coś udostępni...

Malwinka urodziła się 23 lutego, ale już w sobotę świętowaliśmy to wydarzenie. Na imprezie było bardzo dużo ludzi, dorosłych i dzieci. W pierwszym momencie byłam trochę zaniepokojona, że jest tak głośno i tyle obcych mi osób. Na szczęście była ze mną mamusia i zawsze mogłam u niej szukać ratunku. Malwinka wyglądała przepięknie. Tylko nie chciała założyć bucików i opaski do swojego stroju. Nie chciała to mało powiedziane, to był istny bunt. Poza tym była bardzo cichutka i uśmiechnięta. Bardzo się cieszyła ze swoich nowych, kolorowych prezentów. Nie będę ukrywać, ale ja też się cieszyłam z tych prezentów i całej reszty zabawek. Niestety nie odważyłam się zaśpiewać "Sto lat", chociaż miałam to przećwiczone. Trochę mnie trema zjadła. Bawiłam się z Tosią, Zuzą i trochę z Antkiem i Mikim. Chłopaki to straszne łobuziaki, ale jak chcą to potrafią być bardzo mili i opiekuńczy. Mają tylko jakieś dziwne zabawy np. w agentów. Ja tam wolę misie!! Wszyscy dobrze się bawili i aż szkoda było wychodzić z imprezy, ale byłam taka zmęczona, że bardzo grzecznie się ubrałam i pożegnałam. Wcześniej ode mnie poszła Malwinka. Około godziny 19 stwierdziła, że miło było ale już ma dość wrażeń i poszła spać.
To były miłe wydarzenia ostatnich dni. Teraz o tych mniej przyjemnych. Od piątku sobie pokaszliwałam i chrypiałam, później pojawił się katarek. Gorączka przesądziła o wszystkim i wczoraj odwiedziłyśmy z mamusią panią doktor. "Pani doktor miła" i "naklejki da". Byłam trochę dzielna i starałam się dużo nie płakać. Pani stwierdziła, że się pochorowałam nie na żarty, zapalenie krtani i oskrzeli. Teraz dostaje 2 razy dziennie zastrzyki. Pomagają mi, ale wcale nie są przyjemne (nawet tak bardzo nie płaczę). Mama się chyba bardziej tym przejmuje niż ja i wczoraj też się popłakała (dziś była dzielna, może dam jej jedną naklejkę??). W domu jestem trochę marudna i najchętniej robiłabym wszystko z mamą...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz